MotoClassic Wrocław 2017

IMG_0859-64-62

Zamek Topacz to szczególne miejsce na polskiej mapie motoryzacyjnej. Nie tylko ze względu na mieszczące się tam prywatne Muzeum Motoryzacji Topacz, prezentujące około 130 samochodów i motocykli. Od pewnego czasu jest to przede wszystkim miejsce wyjątkowego wydarzenia – MotoClassic Wrocław.

W miniony weekend, 19-20 sierpnia, miała miejsce siódma edycja zlotu pojazdów zabytkowych MotoClassic Wrocław. Po raz kolejny wrocławski Zamek Topacz gościł pojazdy z lat 1886-1980. Tak naprawdę każdy zwiedzający mógł znaleźć coś dla siebie – 150-letnie karety, powozy konne, liczne gromady Mercedesów, BMW, Fiatów, Volkswagenów, Rolls-Royce’ów, Ferrari, Lamborghini, a nawet 5 sztuk Bugatti. Tego nie znajdziecie nigdzie indziej w kraju, w jednym miejscu! Wszystko to robiło jednakowe wrażenie na wszystkich – nawet tych, którzy z motoryzacją są na bakier. Na miejscu mogliśmy znaleźć dwie sceny. Pierwsza, na dziedzińcu, była miejscem konkursu elegancji. To tutaj mogliśmy oglądać prezentacje wyjątkowych aut, o których opowiadali sami właściciele. Na drugiej scenie – plenerowej, prowadzone były demonstracje współczesnych modeli. Niesamowicie urokliwy teren zgromadził około 300 zabytkowych wozów, praktycznie z całej Europy.

Skoro wspomniałem już o Mercedesach – VII edycja MotoClassic to także I Międzynarodowy Zlot W113 Pagoda SL Klub Polska. Obecność ponad 20 pojazdów Mercedesa Pagody uświetnił swoją obecność projektant tego kultowego modelu – Paul Bracq. W sobotę, kreślarz poprowadził specjalny wykład na temat designu.

Ale nie samymi klasykami człowiek żyje. MotoClassic Wrocław to także świetna okazja dla lokalnych dealerów, by zaprezentować najnowsze premiery szerszej publiczności. Tym oto sposobem, podczas wystawy mogliśmy poznać z bliska, wyjętego jakby z innej rzeczywistości, Lexusa LC500 czy Range Rovera Velar.

Rok 2017 jest czasem jubileuszu 50-lecia firmy Mercedes-AMG, a wrocławska impreza była świetnym miejscem, by zaprezentować publiczności szeroką gamę modeli – E63, C63, A45, AMG GTR oraz GTS, czy kilka egzemplarzy legendarnej klasy G – oczywiście w wersji 63. Wszystkie auta nie tylko dumnie prężyły swoje muskuły na postoju, a nawet od czasu do czasu rzucały soczystymi grzmotami z wydechów. Nieco w tyle, nieco schowaną, mogliśmy również podziwiać odświeżoną klasę S w wersji 350d, ale… co tu dużo mówić. Wóz ten zginął w tłumie aut oznaczonych trzema magicznymi literami.

Swoją obecność na imprezie zaznaczył także polski importer aut marki Bentley, prezentując model Mulsanne w niecodziennym kolorze oraz bardziej stonowaną Bentyagę. Jednak to Porsche „rozbiło bank”, jeśli chodzi o strefę wystawową współczesnych marek. Na stanowisku producenta ze Stuttgartu – hat trick. Zaprezentowano auta, które w szczególny sposób zapisały się nie tylko na kartach historii marki, ale całej motoryzacji. Do rzeczy! Porsche 917 – bezcenny wóz, wypożyczony prosto z Porsche Museum, którego jedna z wersji po raz pierwszy dla Porsche sięgnęła po najwyższe trofeum w legendarnym 24-godzinnym wyścigu we francuskim Le Mans. Tuż obok – makieta Porsche 919 Hybrid – samochodu wyścigowego, który aż trzykrotnie – w 2015, 2016 oraz 2017 roku zwyciężał w Le Mans. Zwieńczeniem ekspozycji było Porsche 918 Spyder – supersamochód o napędzie hybrydowym – auto, które od 2013 roku aż do dzisiaj jest najszybszym samochodem na seryjnych oponach na Północnej Pętli toru Nürburgring. Oprócz „trzech króli”, zwiedzający mieli okazję zobaczyć najnowsze odsłony topowych wersji słynnego Porsche 911 – GT3 oraz Turbo S Cabriolet.

Oprócz wyżej wymienionych, nie brakowało pachnących nowością produktów spod szyldu JLR, BMW, Alfy Romeo i wielu, wielu innych.

MotoClassic to obowiązkowa pozycja w kalendarzu osób kochających motoryzację, ale i nie tylko. To świetna lekcja historii motoryzacji dla wszystkich, a najstarsze i najrzadsze okazy są tak naprawdę na wyciągnięcie ręki i można je podziwiać w „naturalnym środowisku”. Nie w zamkniętych halach, osłoniętych grubymi szybami z każdej strony. Taka możliwość obcowania z wyjątkowymi wozami ściągnęła do Wrocławia kilkadziesiąt tysięcy zwiedzających! Do zobaczenia za rok!

Tekst i zdjęcia: Bartosz Kowalewski