Skoda Yeti Elegance 2.0 TDI 140 KM Green tec 4×2 – AUTO TEST

12 czerwca 2014
tekst: , zdjęcia:
skoda-yeti-elegance-2-0-tdi-140-km-green-tec-4x2

Człowiek jest dość skomplikowaną formą życia o zaskakujących czasami potrzebach, dalece wykraczających poza ustalone normy pomysłach i równie nietuzinkowych metodach ich realizacji, ale to potrafi być na swój sposób ciekawe. Nie chcę i nie będę odgrywał roli naczelnego psychologa dzisiejszego społeczeństwa – wszak to nie jest białe pomieszczenie z kilkunastoma krzesłami ustawionymi w okręgu, a ja nie nazywam się Howard Gardner, jednak po tak sformułowanym wstępie do niniejszego testu ciężko mieć inne przypuszczenia jak to, że jego bohaterem i powodem wydania wcale niemałych pieniędzy będzie czeska Škoda. Czy popularność modeli danego koncernu jest wprost proporcjonalna do zalet i mocnych stron jakimi włodarze z Mladá Boleslav nieustannie próbują kusić potencjalnych klientów? Być może, choć stonowany charakter, panujący wszędzie porządek (dość oględnie nazywany intuicyjnością), poszukiwania czegoś co nasz ulubiony sąsiad nazywa życiowym sukcesem tudzież, jak kto woli, najlepszym zakupem ostatnich kilkunastu lat oraz gwarancja bycia anonimowym za cenę pozornego spokoju są raczej jednymi z głównych przyczyn mało zróżnicowanego widoku na polskich drogach. Nie będziemy jednak mówić o przestronnym Superbie, popularnej jak celebrytka Octavii czy doskonale znanej Fabii – zastanowimy się co ma, a czego brakuje odświeżonej jakiś czas temu Škodzie Yeti …


Elegancja kosztem oryginalności?

Po nieco przydługim wstępie traktującym o mocno analizowanej kwestii jaką są tabelki sprzedaży czeskich produktów w naszym kraju, pora na chwilę refleksji i konstruktywną opinię dotyczącą stylistyki produkowanego w Mladá Boleslav „zwierza”. To ostatnie określenie nie pasuje już tutaj chyba tak dobrze jak przed sierpniem zeszłego roku – Yeti po liftingu zyskało bowiem ujednolicone klosze przednich reflektorów, dość charakterystyczny grill, delikatnie zmodernizowane zderzaki łącznie z progami (tutaj polakierowane pod kolor nadwozia) i dostępne opcjonalnie, LED-owe światła tylne w kształcie litery C, których zabrakło niestety w testowanym przeze mnie modelu. Tak skonfigurowane Yeti, łącznie z metalizowanym i wymagającym dopłaty 2200 zł lakierem Błękit Lava, 17-calowymi, aluminiowymi felgami oraz sporą ilością chromowanych elementów, wygląda przede wszystkim elegancko, bo i tak ma wyglądać (i wcale nie mówię o najwyższej – pomijając odmianę Laurin & Klement – specyfikacji Elegance jaka zagościła właśnie do naszej redakcji).


Zwieńczony sławetnym już, srebrnym obecnie kalafiorem samochód nie jest (i nie ma się co oszukiwać) mistrzostwem sztuki użytkowej, jego linie nie odzwierciedlają raczej emocji jakie czeski stylista – Jozef Kabaň – chciał przekazać docelowemu klientowi, niemniej jednak, w moim przekonaniu, Yeti z powodzeniem realizuje filozofię marki mówiącą o nie do końca nudnym i wpadającym w oko designie, który stosunkowo długo pozostanie jeszcze aktualny (przynajmniej teoretycznie). Fakt, czeski crossover dysponuje aparycją ciekawie wyrzeźbionego klocka z doklejonym przodem, ładnym lakierem i dostępnymi również za dopłatą (600 zł) srebrnymi relingami, którego pozbawiono odrobiny charakteru, a który w dalszym ciągu nazywa się Yeti – taka polityka, choć wcale niebrzydka.

