Suzuki Kizashi 2.4 Sport 2WD – AUTO TEST

Japoński argument

tekst i zdjęcia: Patryk Rudnicki

Wybór rodzinnego samochodu jest obecnie gehenną porównywalną z kilkugodzinną nauką historii światowej filozofii. Ciężko zarabiając pieniądze każdy chce się dokładnie rozeznać na ile mu pozwalają jego fundusze oraz wybrać tę najlepszą, łączącą emocje, praktyczność i familijny charakter ofertę, która uchylając garażowe drzwi będzie świetnym potwierdzeniem rozsądnie ulokowanego kapitału. Teoretycznie proces nabycia świeżego auta jest błahą sprawą, zaś osobom mającym już w przedbiegach określonego faworyta jest łatwiej, ale to raczej złudzenie spowodowane psychicznym nastawieniem kupującego. Co wybrać, by skołatana trudem codzienności dusza oraz gust wymagającej żony były zaspokojone? Nie ośmielę się udzielać takich rad przed lekturą testu auta dosyć nietypowego, którego jak na razie próżno było u nas szukać. Wbrew zwolennikom tradycyjnej motoryzacji odkładamy kwestię Passata, Insignii czy Toyoty Avensis i zajmiemy się japońskim Suzuki Kizashi …

Suzuki Kizashi

Suzuki Kizashi

Suzuki Kizashi

Suzuki Kizashi

„Bądź oryginalny”

Tytułowy samochód, mimo że jest obecny na rynku dwa lata, wciąż określa się trochę niechlubnym mianem „egzotyka”. Kwestia budowy samochodu oryginalnego jest naturalnie ważnym tematem, gdyż producenci dokładają maksymalnych starań, by ich finalne dzieło owiać hasłem niecodziennego, acz globalnego produktu. Suzuki zrealizowało daną teorię „na pół gwizdka”, a świadomi odważnego kroku inżynierowie oraz pracownicy japońskiej marki nie kryją specjalnie, że Kizashi to niszowe auto.

„Przedsmak” – tak brzmi dokładne przełożenie nazwy opisywanego sedana z języka japońskiego, kwestia tylko czego dane Suzuki ma być przedsmakiem? Na pewno ciekawego designu, który w obliczu zdominowanej germańską myślą techniczną codzienności wnosi delikatny powiew azjatyckiego klimatu i świeżości jakiej zdecydowanie brakuje lwiej części europejskiego przemysłu samochodowego. Agresywna linia, dwuczęściowy grill, chromowane akcenty, 18-calowe felgi i sporych rozmiarów reflektory tylne oraz frontowe – wymieniania ciekawych elementów nie ma końca, bowiem skośnoocy projektanci rzeczywiście stanęli na wysokości zadania, a efekt końcowy, okraszony jeszcze delikatnym tylnym spojlerem, zjawiskowymi atrapami końcówek układu wydechowego obiecującymi naprawdę żwawą jazdę i świetne osiągi czy groźnym „spojrzeniem”, robi kolosalne wrażenie.

Suzuki Kizashi

Suzuki Kizashi

Suzuki Kizashi

Suzuki Kizashi

Owszem, znajdą się też fani poukładanego image’u Volkswagena lub wielorybiej aparycji Mondeo (co nie jest bynajmniej wadą), ale powiedzmy sobie jasno – bycie obojętnym na Kizashi to jak czytanie książki Michelle Pauli podczas upojnej chwili z cudowną kobietą – zwykły brak umiejętności docenienia tego co oferuje nam współczesny świat. Godnym potwierdzeniem moich słów niech będzie fakt, że w polskim gąszczu czterech kółek tytułowe Suzuki zwraca na siebie uwagę i robi „mini-furorę”, której reszta tradycyjnych sedanów może jedynie pozazdrościć.

„Pozwól zaskoczyć się doskonałością”

Zainspirowani ciekawym i odrobinę „płynnym” designem „Japończyka” uchylamy solidne drzwi w nadziei odnalezienia czegoś szalonego i tutaj pojawia się rozczarowanie, choć wspomniane uczucie można rozpatrywać na dwa sposoby. Z jednej strony oczekiwaliśmy przecież wypełnionego azjatyckim polotem środka tworzącego jednocześnie domowy klimat oraz sportowy charakter, a z drugiej wnętrze tytułowego bohatera jest udaną kontynuacją markowego stylu – dodajmy, że bardzo poukładanego i ergonomicznego. Fakt, jakość użytych plastików mimo dobrego spasowania mogła by być znacznie lepsza (dolna część jest odrobinę bardziej miękka), elektrycznie ustawiane (z pamięcią) i wyścielone czarną, skórzaną tapicerką fotele bardziej wygodne na kilkusetkilometrowych dystansach, a tylna przestrzeń łaskawsza dla ludzkich nóg, ale nie przesadzajmy i doceńmy rzeczywiste walory, których tytułowy „przedsmak” ma naprawdę sporo …

