Aktualności

BMW 220d xDrive Gran Tourer Luxury Line – AUTO TEST

26 lipca 2015
tekst: Patryk Rudnicki, zdjęcia: Bartosz Kowalewski
BMW 220d xDrive Gran Tourer

Sposób na rodzinę

Lubimy bardziej dynamiczną jazdę, frajdę wyrażaną za pomocą szczerego uśmiechu i poczucie motoryzacyjnej wyższości generowane przez dość niecodzienny samochód. Każdy dzień, odbyta podróż i osiągnięty jej cel są nowymi przygodami, cennymi, motoryzacyjnymi doświadczeniami, którymi chcemy dzielić się z najbliższymi tudzież cichą euforią uczuć, której sens zrozumiemy w danym momencie wyłącznie my sami, ale przychodzi czas diametralnych zmian i choć temat ten jest wciąż wałkowanym cieniem dla prawdziwej „motopasji”, to należy się z nim zmierzyć. Rodzina, poczucie odpowiedzialności za drugą osobę czy – z biologicznego punktu widzenia – przedłużenie naszego gatunku – oczywistym jest, że zadziorna Fiesta ST tudzież zabawkowy Abarth 500 stracą wówczas rację swojego bytu i najprawdopodobniej zostaną spieniężone. Dlaczego? Z dwóch powodów: malutka kopia kierowcy takowego hot hatcha może i byłaby zadowolona z agresji układu wydechowego i nerwowości pojazdu, lecz partnerka już niekoniecznie, a po drugie emocjonalną batalię zwyciężyłaby wartość o nazwie rozsądek, tylko czy ów rozsądek oznaczałby totalną nudę? Nie do końca, bowiem monachijskie BMW wymyśliło 7-osobowego minivana, który…


…zyskuje przy rzeczywistym spotkaniu

Seria 2 Gran Tourer to właściwie powiększony model testowanego przez nas Active Tourera, który zyskał dodatkowe 21,4 milimetrów długości, 53 milimetry wysokości oraz element wciąż trudny do zaakceptowania w BMW czyli napęd na przednią oś. Dla szukających przestronnego, „odpowiednio” wyposażonego tudzież po prostu rodzinnego samochodu, winno to brzmieć całkiem sympatycznie, jednak niemiecki Gran Tourer wymaga pewnego przyzwyczajenia…


Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o… stylistykę. Prezentowany na zdjęciach egzemplarz dysponował brązowym, metalizowanym lakierem nadwozia i 18-calowymi felgami, co zwiastuje luksusowo wyglądający efekt końcowy, jednak nie o konfigurację tutaj chodzi. Inżynierowie BMW mogliby nawet ponaklejać złote baranki tudzież wstawić obręcze legitymujące się absurdalnym już rozmiarem 23 cali, a efekt byłby taki sam. Przyznam, że analizując pierwsze zdjęcia Gran Tourera, moje elementarne wyczucie smaku niemal eksplodowało, zaś logika podpowiadała niecenzuralne słowa, ale nadszedł czas organoleptycznego testu i po raz kolejny pracownicy BMW mnie zaskoczyli – tym razem jednak w sposób pozytywny. Dodatkowe centymetry nie uczyniły rzecz jasna siedmioosobowego minivana samochodem pięknym, ale nie jest też równie kontrowersyjny co, dajmy na to, SsangYong Rodius, którego uroda jest efektem odmiennego stanu świadomości (co nie znaczy, że jest nienaturalnie brzydki). Gran Tourer to zwyczajnie rozdmuchane (lub rozdęte – jak kto preferuje) rodzeństwo, na bazie którego powstał. Samochód zachował jednak ostrzejsze linie nadwozia, ciekawe przetłoczenia i aurę wrodzonej agresji tworzonej, między innymi, przez LED-owe ringi na przedzie. Nie jest zatem źle, a w testowanym egzemplarzu z linii Luxury bardzo elegancko…


