Aktualności

Nissan Leaf – AUTO TEST

Nissan Leaf

Z pamiętnika elektryka

Dzień pierwszy

Drogi pamiętniku, ale jestem szczęśliwy. Pojutrze odbieram w pełni elektryczne auto – Nissana Leaf. Nie mogę się doczekać, dlatego już dziś byłem w salonie i pooglądałem to cudo. Muszę przyznać, że szału z zewnątrz nie robi, ale cieszy mnie fakt, że nie wygląda jak przybysz z innej planety jak to ma czasem miejsce w przypadku „prądowozów” (patrz np. BMW i3). W sumie to taki spokojny projekt ma swoje plusy. To co mnie zdziwiło to zwykłe światła… przecież LED zużywa dużo mniej energii czyli powinien teoretycznie zwiększyć zasięg? Ale przecież inżynierowie Nissana na pewno to wiedzą i musiał być tego jakiś powód.

Dzień drugi

Pamiętniczku, dziś odbieram Nissana Leaf, jednego z pierwszych w pełni elektrycznych samochodów. Jestem bardzo podekscytowany. Za oknem piękna zima, spadło sporo śniegu i jest – 6 stopni. Mam nadzieję, że samochód będzie w jakimś ładnym niebieskim kolorze, który będzie świetnie kontrastował z białym puchem. Niestety, trafiłem na biały egzemplarz, ale to nic! To wciąż elektryczne auto, które ma być przyszłością motoryzacji! Szybkie oględziny, auto całe i zdrowe, i niestety, niedawno umyte, ponieważ przymarzły szyby. To nic, zaraz się rozgrzeje. Szybki rzut oka na baterie, 100 %! Niestety, ale zasięg nie nastraja: 102 km… przecież w katalogu jest napisane, że osiągnie 199 km przy odpowiednim traktowaniu! No cóż, pewnie niedawno ktoś mocno nim jeździł i dlatego taki zasięg. Ruszam w drogę, do pokonania ma niewiele, bo niecałe 30 km, ale zawsze coś.

Tuż po odpaleniu panuje błoga cisza. Tak cudowna, że postanowiłem nawet nie włączać radia! A co mi będą jakieś dzikie jęki przeszkadzać w mojej relaksacyjnej jeździe. Problemem okazała się para lecąca z moich ust i straszne zimno panujące w całym aucie, jednak szybko znalazłem przyczynę moich problemów. Wyłączona była nagrzewnica. No to myk, szybkie uruchomienie, ciepło bardzo powoli, ale zaczęło do mnie docierać. Niestety, odbiło się to na zasięgu, który automatycznie spadł o 20 km! Czyli z moich 100 (przejechałem już około 2 km) zostało 80! No nic, trochę podgrzeję i potem wyłączę.

Przede mną jazda obwodnicą, jakieś 15 km. No to myk, 120 km/h i jedziemy. Jak na 109 KM, to auto fenomenalnie przyśpiesza! W samochodzie wciąż panuje idealna cisza, a prędkości nie czuć. Jest pusto, więc nie mam za dużo hamowania, a jazda jest płynna. Po kilku minutach moim oczom ukazał się zasięg: 50 km!!! Ledwo przejechałem 16 km od odbioru, a zasięg zmniejszył się już dwukrotnie! Mimo iż w kabinie wciąż nie jest ciepło, postanowiłem wyłączyć ogrzewanie i teraz zasięg wzrósł o 10 km. Wciąż mało. Po chwili odkryłem, że jest jeszcze bardziej eko tryb skrzyni, który kastruje osiągi auta względem zasięgu. Rzeczywiście, po aktywowaniu dostałem bonusowe 3 km. Szał. Zwolniłem do 100 km/h, po czym jak najszybciej zjechałem z obwodnicy i trzymałem się już prędkości 70 km/h. 10 km od celu wjechałem w miasto, większy ruch, sporo świateł. Na pewno to 40 km zasięgu które mi zostało jeszcze wzrośnie! Marzłem niemiłosiernie, ale wizja holowania auta straszniejsza niż choroba, dlatego ogrzewanie było wyłączone.


