Volkswagen Golf GTE – AUTO TEST

Volkswagen Golf GTE

Elektryzujący sport

Volkswagen Golf GTI od zawsze wyznaczał standard wśród szybkich benzynowych aut kompaktowych. Można go śmiało nazwać jednym z protoplastów hothatchy. Nie tak dawno do gamy szybkich przednionapędowych Golfów dołączył model GTD czyli szybki diesel. Najnowsza odmiana nosi przydomek GTE i jak nazwa sama sugeruje mamy do czynienia ze sportowym odpowiednikiem napędzanym na prąd. No, nie do końca.

W pełni elektryczny Golf nosi nazwę e-Golf i dzięki akumulatorom o pojemności 24,2 kWh potrafi przejechać na jednym ładowaniu 150 km. Oczywiście, zasięg jest zależny od wagi naszej prawej nogi – im szybciej jeździmy, tym szybciej on spada. W rzeczywistości jazda w systemie zero jedynkowym oznaczać będzie dwa razy mniejszy zasięg. Dlatego tworzenie sportowego auta tylko elektrycznego póki co byłoby dla VW bezsensowne. Dlatego też Volkswagen Golf GTE nie jest tylko na prąd, a jest hybrydą. Hybrydą inna niż wszystkie.

O ile Golf GTI jest wyznacznikiem w klasie kompaktowych samochodów sportowych, tak wśród hybryd od lat króluje Toyota. Nie wyżyłowana wolnossąca benzynowa jednostka, mały silnik elektryczny, który ładuje się tylko podczas jazdy oraz wyjąca bezstopniowa skrzynia biegów. Tak w skrócie wygląda obraz hybrydy, która na dobre zagościła na naszych drogach. Zasięg tego typu samochodów na samych silnikach elektrycznych waha się od 20 do 30 km i to tylko poruszając się spokojnie. Każde mocniejsze wciśnięcie gazu powodowało włączenie się spalinowego motoru i koniec błogiej ciszy.

Dwa obrotomierz, jeden dla silnika spalinowego, a drugi dla elektryka

Dwa obrotomierz, jeden dla silnika spalinowego, a drugi dla elektryka

Jak już pisaliśmy Volkswagen Golf GTE jest inny. Całkiem inny. Po pierwsze, już sam silnik benzynowy jest odmienny, bowiem Niemcy zastosowali benzynową turbodoładowaną jednostkę TSI o pojemności 1.4 litra. Co więcej, nie ma tutaj bezstopniowej przekładni, która potrafi swoim dźwiękiem zirytować nawet tybetańskich mnichów. VW postawił na znane i chwalone za szybkość i komfort działania 6-cio stopniowe DSG. Zapowiada się ciekawie, prawda? Ale to jeszcze nie koniec. Otóż tryb EV jest dokładnie tym czego oczekujemy czyli pełnym trybem elektrycznym. No, prawie pełnym, bowiem w sytuacji podbramkowej uruchomi się silnik spalinowy, który znacznie zwiększy moc i tym samym przyśpieszenie. Pedał gazu ma podwójne dno i trzeba go naprawdę wcisnąć do oporu, aby uruchomić drugą jednostkę. Elektryk daje nam 105 KM, co wydaje się skromnym wynikiem, ale mamy do dyspozycji aż 330 Nm i to dostępnych od razu niemal w całym zakresie obrotów. To powoduje, że przyśpieszenie jest naprawdę bardzo dobre. Co więcej, samochodem możemy się rozpędzić nawet do 130 km/h i będzie on ciągle jechał bezszelestnie na prąd. Nieźle!

Druga sytuacja kiedy Golf GTE sam przełączy się w tryb spalinowy to oczywiście wtedy, kiedy wyczerpią nam się baterie… Według producenta akumulatory o pojemności 8,7 kWh pozwalają na przejechanie 50 km. Wiemy po ostatnich aferach, że VW potrafi lekutko oszukiwać, ale nie tym razem. Rzeczywiście, jeżdżąc normalnie, to jest nie szalejąc, da się spokojnie taki wynik osiągnąć. Ale nawet jeśli się skończy to VW Golf GTE jest samochodem z możliwością doładowania akumulatorów (Plugin Hybrid)poprzez zwykły kontakt 230V! Odsłaniamy emblemat na przednim grillu, podłączamy odpowiednie kabelki i voila! Ładowanie do pełna trwa około 4h (według producenta 3 h 45 minut) i, niestety, nie ma możliwości korzystania z szybkich ładowarek, które znajdują się już na mieście (można dokupić od VW tak zwanego Wallbaxa, w którym kabel jest na stałe i skróci ładowanie do 2 h 15 minut). Co więcej, producent nie przewidział schowka na kable (jest jedynie pokrowiec w formie worka na buty dla przedszkolaków), dlatego latają nieco po bagażniku.

