Dacia Duster Delsey – chwila wyróżnienia

Każdy z nas czeka w życiu na swoje pięć minut. Niezależnie od tego czy jesteśmy odnoszącym sukcesy biznesmenem, pracownikiem miejskiego zakładu pogrzebowego bądź zabieganym kurierem nasza podświadomość skrywa zakodowaną informację w postaci: „Mam dość tego szarego i nudnego świata. Chcę dokonać wielkiej rzeczy, by potomni głośno mnie wspominali!” Słomiane marzenia? Patrząc na Dacię Duster Delsey śmiało możemy stwierdzić, że niekoniecznie …

Dacia Duster Delsey

Rumuńska marka z francuskimi korzeniami wyrobiła sobie na rynku opinię dosyć „cichej”. Projektując samochody, które 90% społeczeństwa uznaje za pozbawione jakichkolwiek emocji, trudno nagle zapisać się w pamięć szerokiej klienteli i, o zgrozo, wypuścić dwumiejscowy bolid z ogromnym silnikiem V8. Prezentowana na salonie motoryzacyjnym w Genewie wyjątkowa odmiana Dustera udowadnia jednak, że sympatii nie trzeba zdobywać tylko za pomocą tabunu koni mechanicznych oraz zapachu spalonej gumy.


Dacia Duster Delsey

Dacia Duster Delsey

Dacia Duster Delsey

Dacia Duster Delsey

Wystarczy np. szarooliwkowy lakier nadwozia, aluminiowe obręcze w nieco ciemniejszym niż zwykle kolorze czy też szara obudowa lusterek zewnętrznych. Opisywany Delsey takowe właśnie komponenty otrzymał, a to dopiero połowa ciekawych modyfikacji. Znudzony standardowym Dusterem klient wypatrzy również przyciemnione klosze reflektorów, chromowaną końcówkę układu wydechowego oraz zmienione delikatnie wnętrze tytułowego pojazdu. Otwierając drzwi jego oczom ujawnią się nowe dywaniki i tapicerka, kierownica wraz z mieszkiem skrzyni biegów obszyte skórą, a także czerwone przeszycia wzmagające to poczucie wyjątkowości. Do kompletu rumuński koncern proponuje walizkę Cross Trip i zestaw podróżnych toreb, które wskazują na typowo rodzinny charakter całego auta.

Czy to jest moment wyróżnienia prezentowanej tutaj Dacii? Przyzwyczajeni do 1000-konnych McLarenów lub „stuningowanych” aut BMW o aparycji drogiej pralki, opisywany Duster nie zrobi na nas pewnie większego wrażenia, ale tutaj chodzi o coś innego. Pomyślcie o zwykłym Kowalskim, który codziennie rano „łechta” podniebienie spieczonym tostem i musi czym prędzej jechać do swojego biura. Dla tego typu ludzi nawet mizerne odświeżenie designu będzie oznaczać coś wielkiego, a każde trzaśnięcie drzwiami pod oknem szefa doprowadzi go do znakomitego samopoczucia. W końcu kto by nie chciał zobaczyć rwącego włosy przełożonego, któremu wciśnięto „tylko” zwykłego Dustera?

Patryk Rudnicki

Leave A Comment