Aktualności
5. edycja VAGDAY Żmigród (Sierpień 20, 2017 3:00 pm)
Aston Martin do renowacji na sprzedaż (Sierpień 19, 2017 9:28 pm)
Nissan Juke w odmianie Dark Sound (Sierpień 12, 2017 9:25 pm)
Porsche 911 na straży prawa (Lipiec 5, 2017 2:09 pm)

Mercedes E 220 d All-Terrain – AUTO TEST

25 lipca 2017
tekst: Patryk Rudnicki, zdjęcia: Bartosz Kowalewski
Mercedes E 220 d All-Terrain

Samochód a inteligencja

Pytanie trochę głupawe i z oczywistą, wydaje się, odpowiedzią: „Czy samochód – jeżdżąca maszyna naszpikowana elektroniką – może uchodzić za inteligentną?” Zagadnienie typu „czy robot okaże współczucie, kiedy Twój chomik nagle pożegna się z tym światem” – odpowiednio zaprogramowany pewnie i tak, ale czy będzie to wystarczająco szczere? 2017 rok wpisuje się już grubymi literami w automatyzację, powstałe dzięki ludzkiemu geniuszowi maszyny, które jednak wykazują sporą dozę samodzielności czy ograniczanie roli człowieka do absolutnego minimum. Postawiony w centrum tego nowoczesnego świata było mi przyjemnie, a jednocześnie czułem delikatne przytłoczenie, że testowany Mercedes robił wiele rzeczy bezbłędnie, powodując, że kręciłem jedynie skórzaną kierownicą i odpoczywałem. Ułatwienie warte każdych pieniędzy czy powolne popadanie w świadomość, że człowiek robi się elementem zbędnym? Zapraszam do recenzji Klasy E All-Terrain.


Może po kolei. W przypadku obecnej generacji Klasy E producent ze Stuttgartu obudził się niejako z letargu i dostrzegł pojazdy typu Audi A6 Allroad czy wychwalane pod niebiosa Volvo V90 CrossCountry. Najwyraźniej ktoś stwierdził, że dobrym pomysłem będzie sprzedaż podwyższonego kombi o cechach SUV-a, które otrzyma plastiki, „bojową” stylistykę i osłonę chłodnicy. Tak narodziło się recenzowane E 220 d All-Terrain – auto smukłe, nieco zaokrąglone, proporcjonalne, szalenie eleganckie (zasługa m.in. granatowego lakieru nadwozia i opcjonalnych, 20-calowych obręczy), ale i z myślą o ewentualnych szutrach. Naprawdę? Dostojnie wyglądającą Klasą E w teren? Mercedes tak zaplanował opisywany model, przy czym kierowca nieustannie jest karmiony dużą porcją luksusu. Solidny dźwięk zamykanych drzwi, znakomite wygłuszenie całej kabiny (czterocylindrowy diesel był ledwo słyszalny) oraz festiwal materiałów wykończeniowych rodem z galerii sztuki – to wszystko powodowało, że dokładnie wiedziałem gdzie się znajduję. Inna sprawa czy mnie to odpowiadało… Owszem, brązowe, skórzane wykończenie foteli, deski rozdzielczej, podłokietnika, boczków drzwi czy kierownicy stanowiło coś wyjątkowego i obrzydliwie drogiego, a przy tym znakomitego jakościowo. Z użytym tutaj drewnem środek Klasy E All-Terrain prezentował się bogato, obficie, „tłusto”, bo „luksusowo” to już słowo o nieco zbyt małym stopniu dosadności. Obiektywnie: rewelacja, wciąż nieco trzeszcząca w okolicach konsoli środkowej, ale rewelacja, subiektywnie natomiast: zbyt barokowo, ostentacyjnie i dosadnie. Kwestia gustu, lecz nie jeżeli rozmawiamy o spasowaniu.


