Skodą na koło podbiegunowe czyli testujemy napędy 4×4 Skody

24 grudnia 2017
Skoda 4x4 Challenge 2017

Od dłuższego czasu w Polsce zimy nie są już tak siarczyste jak dawniej. Śnieg, owszem, potrafi sypać i przez wiele dni oraz pojawiają się temperatury sięgające -20 stopni, jednak ten okres bardzo szybko znika. Zazwyczaj po kilku dniach. Są jednak regiony na świecie, gdzie jest to normą. Właśnie dlatego ruszyliśmy do Finlandii, aby przetestować auta w naprawdę ekstremalnych warunkach.

Od razu uprzedzamy, to nie była wyprawa na kołach z Polski na koło podbiegunowe. Samochody (6 z Polski, 4 z Czech) dotarły lawetą dzień przed naszym przylotem. Niestety, warunki jakie tam panowały nie pozwoliły na jazdę samochodami na zwykłych oponach, trzeba byłoby na miejscu zmieniać na gumy z kolcami, które w tamtych regionach są normą. My jednak chcieliśmy sprawdzić auta na zimowych oponach i przetestować jak zachowuje się napęd na wszystkie koła w modelach Skody. I tak też zrobiliśmy, a do jazdy mieliśmy tak naprawdę trzy modele w różnych konfiguracjach silnikowych: Octavia Scout, Karoq oraz Kodiaq. Wszystkie, oczywiście, z napędem na cztery koła.

Skoda 4x4 Challenge 2017

Skoda 4×4 Challenge 2017

Jako pierwsze w moje ręce wpadła Octavia Scout z turbodieslem 2.0 pod maską i całkiem pokaźnym stadem koni – 184. Auto naprawdę świetne, ze względu na duży komfort podróżowania przy jednoczesnych niezłych właściwościach jezdnych i znośnych właściwościach terenowych. Jak w każdej innej Skodzie napęd jest przenoszony za pomocą haldexa najnowszej generacji, czyli elektrohydraulicznie sterowane sprzęgło wielopłytkowe, zapewniające płynny rozdział momentu obrotowego na przednią i tylną oś w stosunku 96%–4% oraz 10%–90%. System może przekazać do 85% dostępnego momentu obrotowego na jedno koło (w połączeniu z EDS).

Tak to wygląda na papierze, a w rzeczywistości czuć, że dopina nam się tył. Na mocno zaśnieżonych drogach, kiedy specjalnie wprowadzaliśmy auto w poślizg, Octavia była najpierw podsterowna by w po chwili zrobić się nadsterowną. Mimo wszystko, auto bardzo łatwo się kontrolowało, a systemy bezpieczeństwa momentalnie stawiały nas do „pionu”.
Skoda Octavia Scout posiada kąt natarcia 16,6 stopnia, natomiast zejścia 14,5 stopnia. To naprawdę niezłe parametry jak na kombi, jednak na mocno zaśnieżone warunki w Finlandii to nieco za mało. Tak samo jak i prześwit 171 mm. Nie zrozumcie mnie źle, bowiem 17 cm to wystarczająco na mnóstwo zachcianek właścicieli Scoutów, ale jeśli planujecie wjechać w naprawdę duży śnieg to może być za mało. Zwłaszcza, że część dróg była przejezdna, to znaczy już wcześniej ktoś nimi jechał zostawiając wielkie koleiny. Scout być może by sobie poradził, robiąc przy tym jako pług, ale woleliśmy nie ryzykować. Szkoda tak ładnego auta.

Skoda 4x4 Challenge 2017

Skoda 4×4 Challenge 2017

Przesiedliśmy się do Karoqa, czyli najnowszego dziecka naszych południowych sąsiadów. Kąt natarcia posiada wyraźnie wyższy, to jest 19,1 stopnia, natomiast zejścia 15,6 stopnia. Egzemplarz, który wpadł nam w ręce miał manualną skrzynię biegów (Octavia była w DSG), co tylko zwiększało frajdę podczas poślizgów. Strzał ze sprzęgła i auto pięknie ustawiało się do jazdy bokiem. Tutaj napęd jest tak samo rozwiązany jak w Octavii, przez co również czuć było, że najpierw auto wychodzi przodem, a po chwili tyłem. Problemem w Karoqu w dużym śniegu była mała masa i czuć było, jak samochód mocno myszkuje po koleinach.

Tego kłopotu nie mieliśmy w największym Kodiaqu. Auto po dużym śniegu szło jak czołg. Do tego świetna charakterystyka silnika 2.0 TSI 180 KM i automatyczna skrzynia DSG. Super zestaw w trasy. Niestety, na torze było już nieco gorzej, bowiem auto jest naprawdę duże i już nie tak proste do wymanewrowania na szybkich łukach, a mieliśmy też próby ze slalomem czy jazdą na czas.

Skoda 4x4 Challenge 2017

Skoda 4×4 Challenge 2017

Przez kilka dni sprawdziliśmy napędy na wszystkie koła w miejscach, w których tak naprawdę mało kto będzie te auta użytkował. Mimo naprawdę ekstremalnych momentami warunków, Skody dzielnie radziły sobie na śniegu. Zwłaszcza, że żadne z aut nie posiadało łańcuchów czy opon z kolcami. Tylko jedno auto nie przejechało toru, ponieważ wpadło do rowu, który był niewidoczny pod śniegiem…

Czy jednak napęd na wszystkie koła ma wady? Oczywiście, bo gdyby nie miał to każde auto miałoby 4×4. Po pierwsze, auta palą minimalnie więcej. Specjalnie używamy słowa minimalnie, bowiem przy zwykłej jeździe, niemal cały moment (po 48 % na każde przednie koło) jest przekazywany na przód. Tył dołącza się automatycznie gdy energicznie przyspieszamy lub zacznie nam się ślizgać przód. W ekstremalnej sytuacji 90 % momentu może iść na tył, a na przodzie zostaje tylko 10. Na jedno koło może maksymalnie iść 85 % momentu. Kolejna sprawa to cena, bowiem za 4×4 trzeba dopłacić więcej oraz zazwyczaj więcej płacić przy serwisowaniu (więcej rzeczy do naprawy/sprawdzenia). Minimalnie gorzej również jeździ się autem po łukach, ponieważ samochód jest cięższy.

W takim razie czy potrzebujemy napędu na wszystkie koła? To pytanie zadaje sobie każdy kupujący stający przed wyborem Skody. Z jednej strony, patrząc na nasze warunki pogodowe, a na przykład takie w Finlandii to wydawać by się mogło, że 4×4 jest kompletnie zbyteczne. Zwłaszcza jak mieszkamy w mieście. Z drugiej jednak strony ta pewność i bezpieczeństwo, którą daje nam napęd na wszystkie koła warta jest dopłaty. W Skodzie w zależności od modelu należy dopłacić od 8 do 10 000 zł. Naszym zdaniem warto.

  • https://www.ucando.pl/ UCANDO

    Ciekaw jestem czy prowadzi się tak samo jak Audi z napędem Quattro czy VW z napędem Synchro. Swoją drogą fajnie tak pojeździć w takim śniegu!