Ford Edge 2.0 TDCi Twin Turbo Titanium – TEST

3 października 2016
tekst: Łukasz Kamiński, zdjęcia: Łukasz Kamiński
Ford Edge

Amerykańska krew

Mijają dwa lata odkąd w Polsce możemy cieszyć się nowym Fordem Mondeo. Test modelu Edge nie bez przyczyny rozpoczynam opowieścią właśnie o limuzynie niemieckiego producenta, bowiem to właśnie ten model niejako zapoczątkował europejską karierę amerykańskich modeli Forda. Fusion, bo tak nazywane jest Mondeo w USA, dostępne jest na tamtejszym rynku od przeszło czterech lat. Dopiero po dwóch latach samochód wprowadzono do sprzedaży w Europie, nie zmieniając w zasadzie niczego. To nie brak dbałości o klienta ze Starego Kontynentu, a jedynie schemat działań amerykańskich producentów aut, którzy coraz śmielej stąpają po gruncie jakościowym zarezerwowanym do tej pory wyłącznie dla Europy. Fusion/Mondeo to jednak dopiero niewinna przyśpiewka, bo największe zamieszanie zrobił oczywiście Mustang, który w końcu oferowany jest w Europie i podobnie jak wspomniane wcześniej auto, zagościł na Starym Kontynencie po naprawdę niewielkich kontynentalnych modyfikacjach. Świętą trójcę zamyka w tym momencie Edge – największy z oferowanych u nas SUVów niemieckiej marki. Co prawda pierwsza generacja była oferowana wyłącznie w USA, za to druga – którą możecie oglądać na zdjęciach, to już produkt globalny, opracowany z myślą o sprzedaży na wielu światowych rynkach.

A jaki jest nowy Edge? Wszechstronny. To pierwsze co przychodzi na myśl. Nie znajdziecie tu co prawda trzeciego rzędu foteli, ale te dwa obecne na pokładzie w zupełności wystarczą. Przestrzeni jest aż nadto, zarówno w bagażniku (o nieco wysokim progu załadunku, ale cóż – taki segment), jak i jeśli chodzi o miejsce na nogi czy głowy pasażerów. Rodzinna podróż to będzie coś, w czym Edge sprawdzi się najlepiej. Sam kokpit to dobrze znana ostatnimi laty szkoła Forda – układ przyrządów podobny w każdym segmencie i to się ceni, bo po co odzwyczajać klientów od tego, do czego już przywykli. Na konsoli centralnej przycisków jest dość dużo, ale kilka dni spędzonych z autem i kierowca wszystko łapie w mig. Materiały na wysokim poziomie, ale do tego Ford sukcesywnie stara nas przyzwyczajać. Narzekać można nieco na dotykowy ekran, na którym niewiele widać przy mocnym słońcu, a i sam wyświetlacz jest stosunkowo daleko (trzeba się pochylać), do tego dochodzi konieczność mocnego wciskania aby wydać komendę. Na ogromny plus za to spora ilość gniazdek 12V, a dla tylnego rzędu foteli również 230V – niezastąpione w podróży.


Z zewnątrz – mieszanka styli. Jest poważnie, jest radośnie, czyli trochę prestiżu, trochę wesołości auta rodzinnego. Od frontu czuć amerykańską krew, ale w zasadzie nikomu to nie będzie raczej przeszkadzało. Jak na SUVa jest dość odważnie, choć stylistycznych przełomów bym się tu nie doszukiwał. Innowacyjnym dość rozwiązaniem są za to tylne lampy połączone pasem świetlnym – genialnie wygląda to po zmroku. Auto bez wątpienia najlepiej prezentuje się w odmianie Sport, ale już sama bryła kusi atrakcyjnością i polotem kreski designerów.


Jak jeździ Ford Edge? Bardzo sprawnie. W teście sprawdzaliśmy mocniejszą, 210-konną jednostkę napędową, która jest jednocześnie jednym z dwóch dostępnych wariantów jedynego obecnie oferowanego silnika 2.0 TDCi. Słabszy ma 180 KM i oferowany jest z manualną przekładnią – według mnie jest to dużo gorszy tandem, którym nie miałem okazji podróżować, jednak wnioskując po umiarkowanych chęciach dynamicznej jazdy mocniejszego diesla, w przypadku słabszej wersji oczekiwania mogłyby nie zostać spełnione. Testowane auto to złoty środek – auto przyzwoicie przyśpiesza, skrzynia całkiem sprawnie radzi sobie ze zmianą przełożeń, choć nie lubi kickdownów – wówczas niekiedy myśli zbyt długo, a to przekłada się na cenny czas przy przyśpieszaniu. Samochód prowadzi się zadowalająco. Czuć co prawda gabaryty i wysoko zawieszone nadwozie, ale nie wpływa to zanadto nawet na pewność prowadzenia w ciasnych zakrętach. Układ kierowniczy na parkingu pracuje trochę zbyt ciężko, co oczywiście ma swoje zalety w trasie, ale znaczna liczba SUVów to obecnie pożeracze miejskich uliczek, nierzadko z kobietą za kierownicą.


Ford Edge niestety nie jest tanim autem i to tu upatrywałbym jego największych wad. Ponad 166 000 zł za podstawową odmianę to naprawdę sporo pieniędzy, a doposażenie samochodu w kilka przydatnych opcji winduje cenę do blisko 200 000 zł. Wkrótce pojawi się w sprzedaży również wersja Vignale, która już bazowo kosztuje 220 000 zł (mowa o mocniejszym dieslu i automacie), z dodatkowym więc wyposażeniem kwota dojdzie do ćwierć miliona złotych (tak jak testowany egzemplarz). Z jednej strony to sporo pieniędzy, z drugiej jednak auto jest naprawdę wszechstronnie „uzdolnione” i zadowoli niemałe grono nabywców.

DANE TECHNICZNE Ford Edge 2.0 TDCi Twin Turbo Titanium – TEST
Silnik / Pojemność biturbodiesel / 1997 cm³
Układ / Liczba zaworów R4 /16
Moc maksymalna 154 kW (210 KM)/ 3750 obr/min
Moment obrotowy 440 Nm / 2200 - 4500 obr/min
Zawieszenie przód kolumny MacPhersona
Zawieszenie tył niezależne wielodrążkowe
Napęd 4x4
Skrzynia biegów automatyczna, 6 biegów
Prędkość maksymalna 211 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 9,4 s
Zużycie paliwa (miasto/trasa/mieszany) 9,9 / 7 / 8 (l/100 km)
Długość / Szerokość / Wysokość 4808 / 1981 / 1692 mm
Rozstaw osi 2849 mm
Masa własna / Dopuszczalna 1949 / 2555 kg
Bagażnik w standardzie 602 l
Bagażnik po złożeniu siedzeń 1847 l (do poziomu dachu)
Pojemność zbiornika paliwa 68,9 l
EKSPLOATACJA I CENA
Gwarancja mechaniczna 2 lata
Przeglądy według wskazań komputera
Cena wersji podstawowej 166 600 zł (2.0 TDCi 180 KM, MT6, AWD, TREND)
Cena wersji testowanej 250 250 zł

Wszelkie prawa do publikacji bez zgody redakcji zastrzeżone!