Bentley Continental GTC – z koroną pod niebem

Jeśli dysponowalibyście ogromną sumą pieniędzy, to czym chcielibyście jeździć? Bezkompromisowym Ferrari lub Lamborghini czy może ociekającym luksusem Mercedesem Klasy S? Tak naprawdę wybór byłby wtedy nieograniczony, a osobiste preferencje zeszłyby pewnie na drugi plan. A jeśli ktoś chciałby połączyć te dwa światy, czyli mieć zarówno mnóstwo emocji i komfort w jednym samochodzie? Takim wozem jest brytyjski Bentley Continental GT, który teraz doczekał się wersji bez dachu.

Bentley Continental GTC - z koroną pod niebem Bentley Continental GTC - z koroną pod niebem Bentley Continental GTC - z koroną pod niebem Bentley Continental GTC - z koroną pod niebem

Auto otrzymało przydomek GTC, a jego właściciele płócienny dach nad głową. Zastanawiające jest to, że koncern prezentuje odmianę cabrio na jesień, ale czy jest to tak naprawdę ważne? Nie sądzę, tym bardziej jak spojrzymy na opisywanego Bentley’a. Pojazd już w standardzie otrzymuje ogromne 20-calowe felgi, ale jest możliwość domówienia zamienników o cal większych.

Bentley Continental GTC - z koroną pod niebem Bentley Continental GTC - z koroną pod niebem Bentley Continental GTC - z koroną pod niebem Bentley Continental GTC - z koroną pod niebem

Trzeba przyznać, że Continental GTC prezentuje się niezwykle majestatycznie, a jego wnętrze to salon wyścielony wysokogatunkową skórą oraz materiałami najwyższej próby. Potencjalny właściciel może się ponadto cieszyć bogatym wyposażeniem i fantastycznymi osiągami. A skoro przy osiągach jesteśmy…

Pod maską „Brytyjczyka” drzemie ta sama jednostka co w wersji zamkniętej czyli 6-litrowe W12 o mocy 567 KM i 516 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Silnik połączony z 6-stopniową automatyczną skrzynią biegów, gwarantuje przyspieszenie do 96 km/h w 4,5 sekundy, zaś prędkość maksymalna wynosi ponad 300 km/h. I to wszystko może się dziać przy złożonym dachu…

Bentley Continental GTC zostanie oficjalnie pokazany podczas wrześniowej wystawy we Frankfurcie. Pierwsi szczęśliwcy, którzy złożą na niego zamówienie otrzymają swój egzemplarz jeszcze pod koniec tego roku. Szkoda tylko, że przyjemność użytkowania takiego wozu będzie dana jedynie „kasiastym” na naszym globie, bo w opisywanym wozie nawet zwykły Kowalski poczułby się jak książę William.

źródło: wł / Patryk Rudnicki

Leave A Comment