Suzuki Kizashi

Suzuki Kizashi

Suzuki Kizashi

Suzuki Kizashi

Zajmując wygodną pozycję i rozkoszując się tym charakterystycznym zapachem nowości warto rzucić okiem na multifunkcyjną, acz stosunkowo filigranową kierownicę świetnie leżącą w dłoniach czy też podświetlone na biało i również okraszone cechą łatwej obsługi zegary. Pomijając bogate wyposażenie zawierające m.in. tempomat, dwustrefową automatyczną klimatyzację, tylne i frontowe czujniki parkowania (podczas wilgoci lubią czasami zdenerwować nachalną interwencją), elektrycznie sterowany szyberdach, ksenonowe reflektory, wejście USB czy naprawdę przyzwoicie grający system audio, Kizashi otula swojego „drivera” naprawdę przyjazną aurą i oddaje w jego spracowane ręce niemalże kompletne wyposażenie. Ciekawość jest mimo wszystko znacznie silniejsza niż efektowna gadanina czy wybiórcze „macanie” szarych plastików, dlatego odkładamy zbliżeniowy kluczyk i odpalamy przyciskiem japońskiego reprezentanta, skądinąd, klasy średniej …

„Szybki i mocny”

Zaokrąglona klapa azjatyckiego sedana ukrywa „mocarną” jednostkę benzynową, choć jej domniemaną siłę możemy tylko ocenić po dużej, 2.4-litrowej pojemności. Co interesujące dany motor jest konstrukcją wolnossącą odznaczającą się zmiennymi fazami rozrządu i rzeczywiście generuje 178 KM oraz 230 Nm maksymalnego momentu, ale obie wartości tytułowe Suzuki osiąga szalenie wysoko. Co dane frazesy oznaczają w praktyce? Sporo zabawy, która to jak najbardziej pasuje do charakteru „średniego” Kizashi (w końcu marka określa go hasłem sportowej limuzyny), ale ciężko pracujący na świeże cztery kółka ojciec może odczuwać pewien niedosyt …

Suzuki Kizashi

Suzuki Kizashi

Suzuki Kizashi

Suzuki Kizashi

Wciskanie pedału gazu każdorazowo skutkuje momentalną reakcją, jednak 2.4-litrowy silnik jest typowym, wysokoobrotowym dziełem azjatyckiej myśli technicznej, dlatego prawdziwą agresję opisywany „benzyniak” ukazuje dopiero powyżej 4000 obrotów na minutę. Niższe partie czytelnego wskaźnika nie oznaczają rzecz jasna dynamiki pokroju Fiata Seicento, ale utrzymując Kizashi w przedziale 2000 obrotów mamy nieodparte wrażenie, iż „Japończyk” używa jakichś 50% całej mocy i wiecie co? To nie jest efekt bogatej w przeróżne fantazje głowy – to auto rzeczywiście tak się porusza. Naturalnie dynamiczna jazda przy wtórze całkiem rasowego dźwięku silnika skutkuje średnim zużyciem paliwa rzędu 8,5 l/100 km, ale biorąc pod uwagę ideę krzewienia sportowych doznań (poparte zresztą świetnym układem kierowniczym jasno informującym co się dzieje z frontowymi kołami oraz precyzyjną, 6-biegową skrzynią manualną) można delikatnie przymknąć oko na daną wartość. Pytanie tylko jaki sens ma oszukiwanie własnej osoby i chwalenie się wysokoobrotową charakterystyką komfortowej limuzyny (która i tak miękka nie jest, a zawieszenie oraz wspomniane 18-calowe felgi wyraźnie zmniejszają komfort podróży)?

„Wyczuwasz nadchodzącą zmianę?”

Testowe Suzuki Kizashi, okraszone bogatym szczeblem „ekstrasów” i metką z wcale niemałą sumą 117 400 zł, jest pewnego rodzaju zjawiskiem na naszych drogach. Analizując dokładnie ofertę tytułowego bohatera ciężko się w zasadzie dziwić takiemu stanowi rzeczy, gdyż azjatycka firma proponuje wymagającemu, europejskiemu klientowi samochód okraszony jednym poziomem wyposażenia (Sport) i jednym motorem na dodatek benzynowym oraz wolnossącym. Udanym potwierdzeniem danej tezy niech będzie fakt, że w całym 2011 roku i do września roku bieżącego sprzedano jedynie 91 egzemplarzy tytułowego sedana co jest wynikiem naprawdę miernym, ale z drugiej strony potencjalny nabywca takiego Kizashi zyskuje status „unikalnego kierowcy” jeżdżącego czymś zupełnie nieznanym. Fakt, oferowane wyposażenie powinno dodatkowo zawierać np. światła do jazdy dziennej (czy przez dwa lata nie można było nad tym popracować?) lub nawigację, jednak w obliczu „takiego” samochodu, dosyć nietypowego, kontrowersyjnego i może częściowo bezsensownego, są to niuanse, które potencjalny nabywca od samego początku rzuci zapewne w kąt.

