Aktualności

Chevrolet Malibu 2.0 D LTZ – AUTO TEST

8 lipca 2013
tekst: Artur Mierzejewski, zdjęcia: Artur Mierzejewski
Chevrolet Malibu 2.0D LTZ

Trudno wybrać lepiej

Niewątpliwie nie jest liderem sprzedaży tego segmentu… Na pewno znajdą się lepsze auta tej klasy… Zapewne marka, którą reprezentuje nie jest najbardziej ceniona i prestiżowa, ale…
Chevrolet Malibu to solidny kandydat do zrobienia zamieszania w segmencie D, gdzie od lat rządzą niepodzielnie Insignia, Passat, Mondeo i Superb. Nie znacie Malibu? Kojarzy Wam się tylko z amerykańską motoryzacją z lat 80-tych ubiegłego stulecia? Nie jesteście na bieżąco, jak większość z resztą, dlatego flagowy Chevrolet nie jest bestsellerem. Warto mu się przyjrzeć, więc zapraszam do lektury.


Gdzie są reklamy?

Mam wrażenie, że koncern chyba nieco zaspał wprowadzając Malibu do sprzedaży. Auto blisko spokrewnione z Oplem Insignia, tańsze choć wcale nie gorsze, nie sprzedaje się tak dobrze, ponieważ mało kto o nim słyszał… Ja nie widziałem żadnej reklamy, ani telewizyjnej, ani choćby billboardu. Trochę to zaskakujące, zwłaszcza w obliczu kampanii promujących np. Aveo, Sparka czy Cruze, ale nie o marketingu miałem dziś pisać. Marketingowcy Chevroleta pewnie jednak będą zadowoleni, bo właściwie trudno mi pisać o tym modelu inaczej niż w samych superlatywach.


Gusta i guściki

O gustach jak wiadomo się nie dyskutuje więc liczę na to, że jeśli Państwo się nie zgadzają, zachowacie to dla siebie. Mnie Malibu bardzo się podoba. Nie jest tak obły jak Insignia (to plus), wydaje się od niej większy (kolejny plus), ma bardziej stonowaną, elegancką stylistykę i nie rzuca się tak bardzo w oczy. Rysuje się tym samym obraz pojemnego, funkcjonalnego i ładnego samochodu dla ludzi nie lubiących stroić się w ciuchy z modnych, drogich sklepów i jeździć tylko Mercedesami czy BMW. Malibu jest dużym sedanem, który w gamie producenta zastąpił wysłużoną Epicę, wracając jednocześnie do uznanej i lubianej nazwy, która miała przynieść mu większą popularność. Nie warto jednak wracać do przeszłości, bo możemy dogrzebać się aż do Leganzy, która choć była udanym autem (wiem, miałem), to od nowego Chevy’ego dzieli je przepaść. Wspomniałem o jednym z przodków Malibu, żeby wskazać potencjalne źródło jego rynkowych niepowodzeń – europejski/koreański Chevrolet wywodzi się wprost z dawnego Daewoo, a Polacy o tym pamiętają i chyba nie do końca potrafią przełamać swoje nieuzasadnione obawy. To już zupełnie inna jakość niż kiedyś, praktycznie równa temu co oferuje Opel i z pewnością nie ustępująca innym, tak popularnym u nas „Koreańczykom” od Kia i Hyundaia. Naprawdę warto się przekonać osobiście, zwłaszcza, że…
…dają nowoczesny silnik.


Pod maską Malibu można znaleźć dwa silniki – benzynowy o pojemności 2.4 litra (167 koni mechanicznych) oraz nowego, 2-litrowego diesla o mocy 160 koni. Tę właśnie jednostkę miałem w testowym egzemplarzu i właściwie nie mam do niej żadnych zastrzeżeń. Moc okazuje się wystarczająca, auto jest dość dynamiczne (9.7 sekund do 100 km/h) i jednocześnie bardzo oszczędne (spala około 5.5-6 litrów na trasie i w granicach 8 w mieście). Silnik pracuje bardzo kulturalnie i jest elastyczny dzięki wysokiemu momentowi obrotowemu (350 Nm przy 1750 obr./min). Dobrze zestopniowana 6-stopniowa ręczna skrzynia biegów sprawdza się doskonale, do jej pracy nie można się przyczepić, a dzięki szóstemu biegowi auto jest bardziej ekonomiczne. Jazda na niezbyt wysokich obrotach skutkuje też niskim poziomem hałasu, a kabina jest tak dobrze wyciszona, że można zapomnieć, że pod maską pracuje diesel.


