Chevrolet Camaro 1LE – jeden latający elektron

Wygląda jak odniesienie do historii, nawiązanie bezpośredniego kontaktu z legendą i ucieleśnienie ogromnych emocji. Rany boskie – on przecież tym jest w rzeczywistości! Concept widzieliśmy rok temu na imprezie SEMA, a protoplastę w 1988 roku. Oto Chevrolet Camaro z dumną końcówką 1LE …


Chevrolet Camaro 1LE

Chevrolet Camaro 1LE

Choć tytułowy bohater wyróżnia się jedynie ciekawą nazwą i agresywnym pakietem, nie możemy go lekceważyć. Zrobiony według jasnego przykładu samochód, który u „Cheviego” dostał nazwę ZL1, charakteryzuje się 20-calowymi obręczami, czarną maską, frontowym splitterem, a także spojlerem na klapie bagażnika. Uchylając zaś szerokie drzwi ludzka percepcja odnotuje tapicerkę wykonaną z mikrofibry i zamszu oraz spłaszczoną u dołu kierownicę. Nic tylko wsiadać, budzić amerykańskiego stwora i ruszać!

Clou całego programu okraszonego kodem 1LE stanowią modyfikacje techniczne. Amerykańska firma zamontowała o 27 (przód) i 28 mm (tył) grubsze stabilizatory, elektryczne wspomaganie kierownicy, przednią rozpórkę oraz nowe tylne amortyzatory. Gdyby tego było mało prezentowane Camaro dysponuje innymi łożyskami kół, wydajniejszą pompą od benzyny, a także 6-stopniową, ręczną przekładnią z osobnym układem chłodzenia. Kto by pomyślał, że trzy ostatnie elementy są wprost z ultramocnego ZL1 …

Skołatane myśli torturuje zapewne jedna, ale niezwykle ważna kwestia – ile sobie życzy Chevrolet? Otóż pakiet 1LE to wydatek 40 000 dolarów i co najważniejsze – można go zamówić będąc w posiadaniu jedynie Camaro SS. Czy zatem kilka upakowanych oraz teoretycznie polepszających design auta elementów jest aż tak wyjątkowych? Nie, wyjątkowy zdaje się przydomek – jeden latający elektron. Mając w zanadrzu pojazd uosabiający chemiczną cząstkę z ADHD też bylibyście niezwykle dumni.

Patryk Rudnicki

Leave A Comment