Suzuki Kizashi

Suzuki Kizashi

Suzuki Kizashi

Suzuki Kizashi

Jak wygląda Kizashi na tle europejskiej, dodajmy szalenie wymagającej konkurencji? Szczerze mówiąc trochę blado, gdyż podobnie wyposażony Volkswagen Jetta, choć dysponujący kamerą cofania, panoramicznym szklanym dachem i „tylko” 1.4-litrowym motorem TSI generującym 160 KM, będzie kosztował około 109 620 zł, Ford Focus Sedan w najbogatszej odmianie Titanium i z silnikiem 1.6 Ecoboost (182 KM) około 108 000 zł, natomiast odrobinę budżetowa propozycja czyli Renault Fluence w odmianie Sport Way niecałe 75 000 zł. Opisywane Suzuki jest prawdę mówiąc ciężkie do klasyfikacji i nie zdziwię się jeśli niektórzy zaczną daleko idące porównania do wspomnianej już Toyoty Avensis, Forda Mondeo, Volkswagena Passata czy Opla Insignii, jednak ich zaawansowanie (nie tylko cenowe) potrafi czasami ośmieszyć naszego bohatera, dlatego zostańmy lepiej na szczeblu „wydłużonego” Focusa czy poprawnej Jetty.

Mocny argument

Muszę Wam stanowczo przyznać, że użyte podtytuły niniejszego testu są deklamowanymi hasłami japońskiego koncernu pochodzącymi z folderu ciekawego Kizashi, ale w obliczu tytułowego samochodu dysponują one marginalnym znaczeniem. Czy „urodzone” przez Suzuki auto jest rzeczywiście takim nierozsądnym produktem na jaki kreują go rywale i poniekąd sami włodarze firmy? Oczywiście, że nie. Azjatycka limuzyna jest drobnym oderwaniem od skąpanej w liczbach, poprawności, centymetrach i złotówkach rzeczywistości, które pozwala obcować z autem stojącym poniekąd „nad” tym wszystkim. Kizashi nie rzuca rękawicy w batalii o kilogramy emitowanego dwutlenku węgla czy litry spalonej benzyny – ten pojazd ma swoje życie, do którego śmiało wpuszcza zainteresowanego nim człowieka i pozwala obcować ze stylowym efektem pracy japońskich inżynierów.

Z czysto rozsądnego lub użytkowego punktu widzenia rzeczywiście są lepsi, ale pocieszający jest fakt, że niektóre koncerny wciąż pragną budować samochody typowo dla entuzjastów określonej marki bądź ludzi, którzy ekologię i wszelkie nudne cyferki mają w głębokim poważaniu. Czego „przedsmakiem” jest więc Kizashi? Sądzę, że dużej frajdy z jego użytkowania, gdyż delikatny, basowy pomruk układu wydechowego, silnik pozbawiony jakiegokolwiek doładowania i szalenie oryginalne kształty stanowią mocny, japoński argument w batalii o dosyć charakterystycznego klienta. Szkoda tylko, że napęd AWD jest oferowany jedynie z bezstopniową skrzynią CVT …

DANE TECHNICZNE SUZUKI KIZASHI 2.4 VVT 2WD

silnik / pojemność

benzyna / 2393 cm3

układ / liczba zaworów

R4 / 16

moc maksymalna

131 kW (178 KM) / 6500 obr/min

moment obrotowy

230 Nm / 4000 obr/min

zawieszenie przód

kolumny MacPhersona

zawieszenie tył

wielowahaczowe

napęd

przód

skrzynia biegów

manual, 6 biegów

prędkość maksymalna

215 km/h

przyspieszenie 0-100 km/h

7,8 s

zużycie paliwa*

wg. producenta: 10,6 / 6,3 / 7,9

nasz test: 10,9 / 6,3 / 8,5

dług. / szer. / wys.

4650 / 1820 / 1480 mm

rozstaw osi

2700 mm

masa własna / dopuszczalna

1420 / 2000 kg

bagażnik w standardzie

461 l

bagażnik po złożeniu siedzeń

pojemność zbiornika paliwa

63 l

EKSPLOATACJA I CENA
gwarancja mechaniczna

3 lata

przeglądy

co 15 tys. km lub co rok

cena wersji podstawowej

116,900 zł (2.4 Sport 2WD)

cena wersji testowanej

119,400 zł (2.4 Sport 2WD + lakier metalizowany)

*miasto/trasa/cykl mieszany (l/100 km)

Wszelkie prawa do publikacji bez zgody redakcji zabronione!