Jak już jesteśmy przy bagażniku, to na pierwszy rzut oka nie zmienił on się w stosunku do nie hybrydowych odmian. Różnica jest jak chcemy podnieść dno, gdzie zazwyczaj czeka na nas dodatkowe miejsce. Tutaj znajdują się akumulatory. To jedna z 3 różnic w stosunku do zwykłych odmian. Kolejna to inne zegary, które pokazują podwójne wskaźniki: oddzielne dla elektrycznego motoru i oddzielne dla spalinowego. Jak ktoś nie wie do czego wsiadł to może sobie pomyśleć, że Golf GTE kręci się do 10 000 obrotów jak jakiś sportowy motocykl typu ścigacz… Trzecia różnica to, oczywiście, dwa przyciski do trybów jazdy. Pierwszy o oznaczeniu E-Mode służy do zmiany z trybu EV (w pełni elektryczny), Hybrid (napędy działają na przemian) oraz Battery Charge (ładowanie baterii kosztem większego spalania). Po uruchomieniu samochodu domyślnym jest ten pierwszy o ile jest jeszcze jakiś zasięg. Dużo ciekawszym jest jednak drugi przycisk z napisem GTE, który definiuje to auto.

Volkswagen Golf GTE jest trochę jak Dr Jekyll i Mr Hyde. Z jednej strony, w trybie EV jeździ cichutko, płynnie i ekologicznie, a z drugiej, po przełączeniu na GTE zaczyna się szaleństwo. Z obu motorów jest wyciskane co tylko się da, co w efekcie daje nam łącznie 204 KM (150 KM z 1.4 TSI i 102 z elektryka –moc się nie sumuje). To już więcej niż w GTD i niewiele mniej niż w GTI. Przyśpieszenie do setki według producenta to 7,6 s, wiec można poszaleć. Co więcej, dzięki elektrycznemu motorowi nie mamy turbodziury, a auto jest gotowe w zasadzie na każdych obrotach. Nie mogło niestety zabraknąć sztucznego dźwięku z głośników podczas przyspieszania. W zasadzie to fajnie brzmi dopóki się nie dowiemy, że to z głośników.

Volkswagen Golf GTE

Volkswagen Golf GTE, którego możemy wyprowadzić na smyczy…

Na drodze samochód zachowuje się dokładnie tak jak GTI: tak samo dobrze skręca, układa się w zakręt i hamuje. Dlatego samochód ten spokojnie można nazwać Hybrydowym hothatchem. I to bardzo przyjaznym dla portfela, bowiem w mieście możemy w zasadzie jeździć na samym trybie elektrycznym. Oczywiście, w trybie GTE spalanie jest większe i wynosi już niemal tyle co zwykłe GTI (8-9 litrów), ale przecież nie trzeba jeździć non stop jak szalony. To jest właśnie piękne w tym samochodzie, że można jeździć w zasadzie niezauważenie i bezszelestnie, a można też podenerwować ludzi ze świateł.

Samochód rzuca się w oczy, choć głownie dzięki swoim niebieskim elementom. Gdyby nie one, byłby to kolejny Golf siódmej generacji, których jeździ naprawdę sporo po drogach. W kolorze Smerfów poza emblematami mamy dodatkowo niebieski pas biegnący przez przednie reflektory i grill oraz niebieckie zaciski hamulców. Również wewnątrz głównym motywem jest ta barwa, która przyozdabia kierownice, drążek zmiany biegów oraz fotele w genialny wzór kraty nawiązującej do oryginalnego GTI z pierwszych lat produkcji. No jest bardzo klimatycznie. W zasadzie na pierwszy rzut oka bardzo łatwo pomylić GTE z GTI, jedyną różnicą jest inny wydech i lekko przemodelowany przedni zderzak z nowym wzorem lamp do jazdy dziennej.