Ład, porządek, przestronność i wygoda …

Zaglądając do wnętrza podwyższonej Škody może człowieka ogarnąć w pierwszym momencie smutek – mimo bogatej wersji wyposażenia zarówno obszerne fotele jak i materiały użyte do wykończenia całej kabiny pasażerskiej są bowiem utrzymane w ciemnej tonacji kolorystycznej, a jedynym elementem jaki próbował wnieść odrobinę pogody ducha i dobrego humoru była jasna listwa biegnąca przez środek deski rozdzielczej …, i rozświetlający wnętrze, szklany dach (4300 zł). Oczywiście będąc na pokładzie tytułowego Yeti nie jest się ciągle zniesmaczonym i pod działaniem negatywnego, pierwszego wrażenia – wraz z upływem kolejnych minut przekonujemy się do solidnego wykończenia wnętrza (choć zastosowane plastiki sprawiają nieco lepsze wrażenie np. w Octavii), wygodnych i nieźle przytrzymujących ciało na zakrętach foteli, przyjemnej i dobrze leżącej w dłoniach kierownicy tudzież przestronności. Widok jasnej podsufitki, odkrywanie kolejnych i wcale niemałych schowków oraz bogate wyposażenie z naprawdę działającym asystentem parkowania równoległego i prostopadłego napawa wewnętrznym optymizmem i pozwala uwierzyć w nie bezpodstawną popularność czeskiej firmy. Rozplanowanie wnętrza jest dokładnie takie jak byśmy tego oczekiwali, obsługa rzeczywiście intuicyjna, zaś bagażnik …, taki sobie (416 litrów) z dość wysokim progiem załadunku i gumowym, niewygodnym uchwytem do zamykania jego klapy.

Samochód dla szczęśliwej, preferującej aktywny wypoczynek rodziny? Czemu nie, choć warto pamiętać, że oparcia tylnej kanapy są ustawione dość pionowo (przez co są trochę niewygodne), gruby słupek B lubi skutecznie ograniczać widoczność na boki, „wyrastający” z podłogi pedał gazu wymaga chwili przyzwyczajenia, natomiast środkowe siedzisko z zagłówkiem może też służyć jako podłokietnik, ale wówczas, przez powstającą dziurę, rzeczy znajdujące się w bagażniku mogą się szybko przedostać tam gdzie nie powinny. To jednak mniej lub bardziej denerwujące szczegóły – podobnie jak brak lampek w osłonach przeciwsłonecznych czy też wystające z podłogi, metalowe elementy w okolicach tylnych siedzeń.


Oszczędność przede wszystkim

Po odpowiednim rozlokowaniu wszystkich pasażerów (osoby powyżej 185 cm wzrostu mogą mieć delikatny dyskomfort w okolicach kolan – ja miałem siadając „za sobą”), uruchomieniu dwustrefowej, automatycznej klimatyzacji Climatronic oraz ustawieniu nawigacji satelitarnej Amundsen, która lubi się czasami zgubić, czas wyruszyć w trasę okupioną względną precyzją układu kierowniczego (jest niezły, choć nie jakoś wybitnie precyzyjny), względnym komfortem (zawieszenie ma dość sztywną charakterystykę, niemniej jednak przyjemnie filtruje wszelkie nierówności) i względną dynamiką. W Škodzie Yeti posiadającej 2-litrowy, wysokoprężny silnik TDI o mocy 140 KM, napęd wyłącznie na przednie koła i dość wymowną końcówkę Green tec nic nie jest na sto procent. Czeskim crossoverem nie pojedziemy raczej w bardziej wymagający teren, nie będziemy się też ścigać jak nastolatki z nadmiarem testosteronu (choć 6-biegowa, manualna skrzynia działa całkiem precyzyjnie i jest dość krótko zestopniowana) ani też udowadniać sportowego prowadzenia, którego w danym modelu po prostu nie ma. Opisywaną Škodą dojedziemy za to w dość przyjemny sposób na rodzinną imprezę (osobliwa kwestia – po odpuszczeniu gazu silnik tracąc na obrotach wydawał dziwny dźwięk, delikatne huczenie podobne do tego z miejskiego autobusu) efektywnie wyprzedzając po drodze kilku wolniejszych kierowców i słuchając ulubionej muzyki z przenośnego dysku, a kiedy już lekko zawiany szwagier zapyta o spalanie Waszego samochodu, z dumą i wewnętrzną radością odpowiecie: „W trasie jakieś 5,3 l/100 km (personalny rekord to 4,2 l/100 km), w mieście około 8,8 l, a średnio około 6,4 l na każde sto przejechanych kilometrów”. Nie ma co ukrywać – priorytetem danej konfiguracji jest oszczędność, stosunkowo niskie zapotrzebowanie na olej napędowy i komfort psychiczny wsparty dodatkowo zbiornikiem paliwa, którego maksymalne napełnienie spokojnie wystarczy na pokonanie ponad 800 kilometrów.


