Opel Corsa 3d Cosmo 1.0 ECOTEC 115 KM – AUTO TEST

29 kwietnia 2015
tekst: , zdjęcia:
Opel Corsa 3d Cosmo 1.0 ECOTEC 115 KM

Zaplanowaliśmy wycieczkę, sprawdziliśmy każdą atrakcję, przygotowaliśmy prowiant, zorganizowaliśmy ekipę dobrych znajomych i zabezpieczyliśmy środek transportu. W teorii brzmi to więc jakbyśmy byli dobrze przygotowani i w istocie tak właśnie jest, ale codzienność bywa czasami na tyle nieprzewidywalna i denerwująca, że tygodniami układany plan w jednej chwili niweczy pasmo nieprzewidzianej złośliwości. Nocleg – z porządnie wykonanym prysznicem i przygotowaną białą pościelą – okazuje się skupiskiem brudu bez ciepłej wody, a wspomniane posłanie ewidentnie śmierdzi jajkami, połowy zaplanowanych atrakcji nie można obejrzeć, ponieważ zostały ogrodzone lub nie ma ich wcale, natomiast partner Waszego życia nabawił się ostrej grypy żołądkowej. Niby jest w porządku, niemniej jednak głęboko czujemy pewnego rodzaju rozczarowanie tudzież gorycz z powodu zmarnowanych kilku dni i takie właśnie uczucia towarzyszyły mi podczas testu nowego Opla Corsy…


Dla jasności: opinia jakoby niemiecki reprezentant segmentu B był słabym i niewartym finansowego zaangażowania pojazdem byłaby dla niego mocno krzywdząca, dlatego pomni ciekawej stylizacji obecnych Opli, skupmy się na szczegółach. Pierwsza i od razu widoczna kwestia to design – może i Corsa E przypomina trochę „jajkowatego” poprzednika, ale nie ma w tym niczego złego. Inżynierowie z Rüsselsheim – fakt – nie stworzyli drugiego Panteonu w wydaniu mini, jednak nie musieli tego robić. Piąta generacja Corsy – z większą ilością przetłoczeń tudzież atrakcyjnym, „uśmiechniętym” i podobnym do filigranowego Adama frontem – powinna w dalszym ciągu generować zadowalające wyniki statystyczne, a przy tym udowadniać, że jest nowoczesna i świetnie nadaje się do aglomeracji miejskiej. Subiektywnie rzecz ujmując: tak właśnie jest i to pomimo bogatego wyposażenia wersji Cosmo (w tym przypadku chodzi o LED-owe światła do jazdy dziennej oraz biksenonowe reflektory). Niewymuszony obraz tej nowoczesności (a raczej jej stylistyczną część) psuje jednak nieco „rozlany na boki” tył ze sporego rozmiaru światłami – odwołanie do koncernowych linii jest, ale to tak, jakby największy, amerykański sex shop przypominał męski organ rozrodczy. Wizerunkowo firma byłaby raczej skończona, ale najważniejsze, że budynek byłby zgodny z poruszanym tematem…

Prosta nowoczesność

Zanim przejdziemy do opisu wnętrza, krótkie i weryfikujące słuszne bądź też i nie myślenie bez wątpienia setek ludzi: „Czy Opel to klasa biznes?” Trudno zakładać, że koncern z Rüsselsheim w ogóle kiedykolwiek do tak „prestiżowego” grona marek się zaliczał, niemniej jednak niemieccy włodarze kreują od jakiegoś czasu w oczach potencjalnej klienteli wizerunek, mający niejako delikatnie „wywyższać” Opla spośród konkurencyjnych Fordów tudzież Volkswagenów. No bo jakim uzasadnieniem mogą dysponować zaawansowane elementy wyposażenia (weźmy np. testowaną Corsę – samochód posiadał m.in. prosty, czytelny i łatwy w obsłudze system multimedialny IntelliLink, system informujący o niezamierzonej zmianie pasa ruchu, system podający odległość poprzedzającego nas samochodu, informujący o ryzyku wystąpienia kolizji oraz przyhamowujący delikatnie pojazd, system informujący o ograniczeniach prędkości [niestety czasami się mylił] czy wspomniane, biksenonowe reflektory), które finalnie osiągają trudną do zaakceptowania cenę?


Wsiadając do nowej Corsy nie mamy rzecz jasna poczucia obcowania z nieco absurdalnym i wymuszonym wytworem motoryzacji jakim był Aston Martin Cygnet, jednak czuć starania niemieckich inżynierów, które mają wymierne odzwierciedlenie w produkcie końcowym. Jakość samych materiałów oraz ich montaż są na przyzwoitym poziomie, wyciszenie kabiny pasażerskiej również jest całkiem niezłe, a i fotele potrafią nieco zaskoczyć (testowana wersja Cosmo posiadała jasną tapicerkę materiałową połączoną z ciemną skórą ekologiczną – stylistycznie atrakcyjnie, niemniej jednak wspomniane zaskoczenie należało raczej do tych mniej przyjemnych, bowiem fotele na dłuższych dystansach, zwłaszcza w nieregulowanym odcinku lędźwiowym, były trochę niewygodne). Poza tym Opel poskąpił praktycznego podłokietnika, dotykowy wyświetlacz systemu IntelliLink (oprócz tego, że reagował czasami z pewnym opóźnieniem) został umieszczony nieco za nisko (każdorazowa jego obsługa wiązała się z oderwaniem wzroku od drogi i zerkaniem „gdzieś w dół”), zaś nawigacja satelitarna owszem była, jednak realizowana za pośrednictwem specjalnej aplikacji, którą uprzednio należało zainstalować na swoim smartfonie. Duch nowoczesności dał się we znaki i teoretycznie winien być absorbującym, wywołującym powszechny zachwyt pomysłem, dlatego w praktyce zwróciłem szczególną uwagę na przyjazną użytkownikowi, dobrze leżącą w dłoniach, trójramienną kierownicę i sposób przedstawiania danych przez nową Corsę – do bólu czytelny, nastawiony na kierowcę i wydaje się, że opracowany specjalnie dla niego.

