Mazda MX-5 ND 2.0 – TEST

22 stycznia 2017
tekst: Łukasz Kamiński, zdjęcia: Bartłomiej Urban
Mazda MX-5 ND 2.0

Dla wybrańców

Mazda MX-5, choć liczy sobie już przeszło ćwierć wieku, wciąż pozostaje samochodem dla wybrańców. Dlaczego? Nie chodzi tu z pewnością o pieniądze, bo samochód ten kosztuje tyle, ile dobrze wyposażony Volkswagen Golf. Bardziej rodzi się tu kwestia interpretacji charakteru tego auta – co prawda wraz z nadejściem najnowszej odsłony, Mazda zażegnała nieco wydźwięk mało męskiego samochodu, ale przypinana łatka pozostała z tyłu głowy i zdaje się, że to największy problem MX-5. Chyba zresztą jak i każdego roadstera.

Przepis na Mazdę MX-5 jest prosty. Banalna konstrukcja, która pracuje na granicach tego, na co pozwoli fizyka. Sprawdza się to od ponad dwóch dekad i zdaje się, że to właśnie dzięki temu japoński roadster jest nieustannie bestsellerem sprzedaży jeśli chodzi o ten segment. Ludzie uwielbiają coś, co przyprawia uśmiech na ustach, a MX-5 takie właśnie jest od samego początku. Nie ma osób, które jej nie lubią – można jej co najwyżej nie ubóstwiać. A ten, kto będzie miał okazję przejechać się, zwłaszcza najnowszą odsłoną MX-5, być może nawet i połknie bakcyla. W moim przypadku rzadko kiedy się to udaje, bowiem wzrost nie pozwala mi na zbyt wiele, choć budowa ciała i tak zaskakuje, bowiem nawet niższe osoby niż ja często nie mieszczą się w jej wnętrzu. Ja jestem wręcz szyty na miarę MX-5, albo odwrotnie, w każdym razie rozmiarami pasujemy do siebie jak ulał.

Z zewnątrz auto wygląda teraz dużo bardziej bojowo w porównaniu do poprzednich generacji. Pojazd zyskał na atrakcyjności i dystyngowaniu, choć co ciekawe – zmalał względem dotychczasowych odsłon MX-5. Nawet wnętrze jest mniejsze! Na szczęście pojawiło się w nim sporo dobra zaczerpniętego z innych, większych modeli, dzięki czemu w cywilizowanych warunkach można eksploatować tego roadstera. Oczywiście cały rok. MX-5 ma to do siebie, że dzięki niskiej wadze (1000 kg) oraz odpowiedniemu rozkładowi masy, nie potrafi nienaturalnie zaskoczyć kierowcy, nawet na lodzie. Rzadko kiedy można tak skutecznie wlepić oklepany dopisek „jedzie jak po szynach” – tu tak jest naprawdę.

A zabawa? To coś, co uwielbia sama Mazda i czym zaszczepia każdego, kto tylko dotknie jej kierownicy. Ta swoboda, z jaką potrafi pokonać każdy zakręt delikatnym (lub mniej) slajdem jest godna podziwu i trudno o inny przykład tak dogranego mechaniką i podwoziem auta (może Toyota GT86?). No i do tego sam fakt składanego dachu – nawet kiedy ujemna temperatura na zewnątrz, nierzadko chce się zrzucić brezent znad głowy, podkręcić ogrzewanie i cieszyć promieniami słońca. Swoją drogą pozbycie się dachu trwa chyba najkrótszą chwilę, jaką jesteście sobie wyobrazić. Co prawda jest to zależne od szybkości waszych rąk, ale mój rekord, to złożenie dachu w niespełna sekundę… nie wstając z fotela kierowcy! Tak, tak – system jest naprawdę banalnie prosty i skuteczny – czyli jak cała Mazda.

