Volvo XC90 Inscription D5 – AUTO TEST

12 września 2019
tekst: Patryk Rudnicki, zdjęcia: Bartosz Kowalewski
Volvo XC90 Inscription D5

"Dom Volvo"

Volvo zawiesiło poprzeczkę naprawdę wysoko. Nie, że akurat dzisiaj, tylko jakiś czas temu. Widzicie, moje randki z pojazdami szwedzkiego producenta, kończą się z reguły podobnie – przepełnia mnie zadowolenie i chciałbym powiedzieć Skandynawom z okolic Göteborga kilka pochlebnych słów. Nie zrozumcie mnie źle – samochody idealne prawdopodobnie nie zostały jeszcze zbudowane, a Volvo wcale nie wskazuje prawidłowego kierunku działań markom niemieckim. Sądzę, że jego ambicje nie zakładały nawet takiego planu, a jednak w przypadku modelu XC60 powiedziałem, że chiński kapitał został wykorzystany absolutnie znakomicie, a test XC40 dowiódł, że skład jurorski miał silne argumenty obwołując je nie tak znowu dawno Światowym Samochodem Roku. Teraz przejechałem kilka wspaniałych kilometrów z modelem XC90 i wiem, jak się czują wszyscy jego nabywcy.


Sądząc po ilości spotkanych dziewięćdziesiątek w przeciągu jednego dnia, musi być ich całkiem sporo. A tak gwoli ścisłości: spędziliśmy razem ponad tysiąc kilometrów, ale nie o dystans czy wewnętrzne rozterki tutaj chodzi. Topowy SUV szwedzkiej marki to kawał ciężkiego wozu (niecałe 2,2 tony bez kierowcy i zatankowanego paliwa), a jednak tę masę, hektary starannie wykonanego poszycia skórzanego, przestrzeni oraz dostępnego wyposażenia, udało się zamknąć w pełnej, stosunkowo lekkiej i nowoczesnej bryle. Odnoszę wrażenie, że „lepiej” sytuowany model wygląda nawet korzystniej niż wspomniane już XC60, a przecież to również bardzo proporcjonalnie narysowany samochód. Do tego recenzowana konfiguracja: szary lakier nadwozia, 21-calowe obręcze, z niewielkim profilem opony, ale do tego jeszcze wrócimy, biała, naturalna skóra Nappa i jasne drewienko. Nie wiem, czy specyfikację układał wykształcony specjalista od projektowania wnętrz, ale efekt końcowy był naprawdę zadowalający. Ciekawostka konfiguracyjna: jeśli Twoje XC90 nie jest wersją Inscription, jak testowana, lub R-Design, to prawdopodobnie nie jesteś użytkownikiem genialnego zestawu audio Bowers & Wilkins i tutaj małe rozczarowanie – bardzo podkręcony subwoofer powodował nieprzyjemny rezonans głośnika po stronie kierowcy. Co się mogło wydarzyć?



Jeśli o nieprzyjemnych kwestiach mówimy, to już pociągnę ten nieprzyjemny dla mnie temat. Samochód otrzymałem w czasie nieludzkich, afrykańskich upałów, więc temperatura w ciągu dnia sięgała wyników 30+ i najprawdopodobniej dlatego niektóre miejsca w kabinie potrafiły delikatnie potrzaskiwać, zwłaszcza podczas jazdy. Nie podejrzewam firmy Volvo, że akurat swojego topowego SUV-a potraktowała nieco po macoszemu i nie dopracowała spasowania poszczególnych materiałów. Inne modele wyraźnie pokazały, że tak nie jest, a tutaj na dokładkę mieliśmy laminowane dodatkowo przednie szyby, mięciutką skórę i brak oszczędności tudzież kiepskiego udawania. Muszę jednak odnotować, że przebieg na poziomie licznikowych 15 000 kilometrów odcisnął swoje piętno na fotelu kierowcy (sfatygowany nieco boczek i niebieskie przebarwienie), a 2-litrowy diesel, pomimo znakomitego wyciszenia kabiny, był wyraźnie słyszalny i w nieprzyjemny sposób zdradzał swoją czterocylindrową naturę. Na tym jednak króciutki rachunek sumienia kończę…



