Smart Fortwo Cabrio prime 0.9 TCe 90 KM – AUTO TEST

21 marca 2017
tekst: Patryk Rudnicki, zdjęcia: Bartosz Kowalewski
Smart Fortwo Cabrio prime 0.9 TCe 90 KM

Kurczak

Pszczółka, maleństwo, kurczaczek, pokemon, żółte Pikachu. Można robić sobie żarty dotyczące jego wielkości, aparycji czy codziennej użyteczności. Można drwić mówiąc, że nieco mocniejszy podmuch wiatru grozi niebezpieczeństwem przewrócenia się, że kooperacja z ciężarówkami na drodze przypomina szkolną grę komputerową, a połączenie dwupasmowych dróg z wyższą prędkością to w osiemdziesięciu procentach gotowy przepis na odpoczynek w trumnie. Warto tak bezprecedensowo szydzić? Trochę tak, ale w pierwszej kolejności polecam krótką jazdę próbną…


Samochód testowy jaki finalnie trafił w moje kilkudniowe posiadanie mierzył 2695 milimetrów długości, ważył zabawne 980 kilogramów, posiadał hamulce bębnowe z tyłu, a jego bak paliwa mieścił zaledwie 35 litrów benzyny. Chyba zdążyliście się zorientować co stanęło… Właściwie to nie na parkingu ze specjalnie wyznaczonymi do tego celu liniami, a gdzieś pomiędzy innymi samochodami. W przypadku Smarta Fortwo (starego czy nowego – nie ma znaczenia) baczne skupienie, momentami czasochłonne poszukiwania i wytężona uwaga nabierają innego znaczenia. Trochę się dziwię, że ten czterokołowy instytut dobrego humoru w ogóle nosi miano samochodu. Parkowanie nowego Fortwo czy zawracanie nim przypomina wychylenie kubka z ciepłą herbatą – jest dziecinnie łatwe, jednak należy to robić z głową, by nikogo przypadkiem nie zaskoczyć, np. parkować bliżej przedniej krawędzi „upatrzonej” luki. Zawracanie Smartem odbywa się niemal w miejscu, natomiast standardowe miejsce parkingowe galerii handlowej spokojnie pomieści… Dwa takie pojazdy. Celowo skupiłem się na tak błahych, codziennych manewrach, bowiem produkt Mercedesa udowadnia, że mogą one być kompletnie bezproblemowe, a nawet i przyjemne. Wykonamy je niemal wszędzie i to bez specjalnego wytężania naszej muskulatury. No dobrze, ustaliliśmy, że jakiekolwiek manewry za lekko pracującą kierownicą Smarta należą do woreczka z napisem „bułka z masłem”, a co z resztą?


O czymkolwiek nie powiemy, jedno należy do tzw. pewniaków – uśmiech nie będzie schodził nam z twarzy… No prawie, ale o tym nieco później. Konfiguracja testowanego egzemplarza podkreślała iście zabawkowy charakter maleńkiego wozu i mówię nie tylko o stylistyce (ta, dzięki połączeniu szarego matowego i żółtego lakieru z czarnymi felgami wersji prime, budowała, jakby to określić, pozytywne wrażenie oraz wywoływała niewymuszony grymas uśmiechu na twarzy). Wnętrze recenzowanego samochodu przypominało trochę zamkniętą kulę, miejsce delikatnego odosobnienia, w którym całkiem przyjemnie upływał czas i z którego bacznie można było obserwować przemieszczające się, pełne kolorytu miejskie życie. Przestrzeni w środku nie było zbyt wiele, brakowało praktycznego podłokietnika, zaś łokieć męczyło twarde pokrycie drzwi. W ogóle materiały wykończeniowe, otwory wentylacyjne i sam kluczyk nie należały do wysokiej ligi jakościowej, ale też tego po Smarcie byśmy chyba nie oczekiwali. Wręcz przeciwnie – zastane plastiki oraz cały anturaż stylistyczny były elementami spodziewanymi, a przy tym dostarczającymi interesujących wrażeń. Komputer pokładowy wyświetlał najbardziej potrzebne informacje (pomijając zasięg), system multimedialny przejęty z francuskiego Renault (podobnie jak sterowanie lusterkami zewnętrznymi) wyposażono w nie do końca „poważną” grafikę, nawigację satelitarną TomToma i wymagającą przyzwyczajenia obsługę, a obracając się widziałem praktycznie tylną szybę. Osobliwe uczucie – zająć miejsce na skórzanym (!) i podgrzewanym (!) fotelu, który na dłuższych dystansach okazywał się niespecjalnie komfortowy, rozejrzeć się i z niewytłumaczalną satysfakcją stwierdzić, że siedzimy w motoryzacyjnym narzędziu do łapania kreskówkowych pokemonów, i to jest fajne! Osobliwa jest również sama jazda Smartem Fortwo…


