Skoda Karoq 2.0 TDI 150 KM TEST PIERWSZA JAZDA

Skoda Karoq 2.0 TDI 150

Skoda postanowiła zakończyć produkcję crossovera Yeti, który był na rynku od 2009 i w jego miejsce zaprezentować model Karoq. Dlaczego nie producent nie chciał zrobić drugiej generacji Yeti? Otóż z dwóch powodów: z jednej strony Yeti nie okazało się aż takim hitem, a z drugiej strony ze względu na nowe polityki nazewnictwa w całej grupie Volkswagena. Zobaczcie, że wszystkie crossovery i Suvy Audi zaczynają się na literę Q. W Volkswagenie natomiast jest to litera T, w Seacie litera A, a w Skodzie, litera K, gdzie do dużego Kodiaqa właśnie dołącza mniejszy Karoq.

Słowo Karoq, to podobno połączenie słów „samochód” oraz „strzała” z języka autochtonów zamieszkujących wyspę Kodiaq położoną u wybrzeży Alaski. Słowa te to kolejno KAA RAQ oraz RUQ.

Wizualnie Skoda Karoq bardzo mocno nawiązuje do swojego większego, dłuższego o 30 cm brata Kodiaqa. W zasadzie z przodu te dwa auta bardzo łatwo pomylić, główne różnice to dół zderzaka oraz nieco inny kształt oddzielnej, mniejszej części reflektora. Z tyłu jest nieco łatwiej, oba auta mają różne reflektory. Poza tym Karoq, podobnie jak inne Skody, to ładne i poprawne stylistycznie auto. Nie jest już, niestety, tak charakterystyczne jak Yeti, próżno tu szukać fajerwerków stylistycznych, ale od kilku lat Skoda prezentuje już taki styl. Ładnie i praktycznie.

Praktycznie też prezentuje się bagażnik, który jest największy w klasie i pomieści aż 521 litrów. Dla porównania, Nissan Qashqai ma 410 litrów. Kufer może też mieć kilka ciekawych rozwiązań jak np. prowadnice pozwalające przymocować bagaże. Poza tym, znajdziemy tam haczyki na zakupy, czy gniazdo pod ładowarkę. Kolejnym ciekawym rozwiązaniem jest rozkładany hak holowniczy, który otworzymy przyciskiem z poziomu właśnie bagażnika. Skoda Karoq może ciągnąć przyczepę o masie do dwóch ton.

Nie tylko bagażnik jest przestronny, również we wnętrzu znajdziemy sporo miejsca. Z przodu przy moim wzroście 186 cm mieszczę się bez problemu, a i z tyłu nie narzekam. Szkoda tylko, że z tyłu kanapa z podłokietnikiem wymaga dopłaty. Za to w opcji możemy znaleźć takie rozwiązania jak podgrzewanie tylnej kanapy, złącza USB dla pasażerów oraz, moim zdaniem, najciekawsza funkcja: 3 oddzielne fotele (nawiązanie do Yeti w którym taki system występował).

Deska rozdzielcza jest typowa dla Skody, czyli prosta i ergonomiczna. Element, który się wyróżnia to oczywiście duży dotykowy ekran, który jest wyposażeniem opcjonalnym. Największy postęp w porównaniu do Yeti to oczywiście materiały, które są znacznie lepsze, choć wciąż nie wyborne. Znajdziemy sporo twardego plastiku, ale musimy pamiętać, że to Skoda, a nie Mercedes.

Duże wrażenie robi największy dostępny ekran dotykowy, za pomocą którego obsługujemy multimedia. Ekran świetnie wkomponowano w deskę rozdzielczą, a sam system działa zaskakująco sprawnie i szybko. Grafiki związane z poszczególnymi wyborami prezentują się bardzo nowocześnie. Dodatkiem wartym rozważenia jest również ogromny panoramiczny dach, którego przednia część jest otwierana. Dzięki niemu w kabinie jest dużo jaśniej i przytulniej.