Ładny jest? Pewnie, że ładny

Prezentowany sedan to naprawdę duże auto. Ma długość 4.9 metra i patrząc na niego naprawdę sporo sobie obiecywałem. Długa maska, kawał bagażnika i pokaźnych rozmiarów kabina dają nadzieję na dużo przestrzeni wewnątrz (ale o tym za chwilę). Nowoczesne kształty pasa przedniego z interesującymi reflektorami jak również ciekawie zaprojektowany tył (ze światłami kojarzącymi się z Camaro) nie pozwalają mieć wątpliwości z jaką marką mamy do czynienia. Unifikacja jest widoczna, ale to dobrze, ponieważ buduje spójny wizerunek aut Chevroleta – ważne, że styliści budują go konsekwentnie i idą we właściwym kierunku. Moje doświadczenia pozwalają mi stwierdzić, że jest to marka, która pod względem wyglądu swoich samochodów zrobiła zdecydowany postęp, porównywalny z Citroenem, Renault czy Kia.

Auto na dużych aluminiowych felgach, z chromowanymi detalami (listwy, klamki, obudowy halogenów, grill) prezentuje się szykownie i na pierwszy rzut oka wydaje się przynależeć do klasy wyższej. Czy kabina nadąża za tym trendem?


Bez przepychu, bez ścisku

Wnętrze Malibu być może nie przebije jakością samochodów klasy Passata czy Audi, które oferują lepsze materiały, ale z pewnością nie ma się czego wstydzić w porównaniu np. z Superbem czy Insignią. Przede wszystkim uwagę zwraca imponująca ilość miejsca właściwie dla każdego z pasażerów. Oczywiście najwięcej jest go z przodu, kierowca i pasażer będą podróżować wręcz komfortowo, ale na tylnych siedzeniach także jest luźno. Nawet wyżsi podróżni nie będą narzekać, chyba, że cofnie się zbyt mocno przednie fotele. Stylistyka kokpitu nieco odbiega od typowej dla Opla i Chevroleta. Pomimo kierownicy, którą widzimy praktycznie w każdym modelu GM całość ma swój odmienny styl. Inne są zegary umieszczone w kwadratowych tubach oraz konsola środkowa z dużym ekranem systemu multimedialnego (odchylanym, skrywającym sprytnie zaprojektowany schowek). Bardzo przypadł mi do gustu kształt deski, która łukami otacza kierowcę i pasażera, a w nocy zachwyca stylowym podświetleniem listew. Bardzo wygodne, skórzane fotele z szerokim zakresem regulacji zapewniają komfortową podróż nawet na długich dystansach. Malibu sprawdzi się doskonale jako auto rodzinne, nie tylko dzięki dużej przestrzeni ale także dzięki licznym uchwytom i schowkom, które pomogą utrzymać porządek w aucie. Może również stanowić propozycję dla urzędników czy menadżerów w korporacjach, gdzie obecnie najchętniej kupuje się Skody Superb i bliźniacze Insignie. Wydaje się, że w rywalizacji z nimi może pochwalić się lepszym tzw. stosunkiem jakości do ceny, choć w tej kategorii zawsze uważałem Superba za niedościgniony wzór.


Godny rywal

Skodzie Superb wyrósł groźny konkurent. Odrobinę dłuższy, z mocnym dieslem, bardzo oszczędny w eksploatacji i ładniejszy. Jeśli dodam jeszcze, że jest tańszy to wydaje się, że sukces jest murowany. Testowana, najbogatsza wersja LTZ z dieslem kosztuje około 110 tysięcy złotych. Dużo? Można wybrać tańszy wariant LT lub najtańszy LS (który w połączeniu z silnikiem benzynowym można nabyć za około 92 tysięcy). Szanowni Państwo, kupujcie Chevrolety, zachęcajcie sąsiadów, znajomych i pokazujcie, że warto przełamywać swoje opory. Malibu na pewno jest tego warte.

DANE TECHNICZNE Chevrolet Malibu 2.0 D LTZ
Silnik / Pojemność 1956 cm3
Układ / Liczba zaworów R4 / 16
Moc maksymalna 118 kW (160 KM) / 4000 rpm
Moment obrotowy 350 Nm / 1750 obr/min
Zawieszenie przód kolumny MacPhersona
Zawieszenie tył wielowachaczowe
Napęd przedni
Skrzynia biegów manualna, 6 biegowa
Prędkość maksymalna 213 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 9,7 s
Zużycie paliwa (miasto/trasa/mieszany) 8,1 / 5,6 / 6,9
Długość / Szerokość / Wysokość 4865 / 1855 / 1465 mm
Rozstaw osi 2737 mm
Masa własna / Dopuszczalna 1670 / 2260 kg
Bagażnik w standardzie 545 l
Bagażnik po złożeniu siedzeń -
Pojemność zbiornika paliwa 73 l
EKSPLOATACJA I CENA
Gwarancja mechaniczna 3 lata lub 100 tys. km
Przeglądy co 15 tys. km lub co rok
Cena wersji podstawowej 92 390 zł (2,4 Benzyna 167 KM ,LS)
Cena wersji testowanej ok 124 tys zł

Wszelkie prawa do publikacji bez zgody redakcji zastrzeżone!