Chevrolet Avalanche Black Diamond Edition – pożegnanie

Rozstania nie są przyjemnymi momentami ludzkiego życia. Cierpiące serce wylewające hektolitry łez zapisuje tysiące rewelacyjnych fragmentów na ogół dosyć skomplikowanej egzystencji i jak wyciskarka cytrusów unieruchamia pełne żalu gardło. Czy tożsame myśli będzie zawierać nasza skołatana głowa po odejściu Chevroleta Avalanche? Póki co rozstanie łagodzi specjalna wersja Black Diamond Edition …


Chevrolet Avalanche Black Diamon Edition

Chevrolet Avalanche Black Diamon Edition

Tytułowy „Amerykanin” nie jest szczytem marzeń kontrowersyjnego posiadacza domu ze słomy, ale też nie powinien nim być. Ogromny wół roboczy (za takiego uchodził Avalanche) charakteryzuje się malowanym pod kolor nadwozia obramowaniem na ekwipunek, a także specjalnymi plakietkami. Warto również nadmienić, iż szczebel tzw. ekstrasów został uzupełniony o m.in. kamerę cofania bądź elektrycznie regulowane pedały.

Uradowany wyjątkowym Chevroletem Black Diamond kupiec, nacieszy spracowane zmysły 5.3-litrowym V8 oddającym w jego ręce 324 KM i 453 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Zespolony z 6-biegowym automatem silnik przekaże całą grupę rumaków na tylne lub wszystkie cztery koła.

Czy Avalanche z obniżoną do 35 980 „zielonych” ceną rekompensuje stratę potężnego i chętnie wybieranego towarzysza budowy? Myślę, że ponad 580 000 sztuk, które znalazły swoich właścicieli, nie można okryć chwałą jednego egzemplarza. Pewnie – tytułowe auto stanowi kuszącą ofertę, jednak naród żyjący po drugiej stronie oceanu został pozbawiony niezwykle interesującego wozu. Będziecie za nim tęsknić?

Patryk Rudnicki

Leave A Comment