Skórzana, jasna tapicerka Dakota z szarymi przeszyciami, świetnej próby materiały wykończeniowe, znakomite spasowanie i charakterystyczny (dla niektórych zapewne już nudny) projekt deski rozdzielczej – nieistotne, że mamy do czynienia z pojazdem przednionapędowym, bowiem kabina pasażerska Gran Tourera jest niemal przeniesiona z pozostałych modeli koncernu BMW, jednak ma to swoje niezaprzeczalne tudzież wpływające na emocje zalety. Dotykając skórzanej, dobrze leżącej w dłoniach kierownicy, bawiąc się pokrętłami usytuowanej w dolnej części kokpitu, automatycznej i dwustrefowej klimatyzacji czy też podziwiając znakomitą jakość obrazu z kamery cofania wiadomo, że ów samochód przynależy do tzw. klasy Premium i to w dość osobliwym, dynamicznym stylu. Nie zapominajmy jednak, że to siedmioosobowy minivan, który w wydaniu BMW nie ma być tylko świetnie wykończonym i pachnącym świeżością skórzanej tapicerki za tysiące złotych środkiem lokomocji – Gran Tourer to samochód, w którym charakter spotyka się z walorami praktycznymi. Nic więc dziwnego, że na pokładzie dość sporego BMW znajdziemy praktycznie rozplanowane schowki, rozkładane i regulowane na wysokość stoliki w drugim rzędzie siedzeń (notabene przesuwanych), a także sporo przestrzeni (pomijając dwa rozkładane fotele w trzecim rzędzie odpowiednie raczej tylko dla dzieci). Bogate wyposażenie jest oczywistością (testowany egzemplarz posiadał m.in. system iDrive sterowany za pośrednictwem specjalnego kontrolera [z funkcją dotykowego wpisywania liter] i grupy przycisków skupionych wokół niego, panoramiczny, szklany i otwierany dach, znakomicie oświetlające drogę, LED-owe reflektory, podgrzewaną kierownicę, elektryczną klapę bagażnika czy też wyświetlacz Head-Up).


Argument przetargowy

Marka i kryjąca się za charakterystycznym emblematem historia to jedno, ale nie zapominajmy z jakim samochodem mamy tutaj do czynienia. Pomny zalet koncernu z Monachium oraz rzeczywistych możliwości jego produktów mogłem założyć, iż siedmioosobowy minivan z dumnie prężącą się szachownicą również będzie znakomicie jeździł i przyzwoicie brzmiał. Nie do końca, przynajmniej jeżeli chodzi o aspekt numer 2. Najmocniejszy motor wysokoprężny w ofercie Gran Tourera – pomijając fakt, że jako jedyny został połączony z napędem xDrive – legitymował się całkiem przyzwoitą mocą 190 koni mechanicznych i 400 Nm maksymalnego momentu obrotowego przy dwóch litrach pojemności – co brzmi całkiem nieźle. Dynamika jest również wystarczająca – liniowo rozwijany „power” (choć zdaję sobie sprawę, że w przypadku samochodu rodzinnego nie jest to adekwatne określenie) gwarantuje „kulturalną” zrywność, brak problemów z manewrem wyprzedzania, a co więcej – przyzwoite zużycie paliwa (w mieście w okolicach 7,6 l/100 km, natomiast poza terenem zabudowanym ponad litr mniej – około 6,3 l). Czy BMW po raz kolejny udowodniło zatem, że nawet przednionapędowy (w naszym przypadku oczywiście z napędem na cztery koła) pojazd prorodzinny zasługuje na niełatwą do zdobycia plakietkę klasy Premium? Raczej tak, choć klekoczący diesel mógłby być nieco mniej klekoczący (nie, żeby jego dźwięk był mocno natarczywy, ale – pomimo naprawdę dobrego wyciszenia wnętrza – z nieco bardziej kulturalną pracą czterech cylindrów byłoby jeszcze przyjemniej). Zresztą od samochodu kosztującego ponad 230 000 złotych, właściwie każdy klient ma prawo tego wymagać…


Dobra informacja, ale znowuż nie taka zaskakująca, dla ceniących sztandarowe argumenty firmy BMW osób – Gran Tourer bez wątpienia zasługuje na to, by stanowić tę prorodzinną część koncernu z Monachium. Oczywiście faktów nie da się oszukać – w rękach wystarczająco majętnego klienta jest w końcu samochód o aparycji malutkiego wagonu ważącego 1615 kilogramów i zdolnego zapewnić pociechom podróż w luksusowych warunkach. Gran Tourer to jednak także (a może przede wszystkim) dający przyjemność z jazdy środek transportu i to nie taką przyjemność, że każdy element działa jak działać powinien i blisko ćwierć miliona złotych połyka kolejne kilometry wyremontowanych asfaltów. Możliwość zajęcia dość niskiej pozycji za kierownicą, pewnie leżąca w dłoniach, trójramienna kierownica i aktywowany tryb SPORT – Gran Tourera da się poczuć, jego układ kierowniczy w rzeczonym trybie jest wystarczająco precyzyjny, by skutecznie wydawać polecenia i zmusić pojazd do obrania narzuconego przez nas kursu, a łopatki przy kierownicy sprawnie zmieniają każde z ośmiu przełożeń automatycznej skrzyni, choć pamiętajmy, że w ostrzej pokonywanych zakrętach gabaryty siedmioosobowego BMW (dopłata do trzeciego rzędu siedzeń to 3451 zł) dadzą o sobie znać. Tylko po co jeździć Gran Tourerem w taki właśnie sposób? Czy nie lepiej jest się delektować gładką i „odpowiednią” pracą wspomnianego „automatu” (potrafi delikatnie szarpnąć, ale to bardziej „zaakcentowanie” zmiany przełożenia), przyzwoitą izolacją i sprawnym pokonywaniem nierówności przez zawieszenie (na poprzecznych ubytkach w drodze potrafi jednak czasami dobić – generalnie to przyzwoity kompromis) oraz naocznie udowodnionym luksusem? W przypadku BMW nie zawsze…


Co mówi segment?