Wracając jeszcze do osiągów, to może się zdarzyć, że nie będziemy mogli wykorzystać wszystkich 204 KM. Mowa tutaj oczywiście o sytuacji, kiedy w pełni nam się rozładują akumulatory i wtedy do dyspozycji mamy tylko benzynowy motor. Musimy chwilkę poczekać aż silnik spalinowy oraz nasz styl jazdy nieco doładuje akumulatory i znowu będziemy mogli korzystać z pełnej mocy. Ta daje nam naprawdę mnóstwo zabawy, a auto traci werwę dopiero przy 160-170 km/h czyli już daleko poza polskim prawem. Na koniec jeszcze masa: Volkswagen Golf GTE waży 1599 kg czyli niemal o 250 kg więcej niż GTI (1351). Sporo, choć dopóki nie wjedziemy na tor nie będziemy czuć różnicy.

No i jest jeszcze kwestia ceny. Volkswagen Golf GTE kosztuje dużo, bowiem 153 090 zł czyli o 100 zł więcej niż 3-drzwiowa odmiana R, która dysponuje mocą aż 300 KM. Mimo wszystko porównywanie tych aut jest nieco bezsensowne, bowiem jeśli ktoś jest zdecydowany na hybrydę to kupi właśnie ją. Wystarczy szybki rzut oka na spalanie, gdzie Golf R będzie palił o 5-6 razy więcej niż Golf GTE. A nie jest na pewno 5-6 razy szybszy (4,9 s vs 7,6 s do 100 km/h).

Prawdę powiedziawszy, to Golf GTE ma bliżej do samochodów elektrycznych niż do typowych hybryd. Powiedziałbym, że jest to samochód elektryczny z dodatkowym silnikiem spalinowym pozwalającym zwiększyć zasięg oraz przeistoczyć się w sportowy samochód. Dlatego jeśli ktoś szuka sportowego auta hybrydowego to VW Golf GTE będzie do tego idealny. Jest naprawdę bardzo szybki, a do tego potrafi bez problemu pokonać 50 km na samym elektrycznym motorze. Producent nawet zamontował LapTimer, czyli stoper służący do pomiarów czasów okrążeń. Co więcej, dzięki swoim rozwiązaniom takim jak dwusprzęgłowa skrzynia biegów czy silnik turbodoładowany nie czuć, że jedziemy hybrydą. Naprawdę wspaniały samochód – takie powinny być wszystkie hybrydy.

DANE TECHNICZNE Volkswagen Golf GTE
Silnik / Pojemność turbobenzyna / 1395 cm³ + elektryczny 8.7 kWh
Układ / Liczba zaworów R4 /16 + elektryczny
Moc maksymalna 150 KM / 5000-6000 obr/min + 105 KM / 2500 obr/min. Łączna moc to 204 KM
Moment obrotowy 250 Nm / 1600-3500 obr/min + 330 Nm / 2500 obr/min. Łączny moment to 350 Nm
Zawieszenie przód kolumny MacPhersona
Zawieszenie tył belka skrętna
Napęd przedni
Skrzynia biegów automatyczna, dwusprzęgłowa 6 biegów
Prędkość maksymalna 222 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 7,6 s
Zużycie paliwa (miasto/trasa/mieszany) w trybie elektrycznym zasięg 50 km. W trybie hybrydowym spalanie w mieście to około 2-2.5 litra. W trasie 5 litrów
Długość / Szerokość / Wysokość 4270 / 1799 / 1457 mm
Rozstaw osi 2631 mm
Masa własna / Dopuszczalna 1599 /2020 kg
Bagażnik w standardzie 272 l
Bagażnik po złożeniu siedzeń 1162 l
Pojemność zbiornika paliwa 40 l + 8.7 kWh
EKSPLOATACJA I CENA
Gwarancja mechaniczna 2 lata
Przeglądy według wskazań komputera
Cena wersji podstawowej 153 090 zł
Cena wersji testowanej ok 170 000 zł

Wszelkie prawa do publikacji bez zgody redakcji zastrzeżone!

  • drizzt666

    Producent podaje, że można go ładować z szybkiej sieci miejskie, a sam widziałem jak taki (właśnie GTE) się ładuje więc jak to jest?