Audi A1 Sportback jako ABT AS1 Sportback

Kolejny szumnie zapowiadający się tuning oraz indywidualna wizja niemieckiego eksperymentatora – używając dziwnych czasem skrótów myślowych tak powinniśmy określić niniejszy artykuł. Firma ABT po raz wtóry ustawiła sobie za cel, by dowcipnym niedowiarkom utrzeć nos i pokazać, że temat samochodów Audi nie jest mu obcy. Oto wartość dodana czyli zwykłe A1 Sportback prężące kilka ciekawych elementów …


ABT AS1 Sportback

ABT AS1 Sportback

ABT AS1 Sportback

ABT AS1 Sportback

Rozpoczynamy, jak to zazwyczaj bywa, od „kontrowersyjnego” designu, choć użycie wspomnianego słowa było podyktowane gustem, który każda osoba ma zupełnie inny. Pracownicy niemieckiego tunera aplikując swojemu mechanicznemu dziecku wyjątkowy pakiet ospojlerowania, chcieli najwyraźniej zwrócić uwagę jego dynamicznej aparycji. Czy się udało?

To już musicie ocenić samodzielnie, ale patrząc na zmodyfikowane „bumpery”, które wzbogacono efektownymi dokładkami, nowe progi, delikatny tylny spojler, błotniki okraszone wlotami powietrza i centralnie „zainstalowany” układ wydechowy robota ABT-a może wywołać szeroką paletę emocji. Dodajmy jeszcze 17- lub 18-calowe aluminiowe felgi, możliwość wykonania poszczególnych elementów pakietu ze szczotkowanego aluminium bądź pomalowania ich kolorem zielonym albo lawendowym, a kontrowersyjnych dyskusji nie będzie końca.

Mniej opiniotwórczym zabiegiem jest natomiast wzmocnienie poszczególnych silników, zarówno tych benzynowych jak i odpowiedników tankowanych drogą ropą. Poddając modyfikacjom jednostki na etylinę otrzymamy zatem 1.2-litrowy motor TFSI generujący 110 KM oraz 1.4-litrowy TFSI legitymujący się zacną mocą 160 lub nawet 210 KM. Popularne diesle oddadzą z kolei w ręce klienta 125 KM (zmodyfikowane 1.6 TDI) bądź 170 rączych koników jeśli chodzi o 2-litrowy wariant popularnego „śmierdziucha” TDI. By uzupełnić tytułową wartość dodaną, ABT proponuje jeszcze sprężyny obniżające zawieszenie niewielkiego A1.

Niemieccy inżynierowie po raz kolejny udowodnili, że tuning modeli z Ingolstadt to dla nich przysłowiowa bułka z masłem. Efekt finalny rzeczywiście trzyma się „kupy”, a co poniektórych może nawet uwodzić interesującymi kształtami, jednak ostatecznego werdyktu dokona naturalnie szanowna klientela (nie chciałbym być w skórze ABT-a jeśli się okaże, że wspomnianą bułkę posmarował smalcem, a nie masłem …).

Patryk Rudnicki

Leave A Comment