Opel Corsa Kaleidoscope – gra kolorów

Sposobów na spędzenie wolnego czasu może być bez liku. Niektórzy preferują słuchanie ulubionej muzyki, inni czytanie książki, a pozostali woleliby te minuty spędzić w gronie znajomych. Właściwie każdy pomysł jaki nam przyjdzie do głowy jest dobry i sensowny (no może troszkę mnie poniosło), ale będąc wśród kolegów oraz koleżanek warto zagrać w „Twistera”. Myślę, że każdy kojarzy tą zabawę i nieraz próbowaliście zamienić się w precla, żeby dotknąć odpowiedniego pola na planszy. Podobnie sprawa się ma z Oplem Corsą, który otrzymał teraz nową limitowaną wersję Kaleidoscope.

Opel Corsa Kaleidoscope - gra kolorów Opel Corsa Kaleidoscope - gra kolorów Opel Corsa Kaleidoscope - gra kolorów Opel Corsa Kaleidoscope - gra kolorów

Opisywany „mieszczuch” wyróżnia się z zewnątrz polakierowanymi na czarno lusterkami, częściowo grillem, dachem oraz 17-calowymi aluminiowymi felgami. Do tego dochodzą również chromowane końcówki układu wydechowego, delikatnie przyciemnione tylne szyby, a także dwa specjalne kolory nadwozia, które stanowią właściwie clou programu: Pepperdust i Technical Grey. Całość prezentuje się wyjątkowo uroczo i potrafi zapaść w pamięć, podobnie jak kolorowa plansza „Twistera” i nasze akrobacje przypominające ćwiczenia na lekcjach WF-u.

We wnętrzu Opel postanowił dodać małej Corsie nieco kolorytu, montując elementy o specjalnej barwie m.in. na desce rozdzielczej, drzwiach i w zegarach. Oprócz tego rozpromieniony ze szczęścia kierowca będzie mógł się nacieszyć nieco bogatszym wyposażeniem standardowym. Tytułowa odmiana Kaleidoscope jest dostępna w sumie z czterema jednostkami napędowymi: benzynowym 1.2 ecoFLEX o mocy 70 KM i 1.6 o mocy aż 150 KM oraz wysokoprężnym 1.3 CDTI (75 KM) i 1.7 CDTI (130 koni mechanicznych). Najtańszy niemiecki „kalejdoskop” kosztuje u naszych zachodnich sąsiadów 15 425 euro.

Czy opisywany Opel Corsa to trafny sposób na spędzenie wolnego czasu? Oczywiście samo kupno takiego wozu nie przysporzy nam zbyt wiele radości, bo będzie się wiązało z pewnym wydatkiem, ale myślę, że każdy kolejny kilometr za jego kierownicą uczyni naszą jazdę istną zabawą. Zadowoleni ze swojego wyjątkowego nabytku zwrócimy na ulicy uwagę przechodniów oraz pozostałych kierowców, a przewożąc swoich znajomych w kolorowej kabinie pasażerskiej z pewnością nie popadniemy w nostalgię. To tak jak z „Twisterem”, tyle że tutaj nie musimy udawać piekarskiego wyrobu, żeby zmienić bieg.

Patryk Rudnicki

1 Comments

    Leave A Comment