Sensowny downsizing

Po szybkim spojrzeniu w dane techniczne testowanej Corsy, potencjalny klient mógłby z cichym rozczarowaniem zamknąć folder reklamowy i żołnierskim krokiem opuścić salon Opla. Kluczem tak nagłej reakcji jest wciąż kontrowersyjny downsizing, który w przypadku niemieckiego reprezentanta segmentu B oznacza 1-litrowy silnik ECOTEC, ale nie jest tak źle i beznadziejnie jak można by przypuszczać. Dzięki turbodoładowaniu wspomniana jednostka osiąga przyzwoite 115 KM i 170 Nm maksymalnego momentu obrotowego, a to oznacza, że słowo „dynamika” nie jest wbrew pozorom do końca obce Corsie E. Rzecz jasna słychać charakterystyczny, acz niezbyt natarczywy dźwięk trzech cylindrów, a świadomość przypomina nam, że pod maską z kilkoma przetłoczeniami znajduje się coś, co mogłoby napędzać blender, ale wówczas byłby to całkiem zrywny blender…


Przyjmujemy wygodną pozycję za kierownicą (swoją drogą fotel można opuścić naprawdę nisko), włączamy przyzwoicie grający system audio, odpalamy trzycylindrowego ECOTEC-a (którego na postoju prawie w ogóle nie słychać) i ruszamy na krótki podbój miejskich arterii. Wrażenia są jak najbardziej pozytywne – na nierównościach docenimy porządne spasowanie materiałów wykończeniowych oraz miękkie zawieszenie (czasami słychać delikatne dobijanie, ale ogólnie jest całkiem przyzwoicie – wszak to segment B), a bogate wyposażenie pozwoli dodatkowo cieszyć się jazdą, jednak są też pewne minusy. Skrzynia manualna, choć sześciobiegowa i pozwalająca obniżyć nieco spalanie (w mieście ponad 7 litrów, natomiast w trasie jakieś 5,9 l/100 km [autostradą przy 120 km/h jest to mniej więcej 6,4 litra]), nieprzyjemnie haczy, natarczywo podającego informacje systemu rozpoznającego znaki drogowe nie można dezaktywować (a przynajmniej nie znalazłem takowej opcji), zaś układ kierowniczy… pracuje w dość dziwny sposób, przy czym „dziwny” nie oznacza w tym przypadku układu przewspomaganego lub wybitnie precyzyjnego. Powiedziałbym raczej, że jest nerwowy, odrobinę niezdecydowany, a przy wyższych prędkościach budzący niebezpieczne uczucie braku stabilności całego pojazdu. No a wspomniany silnik? Całkiem żwawy (zwłaszcza od 2,5 tysiąca obrotów), elastyczny, względnie dynamiczny – jednym słowem świetny do miasta, a i na trasie da sobie radę.

Za słabo na lidera

Czy Opel Corsa piątej generacji jest niepisanym liderem segmentu B? Biorąc pod uwagę całokształt (wykończenie, prowadzenie, wyposażenie i uczucia jakie towarzyszą pasażerom po krótkich doświadczeniach z reprezentantem koncernu z Rüsselsheim) nie byłaby myślę przesadą odpowiedź, że mogłaby, ale póki co na rzeczony tytuł zwyczajnie nie zasługuje. Corsa E to bez wątpienia kawał porządnego samochodu z możliwością solidnego doposażenia i to brzmi więcej niż pozytywnie, niemniej jednak kilka subiektywnych niedociągnięć (np. zbyt „natarczywie” działający system Start-Stop – gaszenie i odpalanie silnika jest całkiem szybkie, ale odbywa się przy wtórze delikatnych, trzycylindrowych wibracji) nie znajduje odzwierciedlenia w wysokiej cenie (testowany egzemplarz kosztował około 78 000 zł). Konkurencja potrafi kosztować mniej, ale czy to oznacza, że jest lepsza?


Dla Corsy widziałbym dwa możliwe rozwiązania: opuszczenie nieco cen lub widoczne poprawienie kilku swoistych elementów. Może wtedy niewielki Opel byłby rzeczywiście wart swojej ceny, a jak na razie pozostaje trochę rozczarowujące „oooch Corsa…”


Serdecznie dziękujemy Bartoszowi Kowalewskiemu za realizację sesji zdjęciowej.

www.bkfoto.carbonmade.com

Facebook

Leave A Comment