Do sprawdzenia trafiła odmiana cabrio z elektrycznie otwieranym, materiałowym dachem, ale tutaj pojawiło się duże rozczarowanie – spokojnie, Panie Marketingowcu, nie dachem, a beznadziejną wręcz pogodą. Kilka dni upłynęło pod znakiem siąpiącego deszczu ze śniegiem, porywistego wiatru i niezbyt sprzyjającej temperatury. Jakie to więc uczucie przemieszczać się malutkim Fortwo z rozłożonym kawałkiem materiału? Otóż mogę Wam powiedzieć jak to jest stać żółtym Smartem bez dachu w tunelu – pomijając różne zapachy, na głowę może zlecieć solidna kropla wody, ale trochę się zagalopowałem. Kilkanaście kilometrów udało się pokonać bez tkaniny nad głową, jednak w mgnieniu oka robiło się zimno i tyle pozostało radości z delikatnego wiatru we włosach. Skupiając się jednak na funkcjonowaniu niemieckiego maleństwa w gąszczu innych pojazdów…


Ciężarówki są potężne, autobusy wcale niemniejsze, furgony w postaci Fiata Ducato nadal ogromne, limuzyny duże, Volkswagen Golf spory. Właściwie to nie licząc rowerzystów jesteśmy najmniejsi oraz najbardziej filigranowi (przypomnę – masa to 980 kg), co nie znaczy, że trudno nas zauważyć… I tak łatwo przegonić. Za moimi plecami „prykał” bowiem trzycylindrowy efekt kooperacji Mercedesa z Renault – 0.9-litrowe TCe oddające w użytek całkiem niezłe 90 koni mechanicznych. Absurdalnie niska masa, „fistaszkowe” wymiary, napęd na tylne kółka i 6-biegowy „automat” skutkowały całkiem żwawym nabieraniem prędkości oraz wystarczająco efektywnym poruszaniem się po dużym mieście – i takie przeznaczenie najlepiej jest przypisać filigranowej, słodkiej Mambie. W trasę również możemy wyjechać, ale trzeba pamiętać o pędzących z naprzeciwka ciężarówkach, mocno trzymać kierownicę przy dającym się we znaki wietrze i nie podróżować z wysokimi prędkościami. Poza tym śmiało możemy oddawać się uciesze dynamicznego jeżdżenia Fortwo – z naprawdę przyzwoitym wyposażeniem (m.in. zestawem audio od firmy JBL, wspomnianą nawigacją, LED-owymi światłami do jazdy w dzień czy podgrzewanymi: fotelami, przednią i tylną szybą), „sportowym” trybem skrzyni biegów, plastikowymi łopatkami za kierownicą czy sztucznie generowanym buczeniem wydechu pod obciążeniem.


Smart Fortwo nie jest dla każdego i wcale nie mówię o cenie recenzowanego egzemplarza, która dobijała do absurdalnych 95 000 złotych. Oczywiście świadczy to o przynależności tytułowej marki do niemieckiego Mercedesa (a nie tylko solidny dźwięk zamykanych drzwi), lecz nie przez pryzmat kontraktowych zawiłości winniśmy na malutkiego bohatera patrzeć. Ten samochód zapada w pamięć – połączeniem „surowo” pracującego zawieszenia z kulturą jazdy po aglomeracji miejskiej, bogatego wyposażenia z obsługiwaną za pośrednictwem suwaka klimatyzacją czy wreszcie charakterystycznym pulsem jakie wydaje całe otoczenie. Mamy poczucie, że znajdujemy się w odizolowanej, własnej i malutkiej przestrzeni, a jednocześnie doskonale słyszymy przyspieszające BMW serii 3 czy trąbiącego Rovera 75. Tutaj wciąga nie tyle sama jazda, co charakter i otoczka przez ogromne „O” jakich dostarcza malutkie Fortwo. Jest drogie, ale pełnoprawne zabawki mają prawo takie być, przy czym Smart rzuca trochę inne światło na znaczenie tego słowa. Wbrew pozorom to maleńki samochodzik ze sporym wachlarzem możliwości.





DANE TECHNICZNE Smart Fortwo Cabrio prime 0.9 TCe 90 KM
Silnik / Pojemność benzyna / 898 cm3
Układ / Liczba zaworów R3 / 12
Moc maksymalna 66 kW (90 KM) / 5500 obr./min
Moment obrotowy 135 Nm / 2500 obr./min
Zawieszenie przód kolumny McPhersona
Zawieszenie tył oś De Dion
Napęd tylny
Skrzynia biegów automat, 6 biegów
Prędkość maksymalna 155 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 11,7 s
Zużycie paliwa (miasto/trasa/mieszany) wg. producenta: 4,9 / 3,8 / 4,2 l/100 km
nasz test: 8,5 / 6,4 / 7,5 l/100 km
Długość / Szerokość / Wysokość 2695 / 1663 / 1552 mm
Rozstaw osi 1873 mm
Masa własna / Dopuszczalna 995 kg / -
Bagażnik w standardzie 260-340 l
Bagażnik po złożeniu siedzeń -
Pojemność zbiornika paliwa 35 l
EKSPLOATACJA I CENA
Gwarancja mechaniczna 2 lata
Przeglądy co 20 tys. km lub co rok
Cena wersji podstawowej 55 505 zł (1.0 l 71 KM)
Cena wersji testowanej ok. 95 000 zł (prime 0.9 TCe 90 KM + dodatki)

Wszelkie prawa do publikacji bez zgody redakcji zastrzeżone!