Shelby Mustang 1000 – potwór

Dawno dawno temu, za górami i lasami, wiodła spokojne życie amerykańska firma Shelby. Nadworny tuner kultowych Mustangów znany był praktycznie ¾ całego świata, a ludzie niedowierzająco rozszerzali oczy słysząc, że jej historię zaczął drobny mężczyzna o niezwykle pospolitym imieniu Karol. Lata upływały, aż wreszcie chrześcijański kalendarz pokazał rok 2012. Shelby zakasało rękawy i wystawiło na nowojorskim salonie motoryzacyjnym auto o dumnym przydomku 1000.


Shelby Mustang 1000

Shelby Mustang 1000

Shelby Mustang 1000

Shelby Mustang 1000

Radość nie znała granic. Charakteryzujący się 20-calowymi, aluminiowymi felgami, inną maską, grillem i pakietem ospojlerowania z włókna węglowego samochód, szalenie mocno uwydatniał bijący po oczach indywidualizm. Dopełnieniem iście zabójczych linii była wyjątkowa i stosunkowo narcystyczna kalkomania objawiająca się jako liczba 1000. Środek zaś amerykańskiego dzieła uzupełniały rozpoznawalne w kręgu „tuningowych chłopców” geigery, znajdujące się oczywiście tuż przy kierownicy. Shelby nie ukrywało, że ich dziecko jest prawdziwym monstrum, a tytułowe „zawiniątko” niczym jasne wyładowanie atmosferyczne odkryło porażające karty…

Nowe tłoki, korbowody, sprężarka, chłodzenie, układy olejowy, paliwowy i wydechowy, sprzęgło oraz wał napędowy. Do takiego zestawu przyłączyły się również inny alternator, hamulce (6-tłoczkowe od frontu i 4-tłoczkowe na tyle), zawieszenie firmy Eibach oraz pompa wody. Tych 13 elementów doskonale zdawało sobie sprawę co je czeka – wymagający i bezkompromisowy egzamin 5.4-litrowego motoru V8, który otrzymał niezwykły zastrzyk siły. Drogowa wersja auta posiadała kompletnie irracjonalne 963 KM, natomiast torowa 1115 szalonych rumaków. Złoty syn Ameryki, wykraczająca poza ramy ludzkiego umysłu moc czy idea totalnego wariata? Nie, to było Shelby 1000 …


Shelby Mustang 1000

Shelby Mustang 1000

Shelby Mustang 1000

Shelby Mustang 1000

Klienci z normalną skórą mogli poczuć te emocje wydając 149 995 dolarów lub 154 995 dolarów za odmianę stricte torową. Czy ceny nieuwzględniające zwykłego Mustanga GT500 były atrakcyjne? Wie to jedynie „rodzicielka” naszego bohatera oraz ludzie, którzy tego potwora mieli w garażu. Morał? Jedyny słuszny morał tej bajki widnieje na dołączonych zdjęciach…

Patryk Rudnicki

Leave A Comment