Aktualności

Seat Leon Cupra 280 DSG – AUTO TEST

12 czerwca 2015
tekst: Bartłomiej Urban, zdjęcia: Bartłomiej Urban; Bartosz Lemieszek; Wojciech Szatałowicz
Seat Leon Cupra 280 DSG

Z wizytą na Nurburgring

Są takie miejsca na Ziemi, gdzie powinien pojawić się każdy fan motoryzacji. Naszym zdaniem, numerem jeden jest Zielone Piekło czyli Nurburgring. Po prostu musieliśmy tam pojechać.


Na Północną Pętle może wjechać dosłownie każdy mechaniczny pojazd. Na filmikach w Internecie można zobaczyć jak tor pokonują kampery, autobusy czy nawet śmieciarki. Nie wątpimy, że sama radość z przejechania legendarnej drogi jest wielka, jednak my oczekiwaliśmy minimalnie więcej. Dlatego do Niemiec zabraliśmy auto, które dzierży kilka rekordów: najnowszego Seata Leona Cupra.


Już na początku wyjazdu małe nieporozumienie, bowiem odbierając Cuprę dostaliśmy zwykłego Leona z pakietem FR. Chwila konsternacji, wyostrzamy wzrok i okazało się, że wszystko jest jak być powinno, a nowa Cupra po prostu jest niemal identyczna jak zwykłe wersje. Poważnie, gdy postawimy obok siebie różne wersje jeszcze w tym samym kolorze i z tymi genialnymi w pełni LEDowymi światłami to naprawdę trzeba się trochę nagłowić aby poprawnie rozszyfrować odmiany. W zasadzie jedyne różnice są z tyłu: napis Cupra, podwójne końcówki wydechów oraz większe hamulce (w opcji widnieją jeszcze wydajniejsze Brembo). Nie można powiedzieć, że nowy Leon Cupra jest brzydki, wręcz przeciwnie jest śliczny, ale tak samo śliczna jest zwykła wersja. Trochę brakuje bardziej agresywnych elementów, tak jak to jest u konkurencji, przecież nie każdy chce, aby myślano, że jedziemy jakimś dieslem. Choć z drugiej strony mamy wilka w owczej skórze, co również jest zaletą, zwłaszcza przy starcie ze świateł. Cóż, każdemu nie dogodzimy, a my powinniśmy zacząć się pakować.

Seat Leon Cupra 280 DSG

Bierzemy kilka gratów, kąpiel, śniadanie i punkt 5:23 ruszamy na Zielone Piekło. Do celu mamy niemal równe 1200 km, z czego aż 1150 to autostrady i drogi ekspresowe. Trasę wcześniej sprawdziliśmy na google maps, jednak dla pewności ustawiamy nawigację. A raczej próbujemy, ponieważ dystans okazuje się chyba za długi – GPS zawiesza się i w rezultacie pomaga tylko wyjęcie karty i ponowne jej włożenie. Cóż, standardowo zaczyna się od niepowodzeń. Na szczęście, udaje się ustawić najpierw granicę, a potem dopiero miejsce docelowe. Swoją drogą Seat mógł w końcu skorzystać z większego i dużo ładniejszego graficznie wyświetlacza jaki znajdziemy w bliźniaczej Octavii czy Golfie.


Już pierwsze kilometry trasy mocno nas zdziwiły – w środku jest bardzo cicho, komfortowo i niestety mało sportowo… W zasadzie jedyny akcent mówiący o wyjątkowości tego modelu to spłaszczona kierownica, metalowe nakładki na pedały i zegary wyskalowane do 300 km/h. Prawdę mówiąc, to dwa pierwsze atrybuty dostajemy również w cywilnych wersjach FR, więc jesteśmy trochę zawiedzeni. To samo tyczy się fotelów. Konkurencja oferuje kubły tak wspaniałe, że wpadając w nie, ciężko się wykaraskać. Seat natomiast w serii oferuje niemal zwykłe siedzenia z minimalnie mocniejszym trzymaniem bocznym (w opcji są kubły). Na domiar złego, z tyłu zabrakło podłokietnika.


Żeby nie było, że tylko narzekamy, to trzeba pochwalić ilość miejsca i komfort jaki daje zawieszenie. Owszem, jest twardo, ale nawet z 19-calowymi kołami da się bez problemu tym autem jeździć na co dzień. Seat Leon Cupra oferuje wybór profili jazdy, wśród których znajdziemy Komfort, Sport i Cupra. Dodatkowo istnieje możliwość ustawienia indywidualnych preferencji, z którego skorzystaliśmy na trasie. Silnik i skrzynia ustawiona na ECO, a zawieszenie oraz układ kierowniczy na Komfort. Tak spersonalizowany samochód podczas jazdy w ogóle nie dawał znać, że posiada pod maską 280 wściekłych koni. Niesamowitym udogodnieniem jest aktywny tempomat, na którym przejechaliśmy niemal całą trasę. Samochód sam przyspiesza, sam hamuje – no po prostu wygodniej w trasie się nie da.