Ano mówi stosunkowo dużo i to niekoniecznie pochlebnie o testowanym BMW serii 2 Gran Tourer. Czy powodem jest stopień dopracowania siedmioosobowego minivana? Sądzę, że na pewno, ale nie tylko o tzw. „rating” wśród znawców wysokiej jakości materiałów, wyposażenia o skomplikowanym nazewnictwie tudzież szeroko rozumianego luksusu tutaj chodzi. Otóż seria 2 Gran Tourer pochodzi z Monachium i to jest raczej oczywisty fakt, ale jej cena… wcale nie wywołuje gwałtownego łapania się za głowę. Oczywiście rachunek końcowy pokazuje dużo – testowany egzemplarz na ten przykład (solidnie doposażony) kosztował dokładnie 231 526 zł, jednak spójrzmy co mają do powiedzenia rynkowi konkurenci. Biorąc pod uwagę pewnego rodzaju charakter, dość kontrowersyjną stylistykę oraz do pewnego stopnia angażujące prowadzenie, wytypowałem trzech rywali: nowe Renault Espace, które w najbogatszej wersji Initiale Paris z jednostką wysokoprężną dCi o mocy 160 KM i 6-biegowym „automatem” EDC (wyposażenie niemalże kompletne) będzie kosztować niecałe 179 000 zł, najtańszego spośród wymienionych tutaj Citroёna C4 Grand Picasso, który w odmianie Exclusive z silnikiem BlueHDi o mocy 150 KM i 6-biegową przekładnią automatyczną będzie kosztował „skromne”, bo niecałe 146 000 zł i samochód, z którym zainteresowani wspomnianym BMW mogą mieć teoretycznie pewien kłopot (lub będzie na odwrót) – nowego Forda S-MAX. Naprawdę porządnie doposażona wersja Titanium, z 2-litrową jednostką TDCi o mocy 180 KM, automatyczną przekładnią Powershift i napędem na cztery koła, może bowiem w dość znaczny sposób przekroczyć pułap 200 000 zł, co dowodzi trzech rzeczy: inżynierowie koncernu z niebieskim owalem są na tyle pewni swojego produktu, że kawa przy „pogadance” o cenach zasmakowała im wyjątkowo dobrze, nowy S-MAX rzeczywiście jest wart takich pieniędzy, albo zawartość cennika nowego Gran Tourera to faktycznie całkiem przyzwoite liczby.


Dlaczego więc akurat testowane BMW? Dopóki bliżej nie poznamy chociażby wspomnianego Forda – ze względu na sposób, w jaki pracownicy firmy z Monachium podają swojego minivana oraz na stosunkowo dynamiczne prowadzenie… no i jest to ważny model w koncernie BMW – nie tylko ze względów marketingowych, ale również zróżnicowania oferty niemieckiego Audi tudzież Mercedesa…




Serdecznie dziękujemy Bartoszowi Kowalewskiemu za realizację sesji zdjęciowej.

www.bkfoto.carbonmade.com

Facebook

DANE TECHNICZNE BMW 220d xDrive Gran Tourer Luxury Line
Silnik / Pojemność diesel / 1995 cm3
Układ / Liczba zaworów R4 / 16
Moc maksymalna 140 kW (190 KM) / 4000 obr./min
Moment obrotowy 400 Nm / 1750 obr./min
Zawieszenie przód kolumny Macphersona
Zawieszenie tył wielowahaczowe
Napęd 4x4
Skrzynia biegów automat, 8 biegów
Prędkość maksymalna 218 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 7,6 s
Zużycie paliwa (miasto/trasa/mieszany) wg. producenta: 5,7 / 4,7 / 5,1 l/100 km
nasz test: 7,6 / 6,3 / 6,9 l/100 km
Długość / Szerokość / Wysokość 4556 / 2038 / 1641 mm
Rozstaw osi 2780 mm
Masa własna / Dopuszczalna 1615 / 2210 kg
Bagażnik w standardzie 645 l z trzecim rzędem siedzeń; 805 l bez trzeciego rzędu siedzeń
Bagażnik po złożeniu siedzeń 1905 l
Pojemność zbiornika paliwa 51 l
EKSPLOATACJA I CENA
Gwarancja mechaniczna 2 lata
Przeglądy wg. wskazań komputera
Cena wersji podstawowej 109 900 zł (216i Gran Tourer [1.5 l 102 KM])
Cena wersji testowanej 231 526 zł (220d xDrive Gran Tourer Luxury Line)

Wszelkie prawa do publikacji bez zgody redakcji zastrzeżone!