Maserati Gran Turismo Sport – mechaniczny Bóg

Wiara to dosyć cienki lód, po którym raczej nie warto stąpać, gdyż każdy z nas może mieć na tą kwestię zupełnie inne spojrzenie. Nie ma znaczenia czy chodząc do kościoła wychwalamy nadprzyrodzoną postać z Betlejem czy też kilku bożków czuwających nad ludźmi o różnej porze dnia i nocy – mamy prawo do własnej religii oraz zamkniętych w naszej duszy przekonań. A gdyby tak zacząć porównywać samochody do biblijnych ludzi lub wyimaginowanych postaci? Ciekawe kogo byście przypisali nowemu Maserati Gran Turismo Sport, który zostanie zaprezentowany na wystawie w Genewie …

Maserati Gran Turismo Sport - mechaniczny Bóg Maserati Gran Turismo Sport - mechaniczny Bóg

Tytułowy bohater został właśnie poddany delikatnemu liftingowi, który liczbę zmian ograniczył praktycznie do minimum. Z zewnątrz samochód otrzymał nowy przedni zderzak okraszony doskonale znanym emblematem trójząbu, popularne LED-y ciekawie wkomponowane w przednie reflektory, a także przyciemnione klosze tylnych lamp. Modyfikacje designu pozwoliły nabrać agresywnemu Maserati jeszcze więcej dynamizmu, groźnego charakteru oraz przede wszystkim sportowej włoskiej krwi, za którą tak wielu oddałoby z pewnością swoją nerkę.

We wnętrzu koncern postanowił również nie zmieniać wielu rzeczy. Potencjalny klient wykładając niemałą sumę na dealerską ladę, stanie się posiadaczem Gran Turismo Sport z nową kierownicą oraz sportowymi fotelami, natomiast pod maską będzie pracował delikatnie wzmocniony silnik. 4.7-litrowa jednostka V8 dysponuje mianowicie teraz powerem o wartości 460 zamiast 440 koni mechanicznych i z pewnością dostarczy swojemu właścicielowi niezapomnianych wrażeń za kierownicą ostrego „Włocha”.

Prezentowane Maserati jest mocniejsze, bardziej agresywne i dojrzalsze, ale jeden element pozostał ku naszej uciesze bez zmian – eksponujący swoją siłę trójząb w grillu. Może i bohater niniejszego artykułu nie potrafi się przemieszczać po wodzie ani dokonywać cudów z winem, ale śmiało aspiruje do miana wszechmocnego Posejdona.

Patryk Rudnicki

Leave A Comment