Poza tym All-Terrain sprostał moim oczekiwaniom dotyczącym wyposażenia, a nawet zdecydowanie je przekroczył. Dwustrefowa automatyczna klimatyzacja? Banał – tutaj Mercedes rozpylał nawet swój zapach z ulokowanego w schowku dozownika, a ponadto rozbudowany system multimedialny (wymagający przyzwyczajenia COMAND), nawigacja satelitarna, LED-owe reflektory, wybór profili jazdy (Eco, Comfort, Sport, nowość czyli All-Terrain i konfigurowalny Individual), 194-konny, optymalny pod względem dynamiki i całkiem oszczędny silnik oraz cała masa elektronicznego wsparcia, która odegrała tutaj absolutnie pierwsze skrzypce…


Zacznijmy od tego, że granatową Klasę E otwierałem bez kluczyka w dłoni (co nowością nie jest), bagażnik otwierało się na cztery sposoby (z kluczyka, tradycyjnie przy klapie, za pomocą przycisku ulokowanego w przednich drzwiach lub wykonując specjalny ruch stopą pod zderzakiem, oczywiście wszystko dokonywało się elektrycznie), hak był rozkładany i składany także elektrycznie, oparcia tylnej kanapy można było (elektrycznie) złożyć z poziomu bagażnika, LED-owe reflektory automatycznie przełączały wiązkę światła na drogową (mogłoby się to odbywać nieco efektywniej, bez rażenia innych kierowców), a to był dopiero zalążek skomputeryzowania recenzowanej odmiany All-Terrain. Idźmy dalej: szalenie wygodne fotele z pełną elektryką, pamięcią ustawień, podgrzewaniem, wentylacją, aktywnym podpieraniem na zakrętach i kilkoma rodzajami masażu, trzystrefowa, wydajna klimatyzacja racząca pasażerów wspomnianym zapachem z dozownika, dwa potężne tablety (jeden odpowiadający za wskaźniki, konfigurowalny, zaś drugi od systemu multimedialnego – niestety fragment jego lewej części zasłaniała mi kierownica), cała paleta kolorów podświetlenia AMBIENTE, pneumatyczne zawieszenie każdego z kół (z możliwością zdalnego podniesienia auta w zakresie 20 milimetrów; proces automatyczny w przypadku trybu All-Terrain, w którym to nie powinniśmy przekraczać 35 km/h), Internet, touchpady na kierownicy… Lista wszystkich elementów sięgałaby długością menu nieźle prosperującej restauracji, a w rzeczywistości to Mercedes lepiej by prosperował, zaś cała litania systemów przyprawiałaby o znużenie. Mówiąc jednak o Klasie E nie sposób pominąć kwestii ultrawygodnego podróżowania, a to bezpośrednio łączy się z jej wysokim zaawansowaniem…


Znakomite wyciszenie oraz wygoda płynąca z pneumatyki to jedno, ale na tym umiejętności odprężające Mercedesa się nie kończą. Zamykamy drzwi, zapinamy pas, auto samodzielnie dopasowuje wspomniany pas do naszego ciała, guzikiem uruchamiamy wysokoprężną jednostkę i kulturalnie wytaczamy się z miejsca parkingowego. Automatyczna skrzynia o dziewięciu przełożeniach (9G-TRONIC) stara się aksamitnie żonglować biegami, wychodzi jej to całkiem nieźle, bez szarpnięć, choć czasami trochę bezsensownie przeciąga niektóre biegi nie pozwalając jechać dostojnemu kombi momentem obrotowym (przy 140 km/h jest mniej więcej 1800 obr./min, a spalanie w okolicach 7,5 litra na 100 kilometrów), a systemy pokładowe rozpoczynają mocną gehennę. Mamy kontrolę pasów, martwego pola, funkcję zapobiegającą kolizjom czy fantastyczny wręcz aktywny tempomat, który nie tylko dostosowuje prędkość do samochodu znajdującego się przed All-Terrainem, ale również, dzięki „czytaniu” znaków drogowych, do „prawnych” warunków na drodze. Ani razu Mercedes się nie pomylił – gdzie było 70 km/h tam podniesione kombi zwalniało do 70 km/h, w terenie zabudowanym jechało 50 km/h i nie pozwoliło się złapać na duo w postaci ograniczenia do 70 i małej tabliczki dotyczącej ciężarówek. Na drogach szybkiego ruchu to odprężający zalążek autonomicznej jazdy…