Czy bogato wyposażona Škoda Yeti („nasz” egzemplarz dysponował m.in. panoramicznym, szklanym dachem, biksenonowymi, automatycznymi i adaptacyjnymi reflektorami przednimi z LED-owymi światłami do jazdy dziennej, bezkluczykowym dostępem do samochodu KESSY [pojazd uruchamia się za pośrednictwem przycisku w miejscu zwykłej stacyjki], czasem nieco nadgorliwymi czujnikami parkowania z przodu i tyłu, podgrzewanymi fotelami przednimi czy też systemem multimedialnym z nawigacją satelitarną Amundsen) z wysokoprężną jednostką TDI CR DPF (brzmi to niczym kodowe oznaczenie pojazdu wojskowego) jest ciekawszą propozycją aniżeli liczna konkurencja? W Škodzie będzie bez wątpienia taniej aniżeli u bratniego Volkswagena – podobnie skonfigurowany Tiguan Perfectline z identycznym silnikiem (przy cenie „naszego” egzemplarza kosztującego bez obowiązującego upustu 115 950 zł) to bowiem koszt ok. 129 500 zł, japońskie Mitsubishi ASX Intense po delikatnej modernizacji z silnikiem 1.8 DID i napędem na cztery koła to wydatek około 111 000 zł, rywal w postaci nowego Nissana Qashqai Tekna z silnikiem dCi 130 to kwota w okolicach 110 000 zł, zaś większa Honda CR-V Elegance dysponująca motorem 1.6 i-DTEC (bez m.in. panoramicznego dachu czy też bezkluczykowego dostępu do samochodu) kosztuje około 119 500 zł, Toyota RAV4 Premium z silnikiem 2.0 D-4D 125 (z relingami dachowymi, Pakietem 20th Anniversary, czujnikami cofania oraz systemem multimedialnym Toyota Touch 2 & Go z nawigacją) będzie kosztować około 122 450 zł, natomiast azjatycka Mazda CX-5 SkyMOTION z wysokoprężnym silnikiem 2.2 SKYACTIV-D o mocy 150 KM (samochód z metalizowanym lakierem, nawigacją satelitarną firmy TomTom i Pakietem Comfort) to wydatek rzędu 124 400 zł.

Wybór rozsądku?

Trudno jest jednoznacznie powiedzieć czy to właśnie Škoda Yeti stanowi najbardziej logiczny, rozsądny i podyktowany wewnętrznym przekonaniem (czyli po prostu najlepszy) wybór wśród miejskich crossoverów (i nie tylko). Wszystko zależy tak naprawdę od wysublimowanego gustu każdego z nas, preferencji i pieniędzy, bo to one są wyznacznikiem naszych możliwości w salonie autoryzowanego dealera określonej marki. Prawdopodobnie zainteresuje Was fakt, że czeski producent oferuje obecnie model Yeti z upustem 5700 zł, zaś wyposażenie można uzupełnić o ciekawie brzmiące pakiety w równie ciekawych cenach (np. Pakiet Smart, zarówno dla wersji Ambition jak i testowanej Elegance, kosztuje obecnie śmieszne wręcz 49 zł), choć to tylko jeden z przemawiających za „Czechem” argumentów. Kupując Škodę Yeti Elegance 2.0 TDI 140 KM 4×2 Green tec będziecie postrzegani w moim przekonaniu jako osoby lubiące obserwować wskaźnik zużycia paliwa i mające satysfakcję z tego, że opada on stosunkowo wolno, osoby, którym przypadł do gustu zunifikowany, acz wcale niebrzydki design oraz kwadratowa aparycja dość podatna na boczne podmuchy wiatru, a przede wszystkim osoby, które lubią w poczuciu bezpieczeństwa i względnego komfortu przemierzać kolejne kilometry nie tylko szerokich autostrad – cała reszta została zawarta we wstępie do niniejszego testu …

Serdecznie dziękujemy Damianowi Oleksińskiemu za realizację sesji zdjęciowej.

www.doleksinski.pl

Facebook

Leave A Comment