Silnik, choć z manierami sprzętu rolniczego, miał 225 koni mechanicznych i górę momentu obrotowego w postaci 470 niutonometrów, gwarantował dynamikę na odpowiednim poziomie, będąc przy tym całkiem oszczędnym (średnia z 430 kilometrów głównie drogami ekspresowymi – 7,1, a to duży SUV z napędem AWD, sporym zapasem rumaków pod maską, jeszcze większym niutonometrów i kawałkiem cielska). Do tego szybki, niesamowicie czytelny, responsywny i po zaznajomieniu całkiem intuicyjny system multimedialny z nawigacją Sensus (ekran strasznie zbiera odciski palców), panoramiczny szklany dach, raczej komfortowo, ale sprawnie działająca skrzynia Geartronic, wygodne fotele czy cudowny zapach naturalnej skóry. Poczucie obcowania z samochodem wysokiej klasy było w XC90 bardzo wyraźnie zaakcentowane. Układ kierowniczy pracował „w odpowiedni sposób”, co oznacza, że SUV-em od Volvo nie nawigowało się jak przerażająco wielkim sterowcem – zwłaszcza w trybie dynamicznym XC90 chętnie reagowało i było posłuszne ruchom kierownicy, a masa całego pojazdu jakby gdzieś była gubiona. W innych trybach natomiast, Szwedzi położyli nacisk w pierwszej linii na komfort i wygodę, co wcale nie oznaczało, że samochód zaczynał robić co mu się żywnie podobało – wystarczająca kontrola nad masą ponad 2 ton nadal była zachowana. Pewien dylemat miałem z pneumatycznym zawieszeniem, a raczej doborem odpowiednich felg. Widzicie, 21-calowe obręcze prezentowały się znakomicie, ale poprzeczne nierówności dostawały się do wnętrza – mówiąc potocznie, psując trochę błogi spokój luksusu, naturalnych materiałów i obcowania z marką premium (recepta: zamówić 20-calowe felgi). I to mnie zabolało – pneumatyka obniżała zawieszenie, by ułatwić wsiadanie i wysiadanie z pojazdu, dawała takie nieco mgliste pojęcie o przysłowiowej „jeździe na chmurce”, ale nie zrozumcie mnie źle. Ujmę to w ten sposób: działało to wszystko fenomenalnie, niemniej do poziomu Mercedesa i jego pneumatyki trochę zabrakło. Aha, i niech ktoś popracuje nad płynnością elektronicznych zegarów – to nie pierwszy raz.



Niniejsza recenzja może się wydawać nie do końca pochlebna, naszpikowana wadami, trochę ganiąca, ale to dlatego, że wobec szwedzkiej marki posiadam wygórowane wymagania i doskonale wiem, że Volvo potrafi tym wytycznym sprostać. XC90, jako topowy reprezentant SUV-ów, to samochód absolutnie znakomity. Cichy w środku, przyjazny, otulający, trochę rozpieszczający komfortem i wewnętrznym przekonaniem, że tutaj wszystko będzie działać, że samochód Cię nie zawiedzie. Przyznaję: bardzo się polubiłem z największym modelem szwedzkiego producenta, lecz nie dlatego, że oferuje LED-owe reflektory czy odpowiadający mi lakier nadwozia. W tym samochodzie ogarniał mnie spokój, przekonanie, że niczego nie muszę, a jedynie mogę. Czułem się jak w nowocześniejszej interpretacji starych wartości Volvo, które mówiły o domowym zaciszu. Nie wiem dlaczego, ale tutaj odnalazłem swój kąt, wyłącznie dla siebie. Może dlatego punkt, z którego odbierałem recenzowane XC90, nazywa się „Dom Volvo”.


Do testu otrzymałem jednak wersję sprzed faceliftingu, więc teraz możecie już zamawiać omówionego diesla w układzie miękkiej hybrydy, a moje wypociny dotyczące jednostki napędowej, nie są jakby do końca aktualne…

Patryk Rudnicki

DANE TECHNICZNE Volvo XC90 Inscription D5
Silnik / Pojemność diesel / 1969 cm3
Układ / Liczba zaworów R4 / 16
Moc maksymalna 165 kW (225 KM) / 4250 obr./min
Moment obrotowy 470 Nm / 1750-2500 obr./min
Zawieszenie przód pneumatyczne
Zawieszenie tył pneumatyczne
Napęd 4x4
Skrzynia biegów automatyczna (Geartronic), 8 biegów
Prędkość maksymalna 220 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 7,8 s
Zużycie paliwa (miasto/trasa/mieszany) wg. producenta: 6,2 / 5,4 / 5,7 l/100 km
nasz test: 9 / 7,1 / 8 l/100 km
Długość / Szerokość / Wysokość 4953 / 2008 / 1776 mm
Rozstaw osi 2984 mm
Masa własna / Dopuszczalna ok. 2130 / b.d. kg
Bagażnik w standardzie 692 l
Bagażnik po złożeniu siedzeń 1868 l
Pojemność zbiornika paliwa 71 l
EKSPLOATACJA I CENA
Gwarancja mechaniczna 2 lata
Przeglądy wg. wskazań komputera
Cena wersji podstawowej 283 700 zł (D5, Momentum)
Cena wersji testowanej ok. 399 000 zł (B5, Inscription + dodatki)

Wszelkie prawa do publikacji bez zgody redakcji zastrzeżone!