Seat Leon Cupra 280 DSG

Kolejna kwestia, w której zaczęliśmy się zastanawiać czy aby na pewno jedziemy Cuprą było spalanie. Z racji samych autostrad i dróg szybkiego ruchu tempomat w zależności od odcinka mieliśmy ustawiony na 140, 130 albo 120 km/h. Po pokonaniu 1200 km i wjechaniu na tor, średnie spalanie z 11 h podróży pokazało niesamowite 7,8 litrów! W 280-konnym aucie! Fakt, jechaliśmy eco, a droga była w miarę pusta, ale i tak chapeau bas Seat.

Wszystko co do tej pory pisaliśmy przestaje mieć znaczenie, bowiem stoimy właśnie u bram raju – przed nami Nordschleife. Droga wjazdowa biegnie wzdłuż najdłuższej prostej na torze, a na jej końcu jest małe rondko. Tuż za nim jest inny, przesączony benzyną, adrenaliną i strachem Świat Zielonego Piekła.


Najlepszym przykładem na to, jak trudny jest tor był pierwszy samochód jak ujrzeliśmy: rozbite MX-5 wyjeżdżające na lawecie. Na szczęście, dalej było już tylko lepiej, a naszym oczom ukazał się cały przekrój aut: od małych Suzuki Swift Sport, przez Mini Coopery, Lotus Elise, Porsche 911, Ferrari 430 Scuderia, Maserati Quattroporte, Audi S8 na Hondach NSX kończąc. Seryjnych aut było jak na lekarstwo, niemal 90 % samochodów to specjalnie przygotowane zabawki. Jeszcze lepiej było popatrzeć na twarze kierowców, pełne skupienia, strachu ale i podniecenia. W sumie my pewnie wyglądaliśmy podobnie. Warto było też zerknąć na rejestracje samochodów, mimo iż to był środek tygodnia (wtorek) to na torze pojawiły się auta z Norwegii, Belgi, Luksemburga, Holandii, Ukrainy, Anglii czy nawet Turcji. Legenda przyciągnie każdego. Do otwarcia toru zostało dokładnie 15 minut.


W tym czasie postanowiliśmy kupić bilety (1 okrążenie = 27 Euro, 4 okrążenia = 100 euro), przebiec się raz jeszcze przez parking i przygotować samochód. Seat Leon Cupra na szczęście był dobrze rozgrzany, wiec jedyną, bardzo ważną sprawą było przerzucenie wszystkich rzeczy z kabiny do bagażnika, sprawdzenie ciśnienia w oponach, ponowne ustawienie fotela oraz włączenie trybu Cupra. Naciśniecie magicznego przycisku obudziło w Leonie potwora, na którego czekaliśmy 1200 km. Nagle z głośników słyszymy głos, który nie mamy pojęcia co mówi, ponieważ jest to wszystko po Niemiecku, ale łatwo się domyśleć. W tym momencie wszystkie samochody zaryczały i zagrzmiały z podniecenia. Tak samo jak i właściciele. Ruszamy na Północną pętlę!

Seat Leon Cupra 280 DSG

Już podczas dojazdu do linii startu, a raczej bramek podobnych do tych z płatnych parkingów, można było odczuć dużo lepszą reakcję na gaz i zdecydowanie twardsze zawieszenie. Tryb Cupra zwiastuje nie lada osiągi. Najbardziej obawialiśmy się opon, które są już nieco zmęczone życiem – egzemplarz ma 21 000 km, raczej niezrobionych w spokojnej trasie. Na szczęście, obawy były bezpodstawne, ponieważ tor jest niesamowicie nagumowany, tysiące czy nawet miliony samochodów przejeżdżających rocznie ten odcinek zrobiły dobrą robotę.


Start odbywa się pod koniec najdłuższej prostej, mała szykana z pachołków, gaz do dechy i pierwszy lekki zakręt w lewo, aby następny już dużo ciaśniejszy zrobić w prawo. Jest fantastycznie. Samochód trzyma się drogi jak wściekły, jeszcze mocniej przyśpiesza, wydech w trybie Cupra strzela, a elektroniczna szpera dociska auto do zakrętu z niesamowitą siłą. Jedyne co nieco drażni to podbity przez głośniki efekt pracy silnika. Moim zdaniem, niepotrzebne. Poza tym jest genialnie, układ kierowniczy pracuje bardzo precyzyjnie, reakcja na gaz jest błyskawiczna, a skrzynia w trybie sportowym pracuje świetnie. Seat Leon Cupra ma również tryb pracy manualnej, a przełożenia wbijamy za pomocą łopatek. Bardzo dobra sprawa, jednak dla mniej doświadczonych kierowców wystarczy tryb automatyczny.

