Eko, Eko …

Teoretycznie można by je produkować, ale firmy się przed tym wzbraniają. Przyjazne środowisku samochody pojawiają się na targach motoryzacyjnych jako ciekawostki. Podobno nie ma na nie popytu, a ich upowszechnienie to kwestia dalekiej przyszłości.

Podczas międzynarodowych targów motoryzacyjnych w Detroit NAIAS 2007 trzy największe amerykańskie koncerny samochodowe przedstawiły się jako zagorzali obrońcy środowiska naturalnego, choć organizacje ekologiczne przyjęły to sceptycznie. General Motors i inni wielcy producenci, znani ze swej obojętności wobec zmian klimatycznych i zanieczyszczenia środowiska, zaprezentowali w tym tygodniu w Detroit nowe rozwiązania, które pozwolą ograniczyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery. Przedstawili również nowe technologie zapowiadające poprawę wydajności energetycznej, zastąpienie benzyny olejem napędowym lub nowymi biopaliwami, a nawet wprowadzenie na rynek samochodów elektrycznych ładowanych z sieci.

General Motors zaprezentował dwa prototypy samochodów elektrycznych (rzecz jasna, takie modele jeszcze długo nie pojawią się w sprzedaży): Volt, auto napędzane akumulatorem, może przejechać 65 kilometrów, a na dłuższych dystansach musi korzystać z silnika benzynowego lub doładować akumulator; Saab Bio Power, samochód z napędem hybrydowym typu plug in, wykorzystuje połączenie energii elektrycznej i etanolu. Ford pokazał na targach inny prototyp, futurystyczny Airstream Plug In.

Producenci samochodów odwoływali się również do patriotycznych haseł lansowanych przez administrację George’a W. Busha. Zapowiadali, że pragną zmniejszyć zależność energetyczną Stanów Zjednoczonych od dostaw surowców z Bliskiego Wschodu, a także z Rosji i Wenezueli. Jednak zbieżność w czasie targów samochodowych i ogłoszenia przez Kalifornię wprowadzenia limitów na emisję dwutlenku węgla pokrzyżowała szyki koncernom. (…)

Gubernator Kalifornii Arnold Schwarzenegger należy do „nawróconych” ekologów. Jego przemiana nastąpiła po tym, jak w latach 90. reklamował hummery, spalające mnóstwo benzyny samochody terenowe z napędem na cztery koła. Teraz zapowiedział, że stacje benzynowe będą miały obowiązek wprowadzać stopniowo paliwa odnawialne, takie jak etanol, substytut benzyny pozyskiwany z różnych roślin uprawnych (w Stanach Zjednoczonych produkuje się go niemal wyłącznie z pszenicy).

Ten kalifornijski przepis bardziej utrudni życie firmom petrochemicznym niż producentom z Detroit – ci z łatwością mogą przystosować swoje pojazdy do spalania etanolu E85. Ogłoszenie nowych przepisów w tym samym czasie, gdy odbywają się targi w Detroit, przypomina jednak o niechlubnej roli, jaką dotąd odgrywały koncerny samochodowe. Choć teraz chcą uchodzić za patriotów i ekologów, General Motors i Chrysler ostro występowały przeciwko władzom Kalifornii, gdy te wprowadziły normy wymagające zmniejszenia przez pojazdy emisji dwutlenku węgla do atmosfery.

Teraz firmy z Detroit zawzięcie protestują przeciwko nowemu zaostrzeniu przepisów. Producenci uważają, że nie znajdą dostatecznej klienteli na pojazdy nieemitujące dwutlenku węgla. „Musimy zarabiać – ujął to krótko Mark Chenoby, wiceprezes Chryslera do spraw rozwoju technicznego. – Nie możemy dawać w prezencie samochodów z napędem hybrydowym, jeśli nie ma na nie popytu”. Przeczy temu przykład Toyoty. Japońska firma osiąga zyski ze sprzedaży pojazdów z napędem hybrydowym, takich jak Prius. W Detroit wschodni koncern zaprezentował nową hybrydową wersję popularnego modelu Camry.

Przed laty równie kontrowersyjne były tzw. standardy CAFE (Corporate Average Fuel Economy) określające minimalną wymaganą liczbę przejechanych kilometrów na litrze paliwa. Wprowadził je w 1975 roku prezydent Jimmy Carter po pierwszym kryzysie naftowym w latach 1973-1974. Te normy od 30 lat pozostają niezmienione. (…)

Amerykański przemysł samochodowy wykorzystuje swoje potężne lobby w Waszyngtonie, aby nie dopuścić do zaostrzenia przepisów chroniących środowisko: „Producenci odrzucają wszystkie normy twierdząc, że problem sam się rozwiąże w wyniku rozwoju technologii. Ale to jest fałszywy kierunek, zasłona dymna przeznaczona na użytek kampanii public relations” – mówi John De Cicco odpowiedzialny za strategię wobec koncernów motoryzacyjnych w ekologicznej organizacji Environment Defense.

Dotąd nie stworzono technologii pozwalającej produkować na masową skalę akumulatory do pojazdów elektrycznych zaprezentowanych w Detroit. Za to De Cicco pozytywnie ocenia fakt, że na targach pojawiło się więcej małych samochodów, a mniej wielkich pojazdów z napędem na cztery koła, spalających ogromne ilości paliwa.

Mało zachęcająco działa na producentów wspomnienie samochodów elektrycznych EV1, wypuszczonych na rynek na początku lat 90. przez General Motors. Przez jakiś czas ekologiczne auto było prawdziwym hitem. Jednak władze Kalifornii nie doceniły jego zalet i wprowadziły nawet niekorzystne dla producenta przepisy (premiujące samochody hybrydowe kosztem pojazdów elektrycznych). W odpowiedzi General Motors wycofał wszystkie EV1, które dotąd wypożyczał kierowcom na czas określony. Drogie auta zostały zamknięte w magazynach na pustyni w Arizonie, gdzie z czasem zamieniły się w złom.

źródło – La Vanguardia

Leave A Comment