Ferrari F12tdf (2016) – Granica drogowej przyzwoitości

Ferrari F12tdf (2016)

Myśląc o 740-konnym Ferrari F12 Berlinetta, zastanawiam się, czy włoscy inżynierowie widzą kres pewnego szaleństwa dyktowanego głównie przez parametry jednostki napędowej. Przyglądając się nowemu F12tdf (Tour de France [swoją drogą – ciekawe dlaczego]) wniosek może być tylko jeden: granica drogowej przyzwoitości została dla Ferrari chyba osiągnięta. Jak bowiem nazwać samochód, który ze zmodernizowaną nieco karoserią, wlotami powietrza z włókna węglowego i dwunastocylindrową jednostką w układzie V o mocy 780 KM (705 Nm maksymalnego momentu obrotowego) jest w pełni dopuszczony do ruchu ulicznego i można nim pojechać na sobotnie zakupy? Inżynierowie Ferrari nieustannie jednak wspominają o liczbach – F12tdf ma bowiem przyspieszać do 100 km/h w 2,9 sekundy, do 200 km/h w 7,9 sekundy, prędkość maksymalna to 340 km/h, przełożenia skrzyni F1 DCT są podobno krótsze nawet o 30-40%, zaś docisk nadwozia przy wyższych prędkościach może być – według obietnic – efektywniejszy nawet o 100%. Brzmi to jakbyśmy mówili o bojowym myśliwcu, a to wciąż samochód (z aktywną tylną osią opartą na systemie Virtual Short Wheelbase [celem jest najbardziej efektywne przenoszenie mocy na asfalt jak to tylko możliwe]), którego posiadać będzie jedynie 799 „wybranych”. Z niecierpliwością czekam na kolejne szaleństwo ze stajni Ferrari…

Patryk Rudnicki