To niesamowite, że tor na którym spędzało się całe dnie na konsolach czy komputerach jest teraz przed twoimi oczami i pokonujesz go w naprawdę piekielnie szybkim samochodzie. Oczywiście, nie jedziemy na 100 % możliwości auta oraz swoich. Ba, nie jechaliśmy nawet na 50 % możliwości, mimo to zabawa było po prostu wyśmienita. Jeszcze nigdy nie czuliśmy takiego skupienia oraz strachu jednocześnie. Jeden mały błąd i lądujemy na barierce, która momentami było jakieś 50 cm od końca asfaltu. Grubo. Dodatkowo trzeba mieć oczy dookoła głowy, bowiem na torze nie jesteśmy sami i zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał nas wyprzedzić. Rekord Seata Leona Cupra to 7:58,40 min. My schodziliśmy do 10:45:00 co oczywiście dla nas i tak było rekordem świata (Cupra ma wbudowany stoper). Tutaj bardziej niż ściganie się z czasem jest możliwość poczucia tego toru, przejechania tych 47 magicznych zakrętów. Coś pięknego.


Seat Leon Cupra zrobił 3 okrążenia na Północnej Pętli po każdym stygnąc dobre 30 minut. Ponad 20 km trasy, nawet pokonywanej nie na 100 % auta potrafi rozgrzać podzespoły do niesamowitych temperatur, dlatego chłodzenie jest obowiązkowe. Tutaj tez mała wada, bowiem tryb Cupra, naszym zdaniem, powinien automatycznie dezaktywować system Start\Stop. Widzieliśmy na własne oczy jak kierowcy w najnowszym Audi S8 zapaliły się hamulce po kolejnym okrążeniu – ten tor to nie przelewki. Na koniec jeszcze kwestia spalania – z całej podróży to jest 2400 km, gdzie 60 km to ostra jazda po torze, a reszta to same autostrady, spalanie wyniosło 8,2 litry. Świetnie.


Seat Leon Cupra to niesamowicie uniwersalne narzędzie, które sprawdzi się zarówno na dalekiej trasie, w mieście jak i na torze. Wyprawa nim na legendarny Nurburgring to był strzał w dziesiątkę, samochód spisał się na medal. Sam nie wiem czy lepiej zapadnie nam w głowie Cupra czy Północna Pętla. To chyba było po prostu idealne połączenie. Samo miejsce to prawdziwy raj dla motofana. Cała przyjemność to poczuć ten klimat i być częścią rywalizacji. Nie chodzi tylko o czas ale o radość z jazdy. Seat Leon Cupra da nam jedno i drugie. Obiecuję wam.

DANE TECHNICZNE Seat Leon Cupra 280 DSG
Silnik / Pojemność benzyna / 1984 cm³
Układ / Liczba zaworów R4 /16
Moc maksymalna 205 kW (280 KM) / 5600 obr/min
Moment obrotowy 350 Nm / 1700 - 5600 obr/min
Zawieszenie przód kolumny MacPhersona
Zawieszenie tył Multilink
Napęd przedni
Skrzynia biegów automatyczna, 6 biegów
Prędkość maksymalna 250 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 5,8 s
Zużycie paliwa (miasto/trasa/mieszany) 12/ 8 / 10 (l/100 km)
Długość / Szerokość / Wysokość 4271 / 1816 / 1435 mm
Rozstaw osi 2618 mm
Masa własna / Dopuszczalna 1395 / 1890 kg
Bagażnik w standardzie 380 l
Bagażnik po złożeniu siedzeń 1210 l
Pojemność zbiornika paliwa 50 l
EKSPLOATACJA I CENA
Gwarancja mechaniczna 2 lata
Przeglądy co 15 tys. km
Cena wersji podstawowej 108 100 zł (SC, 2.0 265 KM, manualna skrzynia, Cupra); 113 300 zł (SC 2.0 280 KM, manualna skrzynia, Cupra 280)
Cena wersji testowanej 137 793 zł

Wszelkie prawa do publikacji bez zgody redakcji zastrzeżone!

  • motofan :)

    280 KM to już nie przelewki jak na takie auto. Czy Seat planuje odmianę R jak w poprzedniej generacji? Wyprawy zazdroszczę :)

    • barturban

      280 KM robi robote :) co do odmiany R to chyba nie bedzie bo teraz jest juz odmiana 265 i 280 KM. Swoja droga ciekawe kto kupuje 265, bowiem jest 3200 zl tansza, co jest juz niewielka doplata przy calej sumie ok 110 000 zl :)