Hyundai i10 PREMIUM 1.0 MPI 66 KM – AUTO TEST

23 lutego 2015
tekst: Patryk Rudnicki, zdjęcia: Rafał Rogowski
Hyundai i10 Premium 1.0 MPI 66 KM

Walka o miasto

Miasto. Teoretycznie logiczne połączenie różnorakich ulic, centrów handlowych i marketów OBI, a po zmroku rewia drogich samochodów bezcelowo kręcących się w okolicach klubów i wykorzystujących puste, oświetlone żółtym światłem latarni drogi. Skupisko wysokich biurowców, zdecydowanie większych możliwości zawodowych tudzież setek eleganckich butów z czerwoną sznurówką, które – nie wiedzieć czemu – wyglądają tu jakoś lepiej, korzystniej, rządzi się swoimi prawami. Często nie mamy wpływu na przeciekający przez palce czas, który zaburza rodzinne życie, wymagania jakie stawia przed człowiekiem niezwykle skrupulatnie zorganizowana infrastruktura drogowa (lub tylko tak nam się wydaje) czy wymagające niesamowitej gimnastyki fizycznej i umysłowej polecenie szefostwa – godzina pogania kolejną godzinę, a zapracowany jegomość dopiero po fakcie zdaje sobie sprawę, że czas rodzinnych zakupów już dawno minął, zaś usmażony kotlet jest zimny. Na delikatną sprzeczkę o nadgodziny motoryzacja nie wymyśliła jeszcze rozwiązania, ale na sprawne przemieszczanie się po zatłoczonej metropolii i owszem. Przykład? Koreański Hyundai i10 w najwyższej specyfikacji PREMIUM…


Temat typowo miejskich samochodów jest wbrew pozorom dość trudny. Co prawda mówimy o pojazdach wielkości sandałka dla dziecka, których stopień skomplikowania winien się ograniczać do włączenia i wyłączenia nawiewu ciepłego powietrza, niemniej jednak sprawa jest nieco bardziej złożona. Segment A to samochody, o których wyborze dość często (jak nie zawsze) decydują finansowe niuanse lub elastyczność sprzedawcy handlowego podczas konfigurowania swojego egzemplarza. Nie oznacza to bynajmniej, że design tudzież estetyka wnętrza zaczynają być rozpatrywane w kategoriach drugorzędnych – wszak potencjalny klient będzie prawdopodobnie spędzał długie i nudne popołudnia właśnie za kierownicą swojego „mieszczucha”, a i sąsiedzi prędzej czy później zobaczą nasz świeży nabytek. Dany tok myślenia prowadzi mnie więc do wspomnianego Hyundai’a i10 – maszyny (choć powinienem powiedzieć „maszynki”) wesołej, zaprojektowanej z pomysłem i odzwierciedlającej aktualne trendy stylistyczne koreańskiego producenta. Liczne załamania karoserii tworzą dość zgrabną całość, której do rzeźby może trochę brakuje, niemniej jednak akceptacja założeń filozofii Fluidic Sculpture nie wymaga tutaj zaawansowanych ćwiczeń umysłowych.

Niemałym zaskoczeniem koreańskiej „i-dziesiątki” jest wnętrze, przy czym nie mówię o znakomitej jakości materiałach wykończeniowych czy też iście sportowej pozycji za kierownicą – wspomniane elementy wypadałoby raczej podsumować trochę lakonicznym stwierdzeniem, że są mocno przeciętne. Byłbym jednak niemądry zaczynając się zanosić i z przekrwionymi oczami narzekać na ludzi, którzy daną kabinę pasażerską opracowali. i10 jest zaskakująco przyjemne – fotele gwarantują niezły komfort, wyposażenie jest zdecydowanie wystarczające (testowana wersja PREMIUM dysponowała m.in. LED-owymi światłami do jazdy dziennej, automatyczną klimatyzacją wymagającą dopłaty 1000 zł, przyzwoicie grającym radiem z systemem Bluetooth, multifunkcyjną kierownicą czy też pomarańczowymi wykończeniami całej kabiny), a przestrzeń, jak na samochód miejski, zaskakująco spora. Pomijając bagażnik, w który zmieścimy 252 litry dobrze przemyślanego ekwipunku, miejsca zarówno nad głową jak i na wysokości ramion jest wystarczająco dużo (no może poza lewą stroną kierowcy, a prawą pasażera, gdzie trzeba się nieco „gnieść” o twarde plastiki na drzwiach i pasażerami na tylnej kanapie, którzy (pod warunkiem, że są wysocy) mogą nieco narzekać na kolana. Ogólne odczucia są jednak pozytywne – podobnie zresztą jak lawirowanie między samochodami w wykonaniu małego „Koreańczyka”… pod warunkiem, że robimy to w mieście.


