Gra kolorów

Renault Clio Graphite

Specyficzny kolor samochodu, obecny tak we wnętrzu jak i pokrywający jego nadwozie, potrafi czasami zainspirować skołatanego różnymi myślami klienta, który stanął właśnie przed dylematem wyboru odpowiednich czterech kółek. Istotę oraz wpływ na pozór tak błahego elementu jak lakier rozumie najwidoczniej m.in. francuskie Renault, które zdecydowało wprowadzić na rynek (póki co jedynie rodzimy) specjalną odmianę modelu Clio – niezbyt wyszukaną pod względem nazwy wersję Graphite. Inżynierowie francuskiego koncernu nie postawili jednak na jaskrawość, intensywność tudzież inspirację wielobarwną tęczą – wybrali dość bezpłciowy (choć zależy jak na to patrzeć), pokrywający boczne osłony drzwi, grill oraz 17-calowe, aluminiowe felgi grafitowy lakier. Prezentowany samochód (oprócz wymienionych już elementów) odznacza się polakierowanymi na czarno lusterkami zewnętrznymi i fragmentem tylnego zderzaka, przyciemnionymi tylnymi szybami, bogatszym wyposażeniem standardowym (Clio Graphite dysponuje seryjnie dodatkowo systemem R-Link z trzymiesięczną subskrypcją na aplikację HD Traffic oraz Coyote i elektrycznymi, tylnymi szybami) oraz kilkoma elementami wnętrza pokrytymi rzecz jasna grafitowym kolorem (mowa o kierownicy, gałce skrzyni biegów i przyciskach odpowiadających za podnoszenie i opuszczanie szyb). Pytanie nadrzędne jednak brzmi: „Czy specjalne Renault Clio – dostępne zarówno jako hatchback i kombi, i w czterech wariantach silnikowych (Energy TCe 90, TCe 120 EDC, dCi 75 oraz dCi 90) – jest warte wydania minimum 17 100 euro?” Na to pytanie każdy musi już sobie odpowiedzieć indywidualnie.

Patryk Rudnicki