Lamborghini Aventador od firmy RENM Performance

Corrida – liczna widownia, piękne Hiszpanki oraz swojski zapach grubego zwierza. Batalia oko w oko z rozwścieczonym symbolem amerykańskiej dryżyny NBA nie może i zapewne nie jest przyjemna. Wyposażeni w czerwoną płachtę mężczyźni udają się „tam na dół”, łączą niespożyte siły z piekielnym okręgiem, a przede wszystkim zerkają głęboko w duszę rozpalonemu do czerwoności konkurentowi. Oto on – silny, bezkompromisowy i naładowany testosteronem byk, którego rogi mienią się niczym idealnie wypolerowane ostrze.


Lamborghini Aventador od RENM Performance

My w dalszym ciągu mówimy o czworonożnym przedstawicielu fauny czy już charakteryzujemy Lamborghini Aventadora od RENM Performance?

Łatwo można stracić kontakt z rzeczywistością, a w przypadku opisywanego bohatera to istna bułka z masłem. Tytułowy projekt otrzymał nowy body kit wykonany z włókna węglowego, ultralekkie felgi, pomarańczowy kolor nadwozia oraz czarny spojler umieszczony z tyłu. Wnętrze znakomicie dopełnia agresywną stylizację oddając w ręce nieugiętego torreadora nową kierownicę, wyścigowe fotele kubełkowe oraz elementy pokryte alcantarą i carbonem.

Gdyby tego było mało, inżynierowie firmy RENM postanowili dosyć nieśmiało, ale z wyraźnym przytupem ulepszyć serce opisywanego Lambo. Nowy układ wydechowy i przeprogramowana elektronika zaowocowały finalnie mocą od 750 do 770 KM. Tuner nie pochwalił się dokładnie uzyskanym wynikiem, ale niech obniżone zawieszenie i wydajniejsze hamulce będą świetnym zwiastunem drzemiącego w aucie powera.

To samochód w końcu czy zwierzę? Dylemat ulega pogłębieniu jeśli worek z buzującą energią, agresją oraz niepohamowanym temperamentem uzupełnimy charakterem, który ciężko jest rozgryźć. Nie bacząc jednak na podobieństwa warto zwrócić uwagę, że obie istoty wywodzą się z różnych światów. Trzymany w zagrodzie „potwór” jest żyjącym organizmem, a mechaniczny Aventador …, kawałkiem odpowiednio wygiętej blachy – ociekającej testosteronem pięćdziesięciu rozpalonych Hiszpanów, ale jednak.

Patryk Rudnicki

Leave A Comment