Przemieszczanie się filigranowym i10 (samochód ważył niecałą tonę – dokładnie 933 kilogramy) to dość zaskakujące doświadczenie – nie dlatego, że najmniejszy model Hyundai’a podskakuje na każdej studzience niczym piesek pragnący wyrwać swojemu właścicielowi kusząco wyglądającą kość, choć to akurat nie jest kłamstwo absolutne. Zawieszenie tytułowego „mieszczucha” w rzeczy samej dysponuje dość komfortowymi nastawami informując niestety stosunkowo wyraźnie kierowcę o ubytkach w drodze, niemniej jednak to segment A – zbiór pojazdów teoretycznie niedrogich, w których słowo „oszczędność” nie powinno specjalnie dziwić. Wracając jednak do wspomnianego zaskoczenia – opisywany Hyundai, owszem, został wykończony twardymi plastikami, jego układ kierowniczy przypomina momentami mieszanie łyżką całkiem smacznego budyniu (co przy miejskich manewrach jest zdecydowanym pozytywem), zaś brzmienie 3-cylindrowego, 1-litrowego i 66-konnego silniczka MPI jest odrobinę zabawne, jednak – i tu powinienem się uderzyć w pierś – nie doceniałem stopnia dopracowania malutkiego Hyundai’a…

Wszystko się zaczyna od solidnego dźwięku zamknięcia drzwi, kierowca zajmuje pozycję na całkiem wygodnym fotelu, włącza czterogłośnikowy, acz przyzwoicie grający „system audio” i nie bacząc na delikatne drgania pochodzące od trzycylindrowej jednostki, rusza na podbój miejskich arterii, a ten ujawnia nadzwyczaj dojrzały charakter malutkiego i10. Przede wszystkim świetne wyciszenie kabiny pasażerskiej, dzięki któremu nawet podróż autostradą nie jest nazbyt męcząca, ale takiej formy używania danego Hyundai’a raczej bym nie polecał. O ile w mieście, do 60 km/h, jednolitrowy silniczek gwarantuje wystarczające osiągi, o tyle trasa i prędkości powyżej 90-100 km/h są już pewnym wyzwaniem. Zresztą najlepszym rozwiązaniem w przypadku filigranowego Hyundai’a (o ile pokonanie dłuższej trasy jest koniecznością) jest ortodoksyjne przestrzeganie przepisów ruchu drogowego – wówczas jazda tytułowym i10 będzie całkiem przyjemna, niekoniecznie nerwowa i oszczędna, bowiem spalanie 66-konnego, wolnossącego motoru jest ściśle uzależnione od stylu jazdy (pokonywanie kolejnych kilometrów drogami lokalnymi skutkuje wynikiem nawet 4,9 l/100 km, natomiast jazda miejska to okolice 7 litrów na 100 kilometrów). Nie wspomniałem jeszcze o 5-biegowej skrzyni biegów co chciałbym uczynić w tym momencie – pracuje dość „gumowo”, bez większej precyzji prowadzenia lewarka.


Dlaczego więc warto zainwestować pieniądze i uraczyć swoją małżonkę koreańskim prezentem do miasta? Hyundai i10 to, w moim przekonaniu, ciekawy wybór właśnie dla wątłych i delikatnych kobiet, które cenią sobie łatwość prowadzenia, poręczność, odrobinę stylu i przyzwoite wyposażenie, choć nie da się ukryć, że do opisywanego „Koreańczyka” nie dokupimy np. nawigacji (konkurencyjna Škoda Citigo może ją mieć, podobnie zresztą jak droższe od niej „bliźnięta” – Volkswagen up! i Seat Mii) i nie będzie on tak młodzieżowy (a w tym wszystkim i kontrowersyjny) jak nowa Toyota Aygo. Malutkiemu Hyundai’owi nie jest to chyba jednak potrzebne – wygląda bowiem dość interesująco, zaś kierowca może się poczuć za jego „sterami” jak w samochodzie dojrzalszym aniżeli wskazywałyby na to tabelki oraz pozycjonowanie koncernu. To po prostu godny zainteresowania samochód do miasta, choć nie tani…

Na koniec krótka refleksja: testowane i10 było w najwyższej specyfikacji o kuriozalnej jak na dany segment nazwie PREMIUM, w której tempomat winien być elementem wyposażenia standardowego. Dlaczego więc szary Hyundai tego udogodnienia nie posiadał?

DANE TECHNICZNE Hyundai i10 PREMIUM 1.0 MPI 66 KM
Silnik / Pojemność benzyna / 998 cm3
Układ / Liczba zaworów R3 / 12
Moc maksymalna 48 kW (66 KM) / 5500 obr./min
Moment obrotowy 95,16 Nm / 3500 obr./min
Zawieszenie przód kolumny MacPhersona
Zawieszenie tył belka skrętna
Napęd przedni
Skrzynia biegów manual, 5 biegów
Prędkość maksymalna 155 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 14,9 s
Zużycie paliwa (miasto/trasa/mieszany) wg. producenta: 6,0 / 4,0 / 4,7 l/100 km
nasz test: 7,0 / 5,2 / 6,1 l/100 km
Długość / Szerokość / Wysokość 3665 / 1660 / 1500 mm
Rozstaw osi 2385 mm
Masa własna / Dopuszczalna 933 / 1420 kg
Bagażnik w standardzie 252 l
Bagażnik po złożeniu siedzeń 1046 l
Pojemność zbiornika paliwa 40 l
EKSPLOATACJA I CENA
Gwarancja mechaniczna 5 lat
Przeglądy wg. wskazań komputera
Cena wersji podstawowej 36 400 zł (1.0 MPI 66 KM, ACCESS)
Cena wersji testowanej 48 900 zł (1.0 MPI 66 KM, PREMIUM + dodatki)

Wszelkie prawa do publikacji bez zgody redakcji zastrzeżone!

  • http://iparts.blog.interia.pl/ andy_1980

    Typowy mały miejski samochód, cenowo bardzo tani no ale w trasę takim już ciężej :)

    • Samuraj

      W porównaniu do konkurencji już nie taki tani. :)