Nowy Ford Focus RS (2015) i Ford GT (2016)

Ford Focus RS (2015)

Nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że Ford przygotował na tegoroczny salon motoryzacyjny w Genewie jedno z najciekawszych stanowisk, a odpowiedź na błahe pytanie dlaczego, wydaje się być oczywista. Największą (dosłownie) premierę szwajcarskich targów z niebieskim owalem poznacie niebawem, a tymczasem poświęćmy chwilę napędzającym motoryzację (a przynajmniej inspiracje do działania młodszej części społeczeństwa) wartościom, które w Genewie reprezentują dwa tak różne, a jednak mające ze sobą coś wspólnego samochody…


Przypuszczenia i dziesiątki pytań bez odpowiedzi wreszcie znalazły swoje ujście i w żadnym wypadku nie można powiedzieć jakoby finał przemyślanej gry na nerwach był rozczarowujący. Ford zaprezentował bowiem nowego Focusa RS – niepisanego lidera (a przynajmniej – w pewnym sensie oczywiście – faworyta ludzkich oczekiwań) segmentu hatchbacków, a dokładniej rozpalających wyobraźnię hot hatchy. Sam design nowego Focusa RS (z dużym tylnym spojlerem, dwiema końcówkami układu wydechowego, 19-calowymi felgami ze stopu metali lekkich, agresywnym body kitem czy nawet oponami Michelin Pilot Super Sport w rozmiarze 235/35 [opcjonalny zestaw to Michelin Pilot Sport Cup 2]) już zapowiada niesamowite i konkurencyjne możliwości. Ba – wzorem swojego krzykliwego poprzednika za sportowo „przystrojonym” nadwoziem (w jednym z czterech dostępnych lakierów: Frozen White, Stealth Gray, Absolute Black lub Nitrous Blue [na zdęciach nie ma jednak żadnego z nich]), winien również podążać nieokrzesany charakter i tak prawdopodobnie jest, choć nie do końca.


Pod wywołującą u konkurencji gęsią skórkę i niepewność skorupą, kryje się bowiem m.in. 10-głośnikowy system audio od firmy Sony, 8-calowy wyświetlacz do obsługi pokładowych multimediów tudzież dwustrefowa, automatyczna klimatyzacja, tylko jakie to ma właściwie znaczenie? W tym hatchbacku liczą się bowiem kubełkowe fotele Recaro, dodatkowe wskaźniki mówiące o temperaturze i ciśnieniu oleju oraz ciśnieniu doładowania, a także ponad 320-konny silnik EcoBoost z nowego Mustanga o pojemności 2.3-litra, który ma współpracować z 6-biegową, manualną przekładnią i napędem na cztery koła. Czy to realne zagrożenie dla, chociażby, Volkswagena Golfa R, BMW M135i xDrive tudzież 360-konnego Mercedesa A 45 AMG? Ostre zapowiedzi pozwalają myśleć, że to nawet coś lepszego…


Druga premiera Forda (zaprezentowana swoją drogą całkiem niedawno na targach w Detroit) jest z kolei pewnego rodzaju zaskoczeniem i to nie tylko dla zwolenników amerykańsko-niemieckiego koncernu, ale całego świata motoryzacji. Klasyczne linie, charakterystyczny kształt oraz nisko poprowadzona linia dachu, ale wzbogacone o sznyt XXI wieku i to nie tylko stylistyczny – informacja to szalenie istotna, bowiem koncern legitymujący się niebieskim owalem postanowił również opracować nowego Forda GT, którego – stety lub też i nie – dopadła współczesność. Pomijając nowoczesną (np. cyfrowy wyświetlacz zamiast tradycyjnych wskaźników) i dość minimalistyczną kabinę pasażerską oraz bogate wyposażenie (np. najnowszy system multimedialny SYNC), pełne historycznych odwołań GT zyskało sześciocylindrową, podwójnie doładowaną jednostkę EcoBoost o pojemności 3.5-litra, która ma produkować ponad 600 KM połączonych z 7-biegową, dwusprzęgłową przekładnią automatyczną. Ponadto klient otrzyma w standardzie ceramiczny układ hamulcowy i tzw. monocoque wykonany oczywiście z włókna węglowego.


Tyle emocji, właściwie jeden wspólny mianownik oraz brutalny czas, który nowego Focusa RS pozwolił dość szybko zaakceptować, a nad flagowym GT… dłużej się zastanowić…

Patryk Rudnicki