Jak zatem podsumować ten festiwal okablowania, elektroniki, wygody i luksusu? Właśnie tak. Mercedes pierwszy raz zbudował podwyższone kombi na bazie szalenie zaawansowanej Klasy E mając dzięki temu znakomitego rywala dla A6 Allroad czy V90 CrossCountry. Z pewnością nie byłbym targetem dla włodarzy koncernu ze Stuttgartu jeżeli chodzi o wersję All-Terrain czy Klasę E w ogóle – testowany egzemplarz był dla mnie zbyt ostentacyjnie wykończony, a cyfrowe zegary, mimo fantastycznej czytelności oraz rozdzielczości, nie trafiały w mój gust (nie chodzi o formę w Mercedesie – cyfrowe zegary uważam zwyczajnie za trochę zbędny, efektowny, ale zbędny gadżet). Muszę za to docenić stopień wygody, znowu – odprężenia i luksusu jakie oferuje ten samochód. Sformułowanie „samochód wielozadaniowy” można rozpatrywać w kategorii oksymoronu, jednak Klasa E All-Terrain rzeczywiście taka jest. Całkiem praktyczna, obrzydliwie rozpieszczająca pasażerów, technologicznie zaawansowana z funkcjami, które naprawdę działają, dzięki znakomitemu układowi kierowniczemu bardzo dobrze się prowadząca, ale nie sportowa – tryb Sport mógłby w tym samochodzie nie istnieć. Powołaniem All-Terraina jest bycie maszyną wynagradzającą trud i zaangażowanie w prowadzenie działalności gospodarczej, dlatego to wygoda jest w tym przypadku najistotniejsza, a możliwości wypływające z końcówki All-Terrain stanowią wartość dodaną. Pojazd nie bez wad (nadal nie mogę zrozumieć spasowania materiałów w kosztującym tyle pieniędzy samochodzie…), z poziomem elektroniki zahaczającym delikatnie o absurd, ale to nie wada – tego wymagają klienci Mercedesa. Świetny, wygodny samochód, a czy wart takich pieniędzy – niech każdy oceni indywidualnie.






DANE TECHNICZNE Mercedes E 220 d All-Terrain
Silnik / Pojemność diesel / 1950 cm3
Układ / Liczba zaworów R4 / 16
Moc maksymalna 143 kW (194 KM) / 3800 obr./min
Moment obrotowy 400 Nm / 1600-2800 obr./min
Zawieszenie przód Mehrlenker
Zawieszenie tył Mehrlenker
Napęd 4x4
Skrzynia biegów automat, 9 biegów
Prędkość maksymalna 231 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 8 s
Zużycie paliwa (miasto/trasa/mieszany) wg. producenta: 5,6 / 5,1 / 5,3 l/100 km
nasz test: 9,0 / 6,8 / 7,5 l/100 km
Długość / Szerokość / Wysokość 4947 / 2065 / 1475 mm
Rozstaw osi 2939 mm
Masa własna / Dopuszczalna 1900 / 2570 kg
Bagażnik w standardzie 640 l
Bagażnik po złożeniu siedzeń 1820 l
Pojemność zbiornika paliwa 66 l
EKSPLOATACJA I CENA
Gwarancja mechaniczna 2 lata
Przeglądy wg. wskazań komputera
Cena wersji podstawowej ok. 204 146 zł
Cena wersji testowanej 433 448,96 zł (E 220 d All-Terrain + dodatki)

Wszelkie prawa do publikacji bez zgody redakcji zastrzeżone!