Skoda Citigo 1.0 MPI 75 KM TEST

22 lutego 2017
tekst: Bartosz Kowalewski, zdjęcia: Bartosz Kowalewski
Skoda Citigo 1.0 MPI 75 KM

Bez kompleksów

Jest częstym przedmiotem nieśmiesznych żartów i drwin, a przez niektórych nie zasługuje nawet na określenie mianem samochodu. Bo małe, bo kwadratowe, bo trzy cylindry, bo Škoda. Co ciekawe, wszystkie te rzeczy mówią osoby, których kontakt z dzisiejszym bohaterem najprawdopodobniej ogranicza się wyłącznie do mijania na ulicy. Skąd biorą się te określenia i czy mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością? Nie wiem, ale się dowiem!

Rodzina VAG’owskich trojaczków, w postaci Volkswagena Up!, Škody Citigo i Seata Mii, jest z nami od 2011 roku i patrząc po naszych drogach, całkiem dobrze zadomowiła się (może poza Mii) na polskim rynku. Testowana dziś Skoda Citigo w ubiegłym roku przeszła pierwszą delikatną kurację odmładzającą. Nie była ona tak hucznie promowana jak np. w bratnim Up!ie, bo zmian było znacznie mniej, ale jednak należy uwzględnić ten fakt. Z zewnątrz jedyną nowością są zmodyfikowane przednie reflektory, które zyskały światła do jazdy dziennej w technologii LED – w każdej wersji wyposażenia. Więcej dzieje się w środku – odświeżona deska rozdzielcza ze zmodernizowaną tablicą wskaźników oraz nowym radiem wyposażonym w 5-calowy wyświetlacz. Nowością jest również… parasol, ze specjalnym schowkiem. Tak, Citigo pozazdrościła doroślejszemu Superbowi i pod przednim siedzeniem pasażera znajdziemy ten niezbędnik deszczowych dni. To na tyle. Pod maską – bez zmian. Co ciekawe, w dniu odbioru naszego auta testowego, Škoda zaprezentowała kolejny lifting tego modelu, który tym razem przyniósł nieco więcej zmian na zewnątrz. Co za zbieg okoliczności! Skupmy się jednak na tym, co stoi na naszym redakcyjnym parkingu.

Z zewnątrz, maleństwo z Mladá Boleslav… no cóż, nie powala. Do bólu prosta, kanciasta bryła, w podstawowych wersjach wyposażeniowych, można by rzec, że wręcz odstrasza. Co prawda możliwości konfiguracji, dostępność ciekawych barw lakieru oraz dodatków poprawia w znaczącym stopniu wygląd małej Czeszki, jednak cały czas na próżno tu szukać stylu i uroku znanego choćby z Fiata 500. Ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Tutaj liczy się przestrzeń wewnątrz oraz jak najlepsze wyczucie bryły zza kierownicy, by jak najefektywniej wykorzystać każde wolne miejsce w centrum miasta.

