Vauxhall Insignia VXR Supersport – wymagająca limuzyna

25 listopada 2012
Vauxhall Insignia VXR Supersport

Oczekiwania wobec komfortowej, przestronnej i znakomicie wyposażonej limuzyny są raczej jasne. W końcu to nie filigranowe auto miejskie, którego największą zaletą jest możliwość wciskania się do osiedlowych klatek schodowych, a pełnowymiarowy środek transportu z dwiema parami drzwi, nierzadko świetną funkcjonalnością i pewnego rodzaju bonusem czyli możliwością obcowania z ciekawą oraz najczęściej stosunkowo drogą „fortecą” światowej motoryzacji. Reprezentant segmentu D, E lub nawet F nie musi jednak zgrywać tylko grzecznej oferty dla emerytowanego pracownika wielkiej korporacji …


Koronnym dowodem wspomnianego twierdzenia był (i nadal jest) np. Opel Insignia OPC prosto z „germańskiego” Rüsselsheim, który do tej pory oferował nieziemskie wrażenia, hektolitry przepalonej benzyny i emocje godne ciekawego auta sportowego. Kto powiedział, że limuzyna klasy średniej winna dysponować jednostką „na ropę” oraz ładunkiem niesamowitych doznań gdzieś na poziomie zero, chyba ominęła go niewątpliwa przyjemność zasmakowania setek koni mechanicznych upakowanych pod nadwoziem spokojnego wozu dla statecznego mężczyzny tym bardziej, że niemieckiego „gracza” wspierało od samego początku brytyjskie rodzeństwo z Vauxhalla. O ile „zwykłe” VXR utrzymywało się jeszcze w kanonach akceptowalnej przyzwoitości, o tyle jego nowa odmiana Supersport zerwała jakiekolwiek granice dobrego smaku i jak się okazało zaczęła igrać z szeroko pojętym bezpieczeństwem …

Pomijając efektowny niebieski lakier, szalenie rozpoznawalne i okazałe felgi, a także zmodyfikowane zderzaki, hardcorowe VXR nie zmieniło się mimo wszystko tak drastycznie jak można by przypuszczać. Wymagająca od swojego kierowcy opanowania, mocnego trzymania nerwów w ryzach i docenienia umiejętności 2.8-litrowego V6 Turbo Ecotec oferuje mu rzecz jasna napęd na wszystkie koła, przednie zawieszenie typu HiPerStrut czy zaawansowane technicznie amortyzatory Flex Ride, ale trzeba pamiętać, że kalibracja wszystkich tych elementów stawia przed „driverem” nie lada wyzwanie. 325 KM do okiełznania, sprint do 96,6 km/h w 5,6 sekundy oraz najistotniejsza modyfikacja wersji Supersport – zdjęcie ogranicznika prędkości skutkujące maksymalną liczbą 274 km/h – czy to aby jeszcze Insignia? Owszem, ale inna, bardzo szybka i kosztująca w Wielkiej Brytanii niecałe 30 000 funtów …

Niektórzy powiedzą, że to czyste szaleństwo – w końcu europejska klientela zabija się o ciężką Insignię z politycznie poprawnym silnikiem CDTi, ale na szczęście rynek motoryzacyjny to nie tylko arena samochodów zasilanych kukurydzą oraz sfermentowanym dżemem o zapachu leśnego mchu …, jeszcze. Czekamy zatem na „germańskiego” odpowiednika 325-konnego Vauxhalla VXR, bo jak wiemy – absurdalnych ideowo emocji nigdy za wiele …

Patryk Rudnicki

2 Comments

Leave A Comment