No tak, ale zabawa to jedno. A jak MX-5 radzi sobie przy bardziej technicznych próbach? Tym razem (trzeci rok z rzędu) przyszło mi jeździć kolejną MX-5 w zimie, ale w październiku 2015 miałem okazję sprawdzić inny egzemplarz na torze wyścigowym i… jest dobrze. Co prawda podobnie jak w przytaczanej tu już Toyocie GT86, czy poniekąd nawet w słabszych odmianach Lotusa, samochód ten świetnie czuje się na krótkich odcinkach, najlepiej technicznych lub też na próbach przypominających te z lokalnych KJS. Mówiąc wprost – MX-5 nie przepada za rozpędzaniem się na prostej.

Nie jest oczywiście autem wolnym (w naszych pomiarach uzyskała 6,9 s do pierwszej setki czyli o 0,4 s lepiej niż podaje producent! I to w zimowych warunkach!), ale łechta nasze oczekiwania po tym, co pokazała w zakrętach, przez co na prostej dość szybko się nudzi. Podobnie zresztą jak podczas zbyt częstej eksploatacji. Brzmi dziwnie? Być może, ale MX-5 to wyłącznie(!) auto weekendowe. Kilka dni jeżdżenia nią po mieście od świtu do zmierzchu sprawia, że auto po prostu staje się nudne – w sposób inny niż Golf czy Passat, bo tam nuda wpisana jest w geny, ale po prostu to, czym bawi Mazda „od święta”, nierzadko staje się po czasie przykrą i nieco męczącą rutyną. Tak czy inaczej – czy to na tyle poważna wada, by nie brać pod uwagę kupna japońskiego roadstera? Wątpię – dlatego gdybym tylko miał wolny budżet i wolne miejsce w garażu na trzecie auto, to kto wie…

Dokładne testy przyspieszenia modelu Mazda MX-5 ND 2.0 znajdują się TUTAJ

DANE TECHNICZNE Mazda MX-5 ND 2.0 – TEST
Silnik / Pojemność benzyna wolnossąca / 1998 cm³
Układ / Liczba zaworów R4 /16
Moc maksymalna 160 KM / 6000 obr/min
Moment obrotowy 200 Nm / 4600 obr/min
Zawieszenie przód Podwójne wahacze poprzeczne
Zawieszenie tył wielowahaczowe
Napęd tylny
Skrzynia biegów manualna, 6 biegów
Prędkość maksymalna 214 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 7,3 s (zmierozne 6,9 s)
Zużycie paliwa (miasto/trasa/mieszany) 10 / 8 / 9,1 (l/100 km)
Długość / Szerokość / Wysokość 3915 / 1735 / 1230 mm
Rozstaw osi 2310 mm
Masa własna / Dopuszczalna 1000 / 1260 kg
Bagażnik w standardzie 130 l
Bagażnik po złożeniu siedzeń -
Pojemność zbiornika paliwa 45 l
EKSPLOATACJA I CENA
Gwarancja mechaniczna 3 lata lub 100 tys. km
Przeglądy według wskazań komputera
Cena wersji podstawowej 89 900 zł (1.5 131 KM)
Cena wersji testowanej 115 900 zł (SkyFREEDOM)

Wszelkie prawa do publikacji bez zgody redakcji zastrzeżone!

  • ośka

    Bardzo się cieszę, że zdecydowałem się na kupno tego modelu, to była dobra decyzja. Nie byłem jakoś mocno zdecydowany na nią, ale rozważałem MX-5, dopiero na jeździe próbnej jak wsiadłem za kółko to wiedziałem, ze to właśnie to. Nie wiem jak za bardzo to wytłumaczyć, ale to tak jakbyśmy byli jednością, wspólnym umysłem. Zdawało się, że przewiduje moje ruchy. Ja wiem, że to jedynie wrażenie, ale aż gęsia skórka była. Myślę, że dlatego warto korzystać z jazd próbnych, zapisać się można na stronie mazdy – tam jest formularz, bardzo prosty swoją drogą :)