Aktualności

Range Rover SVAutobiography – weryfikacja faktów

Range Rover SVAutobiography

Wydawało się, że całkiem nieźle znamy zasób cech jakimi charakteryzuje się brytyjski Range Rover: na swój sposób wyjątkowy, w odmianie SVR poruszający temat sportu oraz przede wszystkim luksusowy. Otóż inżynierowie z brytyjskiego Solihull zweryfikowali poniekąd stan ludzkiej wiedzy tudzież pewnych przekonań dotyczących głównie ostatniego z wymienionych walorów tytułowego SUV-a. Okazuje się bowiem, że dotychczasowy poziom luksusu Range Rovera był jak ciemne chmury przed solidną ulewą – jedynie zapowiedzią punktu kulminacyjnego, którym według producenta jest model SVAutobiography. Kosztujący w Wielkiej Brytanii co najmniej 148 900 funtów samochód (cena prognozowana), otrzymał zmieniony nieco grill odznaczający się lakierem Graphite Atlas i chromem, cztery końcówki układu wydechowego, zmienione napisy „RANGE ROVER” czy też trzy jednostki napędowe do wyboru: SDV6 Hybrid, SDV8 i doładowane, 5-litrowe V8 produkujące 550 KM i 680 Nm maksymalnego momentu obrotowego (wersja przedłużona ze wspomnianą „V-ósemką” ma przyspieszać do 100 km/h w 5,5 sekundy i rozwijać maksymalnie 225 km/h). Najważniejsze są jednak warunki jakie może zaoferować potencjalnemu nabywcy model SVAutobiography, a te brzmią naprawdę nieźle: kabina pasażerska wykończona drewnem, skórą i aluminium, specjalne dywaniki, aluminiowe haki na odzież wierzchnią, możliwość ładowania tabletów, lodówka znajdująca się w tylnej części samochodu, pakiet Event Seating dodający dwa skórzane fotele Windsor (możliwość montażu np. na tylnej klapie bagażnika) czy też przesuwana i wykończona również aluminium oraz drewnianą okleiną podłoga wspomnianego kufra.


Czy to rzeczywiście najbardziej luksusowy Range Rover jaki kiedykolwiek powstał? Biorąc pod uwagę fakt, że opracował go dział Special Vehicle Operations i można zamówić nawet dwukolorowe nadwozie (czarny lakier Santorini Black jest łączony z jednym z dziewięciu dostępnych, które pokrywają dolną część pojazdu) – tak, zdecydowanie tak…

Patryk Rudnicki