Wsiadamy! Pierwsze wrażenia w środku są naprawdę dobre – plastiki nie straszą jakością oraz spasowaniem, całość wygląda po prostu solidnie. Goła blacha na boczkach drzwiowych nie powoduje uczucia skrajnej oszczędności, a wręcz przeciwnie – nieźle komponuje się z całością i ożywia cały projekt. Do pełni szczęścia ozdobny panel na desce rozdzielczej powinien być lakierowany w kolorze nadwozia. Testowana dziś Škoda to najbogatsza wersja Style, uzupełniona nie tylko o nowe radio z kolorowym wyświetlaczem, które wyraźnie wprowadza ducha nowoczesności do wewnątrz (a za sprawą 6 głośników przyjemnie gra), ale także opcjonalną klimatyzację automatyczną, podgrzewane fotele czy specjalny uchwyt na smartfon umieszczony na szczycie deski rozdzielczej. Jest prosto, do bólu czytelnie i funkcjonalnie. Miejsca jest tutaj zaskakująco dużo – zarówno na wysokość jak i szerokość. Z przodu, za sprawą wygodnych foteli, komfortowo mogą podróżować dwie dorosłe osoby (nawet dwumetrowcy) i nie będzie uczucia jakiegokolwiek ścisku, ciasnoty, czy trącania łokciami. Nieco gorzej sytuacja rysuje się z tyłu, ale nie jest dramatycznie. Mając 185 cm wzrostu, siadam „za sobą” bez większego problemu – ilość miejsca na nogi nie rozpieszcza, a miejsca nad głową jest jeszcze dużo. Na krótkie dystanse – w sam raz. W dalszą podróż – będzie ciężko. Gdy z przodu posadzimy dwumetrowca, to przestrzeń na nogi dla pasażerów tylne kanapy tak naprawdę przestaje istnieć. Warto uwzględnić, że Škoda Citigo zarejestrowana jest na cztery osoby, a nie pięć! Pamiętajmy o tym, chcąc podrzucić gromadkę dzieciaków na urodzinowe przyjęcie na drugim końcu miasta.

Miłym zaskoczeniem Citigo jest bagażnik. Niezabudowana plastikami przestrzeń jest krótka, ale głęboka i pomieści 250 litrów bagaży. W sam raz na większe zakupy czy dwutygodniowy zapas ekogroszku dla jednorodzinnego domu. Pod podłogą – niespodzianka! Pełnowymiarowe koło zapasowe. Po złożeniu siedzeń nieregularny kufer pomieści około 950 litrów. Patrząc po sylwetce Skody, spodziewałem się znacznie gorszych wyników.

Sercem pompującym benzynę pod pudełkowatą karoserią Citigo jest trzycylindrowy, litrowy silnik MPI o mocy 75 KM dostępnych przy 6200 obrotach na minutę oraz momencie obrotowym wynoszącym 95 Nm, dostępnych wysoko – od 3000 do 4300 obrotów na minutę. Całość przekazywana jest na przednią oś za pośrednictwem 5-biegowej, manualnej, skrzyni biegów. W dobie wszędobylskiego wyścigu na coraz większe moce zamknięte w coraz mniejszych autach, takie wartości nie robią na nikim żadnego wrażenia. Czasem nawet wywołują śmiech i politowanie. Ale nie w tym przypadku. Tutaj te parametry w zupełności wystarczają, by sprawnie napędzać ważącą nieco ponad 850 kg Škodę. Pierwsze „setka” co prawda pojawia się po 13,2 s, ale wrażenia z jazdy zdają się mówić, że jest znacznie lepiej. Podczas przemieszczania się w mieście samochód bardzo ochoczo nabiera prędkości, ma niezłą elastyczność na pierwszych trzech przełożeniach i w zasadzie nie mogę pod tym względem czegokolwiek zarzucić. Mała pojemność daje się we znaki dopiero, gdy próbujemy przyspieszyć na 4 lub 5 biegu, gdzie elastyczność… kuleje. Sytuację znacznie poprawia redukcja do „trójki”, gdy rosną obroty, auto wyraźnie odżywa i po prostu ma ochotę jechać. W gruncie rzeczy, skrzynia biegów mogłaby być pozbawiona „czwórki” – podczas jazdy bardzo często opuszczałem ten bieg. Rozpędzałem się do żądanych prędkości na 3 przełożeniu i od razu przepinałem na „piątkę”. Było to zdecydowanie wygodniejsze i sprawniejsze niż ciągłe wachlowanie lewarkiem. Sam drążek skrzyni biegów pracuje bardzo lekko, ma stosunkowo krótki skok, a kolejne przełożenia wbijane są lekko i przyjemnie – typowo w miejskim wozie. Ważną zasługę w tym ma też sprzęgło, które stawia lekki opór tak, by nie męczyć nogi podczas jazdy w korku.

