Hyundai Genesis Coupe od Coswortha – niezidentyfikowany pocisk

Hyundai Genesis Coupe Cosworth

Targi samochodów nietuzinkowych, momentami dziwnych, a czasami wręcz pozbawionych jakiegokolwiek sensu dobiegły końca – pytanie tylko czy SEMA 2012 wystarczająco nas zaskoczyło? Słuszność danej tezy określicie zapewne po lekturze niniejszego jak i kilku innych artykułów będących integralną częścią przyszłości działu z „newsami”, jednak szalenie intensywne dywagacje umysłowe możecie rozpocząć już teraz. Temat na dziś – pocisk o bliżej niewiadomym pochodzeniu …


Wymagająca klientela dysponująca gustem o równie nietypowych preferencjach co wokalistka z „mięsnym odzieniem” powinna być raczej zadowolona tym bardziej, że do efektu finalnego przyłożyła rękę szalenie znana firma Cosworth. Brytyjczycy wzięli mianowicie na warsztat sportowego Hyundai’a Genesis, pokryli jego nadwozie dosyć intensywnym lakierem „atramentowym” (to rzecz jasna przypis autora będącego doskonałym znawcą kolorów przez duże „f”) oraz zaimplementowali dodatkowo nieco zmieniony przedni „bumper” z wlotami powietrza, splitter, dyfuzor, progi, a także delikatny spojler zintegrowany z klapą bagażnika. Całość może robić wrażenie – nie jakieś znowu spektakularne, ale biorąc pod uwagę nowe obręcze i fakt, że wspomniana „paczuszka” elementów jest z włókna węglowego na pewno niecodzienne.

Zabawa wszelkiej maści modyfikacjami to jednak dla Coswortha chleb powszedni, dlatego zewnętrzna część koreańskiego Genesisa była dopiero zapowiedzią nietuzinkowego tuningu, którego efekty możemy również spotkać we wnętrzu ciekawego Hyundai’a. Sportowe fotele wyścielone dwukolorową tapicerką, inna kierownica, gałka skrzyni biegów oraz nakładki na pedały – angielscy inżynierowie mocno się postarali tym bardziej, że ich flagowym popisem oraz jednocześnie wisienką na azjatyckim torcie z Korei był 3.8-litrowy motor V6 umiejętnie wzmocniony do 394 KM i 440 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Techniczna śmietanka pracowników tytułowego koncernu osiągnęła dane parametry stosunkowo łatwą metodą – wystarczyła przeprogramowana elektronika, nowy układ wydechowy, dolotowy i odrobina chęci zrobienia czegoś naprawdę interesującego.

Opisywany Hyundai wygląda jakby przed sekundą dokonał obfitego rabunku motoryzacyjnego sklepu z częściami, jednak fakty mówią same za siebie – to w absolutnie stu procentach autorskie dzieło Coswortha, który z drugą „odsłoną” celi ma raczej niewiele wspólnego. Genesis Racing Series może także kusić potencjalnych nabywców wzmocnionym układem hamulcowym i obniżonym zawieszeniem, ale wizja bycia niedostępnym, do końca niezidentyfikowanym oraz trochę anonimowym samochodem jest w tym przypadku i tak pozbawiona sensu – może to i 394-konny pocisk, ale koncepcyjny, będący jednorazowym pokazem możliwości i nic więcej …

Patryk Rudnicki