Test baterii w zwykłym ruchu

Teraz już jechałem tak eko, że komputer pokładowy pokazał maksymalną liczbę listków, które zdobywa się za styl. Stałem się mistrzem ecodrivingu! Pytajcie mnie o co chcecie, jestem ekspertem! Euforia nie trwała długo, bowiem zasięg spadał w zatrważającym tempie i po osiągnięciu celu zatrzymał się na liczbie 26, a stan naładowania baterii na 18! Ruszałem z pełnymi akumulatorami, które deklarowały 102 km! A ja zrobiłem tylko 29,5… Fakt, pierwsze 15 km jechałem szybko, ale była to płynna jazda!

Dzień trzeci

Auto całą noc stało w garażu, gdzie temperatura wynosi około 5 stopni. Poziom naładowania baterii jaki mam to 33 % i zasięg 42 km. Dystans jaki planuję pokonać to 8 km, wiec spokojnie wystarczy. Włączenie nagrzewnicy powoduje spadek o 5 km, więc z zasięgu zostaje mi już 37 km. Znowu uruchamia się we mnie potwór eko, wiec wyłączam radio, nagrzewnicę i idealnie płynnie ruszam w miasto. Temperatura na zewnątrz to -7 stopni, a ja staram się na prostych utrzymywać stałą prędkość 50-60 km/h. Do celu dojeżdżam w 10 minut, a komputer pokładowy na miejscu już pokazuje stan baterii: 19 % i zasięg 27 km. Czyli po przejechaniu 8 km w idealnie płynnej jeździe eko, zasięg spadł o 15 km czyli niemal o połowę. Doczytałem też na stronie Nissana, że Leaf przy takich temperaturach powinien osiągać około 103 km. Cóż, mi wciąż brakuje niemal połowę….

Nissan Leaf

W Polsce każde auto okazuje się być elektryczne…

Dzień czwarty

Pamiętniczku, dzisiaj postanowiłem popracować nieco z domu, więc miałem chwilę, żeby przyjrzeć się bliżej wnętrzu Leafa, a nie podniecać się tylko spadającym szybko zasięgiem. Cóż, projektanci tutaj nie poszaleli, a kokpit wygląda trochę jakby był sprzed 10 lat. Plastiki są koszmarnie twarde, co potęgują też nieco mrozy. Na szczęście, obsługa jest dziecinnie prosta, choć to małe pocieszenie. Jedynym ciekawym akcentem jest drążek zmiany biegów o futurystycznych kształtach. Dużym zaskoczeniem jest ilość miejsca, którego zarówno z przodu jak i z tyłu jest pod dostatkiem. Kufer również robi wrażenie: 370 litrów dla auta elektrycznego to super wynik. Na pochwałę zasługuje również bardzo bogate wyposażenie, w skład którego wchodzi nawet podgrzewana tylna kanapa!

Nissan Leaf

…dosłownie każde

Pod wieczór postanowiłem wybrać się na siłownię (noworoczne postanowienie). Dystans do pokonania to 7 km, poziom naładowania baterii magiczne 69 %. Jazda odbywała się po godzinie 20, gdzie ruch był wręcz zerowy. Bardzo płynna jazda zaowocowała stratą 29 %… Czyli zostało jeszcze równe 40 %. Cóż, z nocnych zakupów w całodobowym sklepie będę musiał zrezygnować. Tak samo jak i z ogrzewania, aby spokojnie wrócić do domu. Po powrocie stan naładowania akumulatorów to 18 %, więc aby spać spokojnie od razu podłączyłem auto do gniazdka, które jest koło mojego miejsca parkingowego.

Dzień piąty

Niestety, sąsiadom nie spodobał się fakt, że ktoś może sobie zatankować samochód ze wspólnego gniazdka, więc rano kabel był odłączony. Samochód skończył swoje ładowanie na całych 25 %. Szkoda, wielka szkoda, tacy życzliwi ludzie się wydają. Być może są nieświadomi, że Nissan Leaf pobiera naprawdę bardzo mało prądu, a nawet w najdroższej taryfie ładowanie od 0 do 100 % kosztowałoby około 10 zł (samochód nawet można zaprogramować żeby ładowanie trwało w określonych godzinach). Zresztą mentalność ludzi w Polsce jest naprawdę słaba co widać np. w galeriach handlowych czy przy ładowarkach dedykowanych porozstawianych przy stołecznych ulicach. Chyba tylko raz na kilka dni testu widziałem, żeby miejsca zarezerwowane dla aut elektrycznych były puste albo zajęte właśnie przez nie. Normalnie stały tam same spalinowe auta. Dlaczego? Pewnie dlatego, że miejsca były wolne no i tak blisko do wejścia. Jakbym wdał się w dyskusję to bym tylko dostał ochrzan, że jakim prawem mówię im co mają robić. Że jak kupiłem takie auto to mam się martwić. I bla, bla, bla. No nic, powoli dotoczyłem się do pracy, gdzie legalnie mogę się wpiąć w ukochane 230 V i zatankować Leafa.