Przed testem Citigo miałem mnóstwo obaw odnośnie kultury pracy trzycylindrowego silnika zamontowanego pod maską. Szczególnie, że cały czas w pamięci tkwią mi traumatyczne doświadczenia z jazdy autami grupy VAG z jednostką o pojemności 1.2 litra i mocy 54 KM, czy trojaczkami z Kolina pierwszej generacji: Citroënem C1, Peugeotem 108 i Toyotą Aygo, wyposażonymi w benzyniaki o pojemności 998 ccm. Wibracje przenoszone do kabiny, uciążliwy hałas w środku jak i na zewnątrz w autach wyposażonych w te motory to po prostu koszmar. Zero jakiejkolwiek kultury pracy. W Citigo jest nieco lepiej. Jasne, silnik generuje dźwięk charakterystyczny dla trzycylindrówek, ale jest on jakby mniej uciążliwy niż było kiedyś. Rano, po nocce spędzonej pod chmurką, przy ujemnych temperaturach, w kabinie wyraźnie słychać z czym mamy do czynienia, ale jest lepiej niż we wcześniej wymienionych. Jednostka bardzo szybko osiąga temperaturę roboczą, po czym wyraźnie nabiera kultury pracy i na wolnych obrotach, wewnątrz, jest tylko delikatnie słyszalna. Podczas jednostajnej jazdy nie dokucza podróżującym, a jedynie podczas przyspieszania słychać charakterystyczny warkot. Niepożądanych wibracji udało się w znaczącym stopniu pozbyć, choć wciąż występują. Jest nieźle, ale do czterocylindrowych silników jeszcze kawałek drogi. Podczas jazdy z przepisowymi prędkościami wnętrze jest dosyć dobrze wyciszone-poziom głośności nie wybija się specjalnie ani na plus, ani na minus. Tocząc się powoli w mieście denerwować może jedynie szum dochodzący z hamulców podczas zatrzymywania.

Spalanie? W mieście wynik oscylował w okolicy 6-6,5 litra na „setkę”. W dynamicznym cyklu mieszanym (z naciskiem na dynamiczny) było to 5,8. W trasie, Citigo udało mi się zejść do poziomu równych pięciu litrów z pełnym bakiem, kompletem osób na pokładzie, nie przekraczając bariery 100 km/h. Zwiększenie prędkości do 120 km/h, przy takim samym obłożeniu, podniosło ten wynik o jeden litr. Średnio w teście mała Czeszka potrzebowała 5,45 litra na każde sto kilometrów, ustalając zasięg na poziomie 550 km na jednym tankowaniu.

Prowadzenie? Bardzo przyjemne – posłuszne, neutralne i komfortowe. O dziwo, nawet podróżując z prędkościami autostradowymi! Duet w postaci układu kierowniczego i zawieszenia świetnie uzupełnia się na co dzień. Kierownica pracuje lekko (ale bez przesady), posiada odpowiednie przełożenie i nie ma żadnych opóźnień w przekazywaniu informacji na przednie koła. Zawieszenie miękko i sprężyście wybiera wszelkie nierówności, choć tylna oś mogłaby być lepiej wyciszona – przy większych nierównościach słychać jej pracę. W zakrętach nadwozie wyraźnie wychyla się na boki. Siedząc za kółkiem w opanowaniu pomagają wystarczająco trzymające fotele. Sytuacja zmienia się, gdy na pokład zabierzemy komplet osób lub po prostu wrzucimy około 75 kg ładunku do bagażnika. Komfort podróżowania spada – auto traci pewność prowadzenia, zaczyna „pływać” oraz gorzej wybiera nierówności. Źle jest wtedy także w nieco szybciej pokonywanych zakrętach – moim zdaniem nadwozie zdecydowanie zbyt mocno wychyla się na boki i odnoszę wrażenie, że cała konstrukcja mogłaby być sztywniejsza.

