Toyota Auris TRD – ukryte emocje

Z niektórych samochodów po prostu nie da się zrobić sportowych bolidów. Wyobrażacie sobie np. SsangYong Rodiusa z agresywnym pakietem ospojlerowania, dwoma potężnymi kominami z tyłu nadwozia i gustownym wlocie powietrza na masce? Ja nie, chyba że rozmawiamy o powszechnie znanym „wiejskim tuningu”. Mimo to świat motoryzacji zna przypadki aut, które na co dzień są niepozornymi, a wręcz nudnymi środkami lokomocji, a w swoich hardcorowych odmianach potrafią pokazać naprawdę ostro kłujący pazur. Tak zrobił Volkswagen z Golfem R, a teraz w jego ślady poszła Toyota.

Toyota Auris TRD - ukryte emocje Toyota Auris TRD - ukryte emocje

Na salonie samochodowym w Johannesburgu (Republika Południowej Afryki) japońska marka przedstawiła Aurisa TRD. Na pierwszy rzut oka samochód niewiele się różni od swojego seryjnego brata, ale jak się okazuje – pozory mylą. Auto otrzymało delikatnie przeprojektowany przedni i tylny zderzak z dyfuzorem, nowe progi, zmieniony wzór felg, a także bijący po oczach pomarańczowy lakier nadwozia. Niby niewiele, ale prawdziwe emocje zaczynają się pod maską opisywanej Toyoty.

Przeprowadzone modyfikacje zaledwie 1.6-litrowego silnika pozwoliły uzyskać przyzwoite 181 KM i 202 Nm maksymalnego momentu obrotowego, które mają jej gwarantować całkiem niezłe osiągi. Patrząc na całokształt aż trudno uwierzyć, że to praktycznie ten sam, niczym nie wyróżniający się i pozbawiony charakteru Auris.

Ile mogą być warte poszczególne litery alfabetu? AMG, R, RS, a teraz też TRD – wymienione skróty budzą respekt oraz podziw i co najważniejsze – czasami potrafią zaoferować swoim klientom nieco inaczej zapakowany produkt, którego odmiana standardowa tak naprawdę nie wzbudza żadnych emocji.

W przypadku tytułowego „Japończyka” ma się to zmienić od grudnia, kiedy to Auris TRD trafi do produkcji seryjnej. Miejmy nadzieję, że jego charakter pokaże wreszcie swoje drugie oblicze.

źródło: wł / Patryk Rudnicki

Leave A Comment