Toyota 2000GT SEV – elektryczna legenda

Nadchodzą czasy, w których obecna technika zazna delikatnego powiewu historii. Gorąco wyczekiwana legenda spróbuje ujarzmić moc czystych elektronów, a sceptycznie nastawiona ludzkość krzyknie z oczywistym przekonaniem: „To się może udać!” Czas połączyć ogień z wodą i sprawić, że japońska motoryzacja zasiądzie na tronie wiecznej chwały. Drodzy Czytelnicy, nadchodzi Toyota 2000GT SEV – szansa elektrycznej idei zamknięta w kultowym nadwoziu …


Toyota 2000GT SEV

Toyota 2000GT SEV

Toyota 2000GT SEV

Toyota 2000GT SEV

Chyba każdy fan motoryzacji zna doskonale tytułowe auto – lekkie coupe oferujące „petrolhead’om” benzynowy, 2-litrowy motor R6 i niezapomniany smak dwudziestego wieku. Toyota postanowiła odwrócić historię do góry nogami i w agresywnej karoserii modelu 2000GT zaoferować technologię przyszłości (według niektórych rzecz jasna). Finalne dzieło nazywa się SEV (Solar Electric Vehicle) i jest określane mianem „Crazy Car” czego tłumaczyć chyba nie trzeba. Auto elektryczne oraz szalone w jednym? Takie rzeczy są możliwe jedynie u Toyoty, choć wcale niemniejszym ładunkiem zwariowanej idei stworzenia danego auta był fakt, że początkowo japoński koncern chciał zbudować samochód miejski, a co z tego wyszło – każdy widzi.

Niniejsze 2000GT otrzymało elektryczny silnik generujący moc 161 KM, który zasilają litowo-jonowe akumulatory o pojemności 35 kWh. Pewnego rodzaju ekstrawagancją czy też innowacją jest długa maska „wyścielona” ogniwami słonecznymi, dzięki którym efekt azjatyckiej myśli technicznej może pochłaniać energię ze „świecącej kuli” i zapewnić tym samym wolniejsze zużycie prądu elektrycznego. Jeśli natomiast sądzicie, że Toyota zaaplikowała leciwej karoserii współczesne „graty” i spoczęła na laurach, to jesteście w dużym błędzie. Konstruktorzy od samego początku uważali, że bezstopniowa skrzynia CVT odbiera kierowcy przyjemność z jazdy, dlatego wrzucili 2000GT SEV ręczną przekładnię co stanowi w tej chwili ewenement na skalę światową. Oprócz tego środek danego coupe pokryto alcantarą i zainstalowano system wytwarzający dźwięk oryginalnej jednostki R6 jadąc przy tym maksymalnie 200 km/h (we dwie osoby rzecz jasna).

Nadchodzące czasy brzmią w teorii całkiem nieźle. Świeże, ludzkie pomysły XXI wieku opakowane w nośnik historycznych, japońskich emocji – czy coś tu może pójść źle? Za szybko, by rozstrzygać takie aspekty, choć składane obietnice i działanie „na rękę” potencjalnemu klientowi są zaskakujące, żeby nie powiedzieć rewelacyjne. Skoro nie uciekniemy przed wysublimowanymi normami ekologicznymi to musimy szukać ostatnich emocji w zamierzchłych czasach, nawet okupionych sztucznym dźwiękiem jednostki …

Patryk Rudnicki

Leave A Comment