Test baterii na drodze szybkiego ruchu

Dzień szósty

Dziś postanowiłem odwiedzić darmową stację szybkiego ładowania, która znajduje się w Warszawie przy ulicy Puławskiej w salonie Nissan Zaborowski. Po 10 minutach ładowania, baterie naładowały się aż o 40 %! Podobno w 30 minut można podładować ponad 80 %. Świetnie! I to wszystko całkiem darmowe, można sobie podjechać o północy i ładować auto. Byłem tego samego dnia jeszcze koło godziny 23 i rzeczywiście wszystko działało i nikt nie robił problemów. W dzień czekałem chwilę w kolejce, przede mną stała między innymi Tesla i Zoe. Jeśli ktoś ma blisko to może jeździć kompletnie za darmo z takim rozwiązaniem! Dodatkowo, po raz pierwszy Nissan Leaf był zatankowany to ponad 90 %, co zaowocowało nowymi obserwacjami. Otóż dopóki pojemność akumulatorów nie spadnie poniżej 75 % ich poziom naładowania spada w stosunku 1 % – 1-2 km. Niestety potem spada już w tak dużym tempie, że czasami zastanawiałem się czy to nie jakieś odliczanie…

Dzień siódmy

Czas rozstania z Nissanem Leaf, po którego teście mam mieszane uczucia. Z jednej strony to niemal zwykły kompakt, którym komfort podróżowania dzięki idealnej ciszy jest znakomity. Auto nie wygląda kosmicznie, co może okazać się dla niektórych plusem. Jest nieźle wyposażone, choć jakość plastików w kabinie jest wręcz tragiczna, co w aucie za takie pieniądze nie powinno mieć miejsca. Jednak to wszystko byłoby do przeżycia, gdyby tylko większy zasięg. Niestety, obecne możliwości akumulatorów nie pozwalają na użytkowanie elektrycznego samochodu chociażby w mrozy. Realny zasięg takiego auta to około 60 km, co może w sytuacjach skrajnych okazać się zbyt mały na dzienny dojazd do pracy. Nissan Leaf wymaga od kierowcy bardzo ekonomicznej i spokojnej jazdy, która w godzinach szczytu jest czasami po prostu niemożliwa…

Do salonów właśnie wjechała nowa wersja Leafa, której główną zmianą jest właśnie większa pojemność akumulatorów. Od teraz wzrośnie ona z 24 kWh do 30 kWh, co ma spowodować wzrost zasięgu teoretycznego ze 199 km do 250. Powtarzamy, teoretycznego…

DANE TECHNICZNE Nissan Leaf
Silnik / Pojemność elektryczny
Układ / Liczba zaworów synchroniczny zmiennoprądowy
Moc maksymalna 80 kW (109 KM) / 3008–10 000 obr/min
Moment obrotowy 254 Nm / 0–3008 obr/min
Zawieszenie przód kolumny MacPhersona
Zawieszenie tył belka skrętna
Napęd przedni
Skrzynia biegów automatyczna, bezstopniowa
Prędkość maksymalna 144 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 11,5 s
Zużycie paliwa (miasto/trasa/mieszany) -
Długość / Szerokość / Wysokość 4445 / 1770 / 1550 mm
Rozstaw osi 2700 mm
Masa własna / Dopuszczalna 1474 / 1945 kg
Bagażnik w standardzie 370 l
Bagażnik po złożeniu siedzeń 720 l
Pojemność zbiornika paliwa 24 kWh
EKSPLOATACJA I CENA
Gwarancja mechaniczna 3 lata lub 100 tys. km na samochód oraz 5 lat lub 100 000 km na akumulatory (producent gwarantuje żywotność baterii do tego czasu powyżej 75 %))
Przeglądy
Cena wersji podstawowej 126 080 zł
Cena wersji testowanej 129 280 zł

Wszelkie prawa do publikacji bez zgody redakcji zastrzeżone!