Mazda MX-5 GT – szaleństwo

Ostatnie wybryki Mazdy dotyczące sportowego roadstera MX-5 (Yusho Concept i Senshu) były czystym szaleństwem oraz fanaberią japońskiego producenta. To się chwali, gdyż w obliczu sztywno ustalonych zasad ekologii można jednak wysupłać skrawek terenu dla irracjonalnych, bezkompromisowych oraz uśmiercających przydrożne rośliny aut i tego właśnie dowodzi Mazda. Historia pamięta również dzieło Japończyków, które absolutnie łamało wszelkie zasady i dobre maniery – MX-5 GT. Już zapomnieliście czym się odznaczało? To niedobrze …


Mazda MX-5 GT

Mazda MX-5 GT

Mazda MX-5 GT

Mazda MX-5 GT

Przypomnijmy więc: hardcorowo skalibrowany roadster był okraszony dosyć niecodzienną grafiką, ważył zaledwie 850 kg co śmiało określano mianem piórkowej aparycji i dysponował na wskroś zaskakującą mocą – 280 KM. Pomysł jego ostatecznego stworzenia był trafieniem w dziesiątkę co absolutnie potwierdzały jego liczne zalety (ze sprintem do 100 km/h w 3 sekundy na czele), ale górnolotnie brzmiące pragnienia o wersji dla klientów stanowiły niespełniony hymn ludzkich łez …, aż do teraz …

Mazda, wspólnie z firmą Jota Sport, postanowiła obdarować świat drogowym MX-5 GT. Rzeczą naturalną będzie charakter tego samochodu, który odrobinę „zduszony” nie wypełni pragnącego hardcorowych emocji gustu klienta, ale nie ma co wybrzydzać. Pomarańczowa barwa nadwozia, karbonowe ospojlerowanie i 2-litrowy, wolnossący motor posiadający również zacne 208 KM – czy to obiecujące informacje? Dodajmy jeszcze manualną skrzynie biegów, kubełkowe fotele Recaro, zmodyfikowany układ wydechowy oraz zawieszenie i bardzo proszę – mocno doprawiona wersja lekkiego MX-5 jest gotowa.

To zaskakujące ile można wykrzesać z, na pozór „grzecznego”, autka bez dachu. GT zadebiutuje oficjalnie już w ten weekend podczas festiwalu szybkości organizowanego w brytyjskim Goodwood, ale nas męczy zupełnie inna kwestia – czy się spodoba? Japońska firma podkreśliła, że o dalszym bycie tytułowego wozu zadecyduje najzwyczajniej zainteresowanie, które małe raczej być nie powinno. Zawsze istnieje jeszcze desperackie wyjście – robimy nalot na Goodwood i wzdychamy przy opisywanym roadsterze do upadłego. Może się powiedzie …

Patryk Rudnicki

Leave A Comment