Nowy Mercedes Klasy S od firmy Brabus

Mercedes Klasy S (W222) od Brabusa

Projekty niemieckiego Brabusa zawsze wzbudzały ogromne zainteresowanie, powodowały kiwanie głową na znak aprobaty i podniesiony do góry kciuk większości konsumentów oznaczający ni mniej ni więcej szacunek dla, jakby nie patrzeć, anonimowych inżynierów. Trochę odważnie jest mówić jakoby każdy samochód „spod ręki” wspomnianego tunera był iście spektakularny, trafiał w gusta niemalże każdego człowieka tudzież wywoływał nieodpartą chęć powieszenia jego plakatu nad łóżkiem, ale coś w tym jest – z funkcjonującą od 1977 roku firmą liczy się bowiem dzisiaj większość zwolenników motoryzacji (i zapewne nie tylko – pod warunkiem, że istnienie Brabusa nie jest dla „tych” osób żadną nowiną), patrzą oni na ręce „germańskiego” tunera i oczekują następnej, niemniej emocjonującej przeróbki samochodu Mercedesa. Co z tego, że lwia część pojazdów jest do siebie podobnych i zazwyczaj okraszonych czarnym lakierem nadwozia – to przecież wydarzenie na arenie „tuningowej”, tym bardziej doniosłe jeżeli debiutantem w warsztacie Brabusa jest nowa Klasa S …


Dla niemieckiego przedsiębiorstwa z Bottrop to ciężkie zadanie – aparycję W222 (kodowe oznaczenie tytułowego Mercedesa) dźwignęło już bowiem na swoje barki szalone AMG i prawdę mówiąc efekt (pomijając rzecz jasna znakomite parametry i możliwości danej limuzyny) był …, dość osobliwy, inaczej mówiąc – otrzymaliśmy stosunkowo ugrzecznione auto z gwiazdą na masce, które nacisk kładzie przede wszystkim na elegancję. Co wymyślił Brabus? Auto z nieco bardziej niegrzecznym charakterem – Klasa S otrzymała bowiem nowy pakiet aerodynamiczny obejmujący zderzaki, progi oraz wentylowane przednie błotniki, cztery końcówki sportowego układu wydechowego, aluminiowe felgi w rozmiarze 19, 20 lub 21 cali, obniżone o 15 mm zawieszenie, a także trzy rodzaje ogumienia do wyboru – firmy Continental, Pirelli bądź też Yokohama.

W środku modyfikacji zdecydowanie mniej – inżynierowie Brabusa postanowili rzekomo (z uwagi na brak jakichkolwiek zdjęć wspomniane określenie jest myślę adekwatne) zamontować specjalne, metalowe nakładki na progi z oznaczeniem „germańskiego” tunera, wysokiej klasy sprzęt multimedialny oraz (co chyba najważniejsze) „wyścielić” całe wnętrze skórą i niemniej nobliwą alcantarą. To jednak nic – najwyższy poziom „tunerskiego” rzemiosła firma z Bottrop osiągnęła modyfikując dwie jednostki napędowe flagowego samochodu Mercedesa. Już zestaw „520 PowerXtra CGI” (tak, brzmi to skomplikowanie, ale w rzeczywistości skomplikowane wcale nie jest) zaaplikowany wersji S500 potrafi wzbudzić szacunek (4.7-litrowe V8 wzmocniono bowiem do poziomu 520 KM i 820 Nm maksymalnego momentu obrotowego co powoduje sprint do 100 km/h w 4,2 sekundy i 300 km/h prędkości maksymalnej), ale zestaw „650 PowerXtra CGI” podany szalonej (choć to naciągane określenie) wersji S63 AMG to ewidentne proszenie się o kłopoty (5.5-litrowe V8 generuje bowiem 650 KM i równe 1000 Nm momentu obrotowego).

Przytoczone wartości wcale nie są kiepskim żartem, a Brabus po raz kolejny udowodnił, że fantazja i natłok pomysłów nie opuszcza jego zdeterminowanych (sądząc po efektach) pracowników. Czy jest lepiej i bardziej dojrzale aniżeli w przypadku oferty „nadwornego tunera Mercedesa” – firmy AMG? No cóż, trudne pytanie jest okraszone trudną odpowiedzią, dlatego podsumowanie w postaci mocno poprawnego politycznie słowa „inaczej” jest tutaj myślę najbardziej adekwatne …, choć biorąc pod uwagę możliwość wykrzesania z 5.5-litrowego V8 nawet 730 KM i elektronicznie ograniczonego do 1065 Nm momentu obrotowego (m.in. dzięki nowym turbosprężarkom czy też przeprogramowanej elektronice) wypadałoby jeszcze dopowiedzieć „nielogicznie mocno” …

Patryk Rudnicki

Leave A Comment