Relacja z IAA 2015

Relacja z IAA 2015

66. salon samochodowy we Frankfurcie za nami! 1103 wystawców z 39 krajów, 219 światowych premier i ponad 930 tysięcy zwiedzających przez 11 dni… Te liczby mówią same za siebie. Jak było? Zapraszam do krótkiej relacji z wyjazdu.


Tegoroczny salon samochodowy we Frankfurcie to mój powrót na wielkie targi motoryzacyjne po ponad 10-letniej przerwie (nie licząc oczywiście naszych lokalnych poznańskich targów, które staram się regularnie odwiedzać, bo to zupełnie inna kategoria). Wrażenia z Frankfurtu? Niezapomniane… i to nie tylko ze względu na najnowsze dzieła współczesnej motoryzacji czy fantastycznie zorganizowane stoiska producentów. Tutaj należą się ogromne brawa dla BMW – jeżdżące nad głowami elektryczne BMW serii i, liczne egzemplarze nowej serii 7 czy też najmocniejsze „M-ki”, które nie były oszczędzane, pobiły wszystko!


Oprócz aut, ogromne wrażenie robił widok tysięcy osób kłębiących się między stoiskami producentów aut, które spędzają nam sen z powiek. Z tego powodu niestety nie dane mi było dotrzeć do hali Mercedesa oraz Audi. Nikt z moich znajomych, z którymi wybraliśmy się do Niemiec, nie spodziewał się AŻ TAKICH tłumów! Wszędzie były kolejki – do wejścia na halę, do barierek odgradzających np. stoisko Ferrari czy Lamborghini, o otwartych autach nie wspominając. Bez znaczenia, czy to był Opel Corsa, Skoda Superb, Nissan GT-R czy Porsche 911 GT3 RS. Kolejki, wszędzie kolejki. To jedyny minus wyjazdu.


Plusy? Całe mnóstwo! Nie sposób je wszystkie wymienić – mnogość producentów, różnorodność na ich stoiskach (od zwykłych aut miejskich po zapierające dech w piersiach auta koncepcyjne) powodowały, że największym wrogiem podczas wizyty okazywał się czas i zmęczenie. 9 godzin spędzonych w drodze do Frankfurtu plus całodniowy maraton na targach robią swoje. Wniosek nasuwa się jeden – każdy, kto żyje pasją do czterech kółek, przynajmniej raz w życiu powinien odwiedzić miejsce takie jak to. Przynajmniej na dwa, trzy dni, by wszystko na spokojnie obejść, obejrzeć i wrócić do domu w pełni „nasyconym” motoryzacją. Warto pamiętać o innych motoryzacyjnych miejscach we Frankfurcie, które wypadałoby odwiedzić każdemu automaniakowi!


Auto targów? Bugatti Vision Gran Turismo – umarł król, niech żyje król!

Vision GT to auto, które powstało w świecie gier komputerowych, w kultowym Gran Turismo. Bugatti specjalnie dla fanów gry przygotowało pojazd koncepcyjny. Samochód, który zwiastuje następcę superszybkiego Veyrona oraz kierunek w jakim marka Bugatti będzie zmierzać w najbliższym czasie. Vision GT garściami czerpie z bogatej historii wyścigowej francuskiej marki. Dwukolorowe nadwozie nawiązuje do oryginalnej kolorystyki auta wyścigowego, które zwyciężało w Le Mans w 1937 i 1939 roku – Bugatti Type 57 G Tank. Płetwa w tylnej części nadwozia z kolei przywodzi na myśl model Type 57 Atlantic.


Dane techniczne Vision GT nie są znane. Nieoficjalnie mówi się o silniku o pojemności 8 litrów w układzie W16 (o czym świadczy 16 na przodzie pojazdu), choć kto wie… Konkurencja w postaci Ferrari LaFerrari, Porsche 918 Spyder czy McLarena P1 to hiperauta wyposażone w napędy hybrydowe. W jakim kierunku pójdzie Bugatti? Czas pokaże. Dziś wiem jedno. Po zobaczeniu na żywo Bugatti Vision Gran Turismo nic już nie będzie takie jak kiedyś. Koncept Bugatti zostawiłem sobie na „deser” targów, jako przysłowiową wisienkę na torcie. Kierując się do wyjścia odwiedziłem jeszcze stoiska Forda, gdzie jakimś cudem pominąłem najnowsze GT. Co tu dużo mówić… Ford, w porównaniu do Bugatti, okazał się dziwnie mały i taki… „zwyczajny”.











Tekst i zdjęcia: Bartosz Kowalewski