Skąd bierze się ta cała fala hejtu wylewana na to maleństwo? Przez tydzień jazdy tym autem co dzień zachodziłem w głowę – o co tutaj chodzi? Co mi umyka? Czego nie widzę, a hejterzy widzą? Jakich wpadek nie jestem w stanie zauważyć? Po teście stwierdzam, że duża część opinii, które możecie usłyszeć/przeczytać o trojaczkach z niemieckiego koncernu jest po prostu wyssana z palca. Ciężko mi się do czegoś konkretnego przyczepić… silnik jest charakterystyczny na swój sposób, ale to nie wystarczy, by całkowicie go skreślić. Komfort jazdy spada po obciążeniu, ale co z tego? Ile razy w życiu widzieliście takie auto obłożone kompletem pasażerów? No właśnie.

Bazowe Citigo w wersji Style z najmocniejszą jednostką o mocy 75 KM i manualną skrzynią biegów startuje od 43 950 PLN – rozsądnie. Nasz egzemplarz testowy doposażony w tempomat (1200 PLN), przyciemnione tylne szyby (300 PLN), podgrzewane przednie fotele (800 PLN), automatyczną klimatyzację (1200 PLN), uchwyt na smartfon (500 PLN), białe felgi aluminiowane (1150 PLN) oraz kilka innych gadżetów szybko podniósł tę kwotę do 52 300 PLN. Sporo, wchodząc tym samym na poziom cenowy aut segmentu B. Jednak na ostateczną kwotę katalogową warto brać odpowiednią poprawkę – dealerzy tej marki są skorzy do wysokich rabatów, oferując przy tym bardzo korzystne warunki finansowania.

Skoda Citigo 1.0 75 KM to dojrzały, dopracowany miejski wóz. Świetnie odnajduje się w zatłoczonej dżungli, jeździ się nim lekko, tanio i bezstresowo, a dzięki prostej bryle nadwozia jest łatwy prosty w parkowaniu i „wyczuciu” co ma niebagatelne znaczenie w tej klasie. Co więcej, pozwolę sobie nawet na stwierdzenie, że wóz daje kierowcy pewną frajdę z jazdy – na swój miejski sposób. O ile w trasie Citigo okaże się niezłym środkiem transportu dla dwóch osób, o tyle w komplecie… lepiej nie wybierać się zbyt daleko. Wtedy musicie pamiętać o odpowiednim planowaniu manewrów na drodze oraz pogodzić się ze spadkiem komfortu – nie tylko w kwestii ilości miejsca wewnątrz, ale przede wszystkim zachowaniu auta pod ciężarem. Jestem w stanie przymknąć oko na te wady i chętnie widziałbym takie maleństwo na co dzień w swoim garażu obok niecodziennej, weekendowej zabawki.

DANE TECHNICZNE Skoda Citigo 1.0 MPI 75 KM TEST
Silnik / Pojemność benzyna / 999 cm3
Układ / Liczba zaworów R3 /12
Moc maksymalna 75 KM / 6300 obr/min
Moment obrotowy 95 Nm / 3000 obr/min
Zawieszenie przód kolumny MacPhersona
Zawieszenie tył belka skrętna
Napęd przedni
Skrzynia biegów manualna, 5 biegów
Prędkość maksymalna 171 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 13,2 s
Zużycie paliwa (miasto/trasa/mieszany) 6,3 / 5 / 5,8 (l/100 km)
Długość / Szerokość / Wysokość 3563 1641 / 1478 mm
Rozstaw osi 2420 mm
Masa własna / Dopuszczalna 854 / 1290 kg
Bagażnik w standardzie 234 l
Bagażnik po złożeniu siedzeń 700 l
Pojemność zbiornika paliwa 35 l
EKSPLOATACJA I CENA
Gwarancja mechaniczna 2 lata
Przeglądy według wskazań komputera
Cena wersji podstawowej 35 9 70 zł (5-drzwiowy, 1.0 60 KM, Ambition)
Cena wersji testowanej 52 000 zł (5-drziowy, 1.0 75 KM, Style + dodatki)

Wszelkie prawa do publikacji bez zgody redakcji zastrzeżone!