Bugatti Veyron Grand Sport Vitesse – zwieńczenie kolekcji?

Bugatti Veyron to niezwykle kontrowersyjny projekt. Świadomy jego osiągów, drogowych możliwości, a także zaawansowania technologicznego musiałem wypowiedzieć te słowa, bo niby jak inaczej określić następną, specjalną wersję przygotowaną na bazie Grand Sporta? Samochód otrzymał przydomek Vitesse i oficjalnie debiutuje na salonie samochodowym w Genewie. Spójrzmy co tym razem zgotowała nam francuska marka …

Bugatti Veyron Grand Sport Vitesse - zwieńczenie kolekcji? Bugatti Veyron Grand Sport Vitesse - zwieńczenie kolekcji? Bugatti Veyron Grand Sport Vitesse - zwieńczenie kolekcji? Bugatti Veyron Grand Sport Vitesse - zwieńczenie kolekcji?

Tego można było się spodziewać – patrząc na tytułowego bohatera ciężko właściwie znaleźć jakieś elementy, które by go wyróżniały, gdyż …, po prostu ich nie ma. Pomijając oczywiście zaaplikowany od wariantu Super Sport zderzak wszystkie komponenty są tożsame ze standardowym „Grandem”. No cóż, nie tylko my, ale i pewnie cała klientela jest w tym momencie srodze zawiedziona tym bardziej, że technika wozu również opiera się o supersportowca bez dachu.

Za plecami kierowcy dudni więc 8-litrowe W16 legitymujące się mocą 1200 KM i 1500 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Przy masie 1990 kg odmiana Vitesse przyspiesza do setki w około 2,6 sekundy, kwestia 200 km/h rozstrzyga się w przeciągu 7,1 sekundy, natomiast prędkość maksymalna to szacunkowo 410 km/h. Chcecie znać średnie spalanie tego potwora? Niech wartość 37,2 l/100 km będzie doskonałym odzwierciedleniem jego wartości.

Problem Bugatti Veyrona to zagadnienie dosyć skomplikowane. Z jednej strony jest niekwestionowanym królem światowych dróg, który otworzył ludziom oczy na nieznane do tej pory sfery motoryzacyjnego życia, a z drugiej każda wypełniająca rynek limitowana wersja niweczy szacunek klienteli, na który auto tak długo musiało pracować. Obawiam się, że tytułowa odmiana stanie się kolejnym gwoździem do karbonowej trumny wymienionego wyżej pojazdu, a tego byśmy przecież nie chcieli. W końcu co da nam większe poczucie wolności niż sprint 1200-konnego „Francuza” do 300 km/h?

Patryk Rudnicki

Leave A Comment