Testując Skodę trzeba powiedzieć o „Simply Clever” czyli o prostych, ale bardzo pomysłowych rozwiązaniach, których jest pełno w kabinie. Zresztą nawet na zewnątrz są takie bajery, bowiem na przykład w drzwiczkach od wlewu paliwa ukryto skrobaczkę do szyb! Poza tym w drzwiach możemy mieć małe śmietniczki oraz dedykowane miejsca na kamizelki odblaskowe. Pod fotelem pasażera ukryty jest parasol, a w tunelu środkowym miejsce idealne na telefon, pilota od garażu czy drobne pieniądze. Telefon możemy też położyć tuż za skrzynią biegów, gdzie dodatkowo opcjonalnie znajduje się ładowarka indukcyjna. Z tyłu tunelu środkowego może również znajdować się przetwornica 230 V.

Pod maską testowanego egzemplarza Skody Karoq znalazł się popularny turbodiesel 2.0 TDI, który legitymował się mocą 150 KM. Dodatkowo egzemplarz miał napęd na wszystkie koła oraz automatyczną dwusprzęgłową przekładnie DSG. Połączenie bardzo udane. Z jednej strony bardzo elastyczny i ekonomiczny silnik o całkiem niezłych osiągach – 9.3 s do 100 km/h. Z drugiej strony automat jest szybki i dzięki niemu jazda jest płynna i komfortowa. Po przełączeniu w tryb Sport, biegi są zmieniane bardzo szybko, a my możemy nieco poszaleć.

Do tego wszystkiego napęd na cztery koła. Fakt, spalanie wzrośnie nam o jakieś 0.5-1 l na każde sto kilometrów, ale trakcja jest naprawdę świetna. Jest to dołączany napęd oparty na Haldex, gdzie niemal cały moment idzie na przednią oś podczas zwykłej jazdy. Tył cały czas dostaje minimalną ilość momentu (około 4 %) tak, żeby jeszcze szybciej zadziałać w razie gdyby był pewien uślizg. Skoda Karoq to nie jest, oczywiście, auto terenowe, ale prześwit 183 mm pozwala już wjechać nieco dalej z asfaltowej drogi. Zresztą producent nawet chwali się parametrami terenowymi: kąt natarcia 19.9 stopnia oraz zejścia 27.8 stopni. Takie same parametry z takim samym prześwitem ma wersja z przednim napędem, więc jeśli nie potrzebujecie 4×4 to śmiało możecie brać taką odmianę.

Podczas jazdy Skodą Karoq pierwsze na co zwracamy uwagę to bardzo miękko zestrojone zawieszenie. Samochód mocno wychyla się na zakrętach i nieco nurkuje przy hamowaniu. Osoby o sportowym zacięciu będą nieco rozczarowane, natomiast ci, którzy szukają komfortu będą zachwyceni.

Zdziwić też mogą nieco ceny, bowiem najtańsza Skoda Karoq z silnikiem 1.0 TSI o mocy 115 KM kosztuje 90 200 zł. Fakt, nie ma najtańszego wyposażenia Active, które jest np. w Fabii czy Octavii, ale wciąż są to spore pieniądze. Konkurencyjny Qashqai w podstawie jest tańszy o ponad 17 000 zł (115 KM 1.2T – 72 500 zł)! Fakt, Japończyk ma nieco gorsze wyposażenie, ale różnica w cenie jest ogromna.

Skoda Karoq to auto dokładnie takie, jakiego się wszyscy spodziewali. Mniejsza wersja Kodiaqa, która podobnie jak on nie ma w sobie emocji, ale praktycznością bije całą konkurencję na głowę. Zresztą takie jest zadanie Skody, wygoda i praktyczność, a dopiero na dalszym planie są emocje. Gdyby tylko jeszcze ta cena była tak o 10 % niższa…