Nissan Qashqai Acenta 1.2 DIG-T 115 KM – AUTO TEST

7 września 2014
tekst: Patryk Rudnicki, zdjęcia: Bartłomiej Urban
Nissan Qashqai

Kompan

Kanapka z szynką nie zawsze musi smakować tak samo, kubek gorącej herbaty możemy zamienić na nieco płytsze naczynie słodkiego kakao, zaś ciepły polar poddać automatycznemu praniu tymczasowo wymieniając go na gruby sweter z brązowym łosiem. Kreowanie otaczającego nas świata potrafi być naprawdę przyjemne – wszak ludzkim jest sprawowanie nawet ograniczonej władzy, która przynosi wymierne korzyści na obszarze zwykłego ogniska domowego i nierzadko dotyczy nas samych, choć pewnych rzeczy zmieniać nie można lub po prostu nie wypada. Okraszona przyzwoitą pensją posada, obdarowana limitowaną sympatią teściowa (nie bierzcie tego do siebie) czy wizyta na urodzinach małego siostrzeńca przełożona z powodu meczu piłki nożnej – istnieje oczywiście ewentualność dość odważnej decyzji popartej wewnętrznym głosem (braku) rozsądku, ale czy warto pozbywać się różnych wspomnień, chwil okraszonych niekoniecznie pozytywną reakcją ludzkiego organizmu tudzież psychicznego spokoju? Warto pozbyć się Nissana Qashqai dotychczasowej generacji na rzecz zupełnie nowego jego wcielenia? To zależy …

Argument nr 1

Sprzedażowy „fenomen” japońskiego SUV-a, rozumiany czasem w dość ograniczonym zakresie, może powodować chwilę głębszego zastanowienia do dnia dzisiejszego. Ustalając główny powód świetnej frekwencji Qashqai’a na polskich drogach, wypadałoby zadać sobie pytanie: „Czy całokształt wspomnianego samochodu, zawierający się m.in. w mało porywającym, acz dość eleganckim designie, topornie wyglądającej kabinie pasażerskiej i zadumanych spojrzeniach kierowców z niesmakiem spoglądających na „kopie” swojego nabytku, ma realne uzasadnienie w oczach prawdopodobnie zadowolonych klientów?”


Druga generacja popularnego w naszym kraju Nissana zdaje się odpowiadać twierdząco, choć skrupulatnie opracowanej bazy sprzedanych egzemplarzy jeszcze nie ma, opinii wystarczająco majętnych ludzi jest niewiele, a stylistyka nie przypomina już zdziwionego sporym popytem gimnazjalisty. Nowy Qashqai jest bardziej odważny, a liczne kanty i przetłoczenia jedynie podkreślają jego proporcjonalną sylwetkę uwydatniając jednocześnie odrobinę drapieżności jaka wkradła się na deski kreślarskie japońskich inżynierów. LED-owe światła do jazdy dziennej (będące, podobnie zresztą jak LED-owe światła tylne, elementem wyposażenia standardowego), soczewkowe reflektory, charakterystyczny grill i bryła dorosłego SUV-a w wykonaniu Nissana, który swoją wielkością nie kryje zamiłowania do miejskich arterii – omawiany samochód jest teraz „jakiś”, a neutralność stylistyczną zamienił na wyraźnie wyeksponowane cechy, pytanie tylko czy opinia publiczna – przyzwyczajona raczej do względnej anonimowości i braku ostentacyjnych wyróżników – podzieli kryteria dobrego smaku w XXI wieku jakie proponuje Nissan? Z absolutnym przekonaniem można by było odpowiedzieć „TAK”, jednak wyczucie estetyczne państwa, w którym „dominą” nadal pozostaje czeska Škoda Octavia, wymaga pozostawienia pewnego marginesu wątpliwości …

Argument nr 2

Zaglądając do wnętrza nowego Qashqai’a pierwsze wrażenie może się okazać mylne (o ile wyczulona percepcja stwierdzi obecność kiepskiej jakości plastików tudzież kierownicy wykonanej z kauczuku). Nie – materiały wykończeniowe zasługują bowiem na pochwałę (są miękkie, choć oczywiście nie wszędzie – to nie Infiniti), fotele, nawet w dłuższej podróży, są całkiem wygodne, przestronność oraz ilość dostępnego miejsca (tak w pierwszym jak i w drugim rzędzie siedzeń) są wystarczające (z tyłu swobodnie usiądzie osoba mierząca jakieś 186 cm za drugą o identycznym wzroście), a wyposażenie prezentuje godny odnotowania skok w stosunku do poprzednika (testowany model był w wersji pośredniej Acenta i dysponował m.in. dwustrefową, automatyczną klimatyzacją, systemem rozpoznawania znaków drogowych, układem wspomagania hamowania [tzw. Brake Assistant], czujnikiem deszczu, automatycznymi reflektorami, przednimi oraz tylnymi czujnikami parkowania czy Pakietem Bezpieczeństwa obejmującym system Bluetooth, kamerę cofania, łącze USB, MP3 i dla iPoda oraz nawigację satelitarną, której całkiem dokładne wskazania wyświetlane były przez 7-calowy ekran).


Codzienność na pokładzie sprzedażowego bestselleru Nissana upływa całkiem przyjemnie – bez stosunkowo nieprzyjemnego uczucia, że japońscy inżynierowie musieli skonstruować dobry samochód pod mentalnym ciśnieniem oczekiwań ze strony szerokiej klienteli, aczkolwiek chcąc nie chcąc takowe są wpisane w nietypową nazwę podniesionego modelu Nissana. Niektórych będzie zapewne razić kolorystyka wnętrza przypominająca sepię niezłego zdjęcia fotograficznego, niemniej jednak do ciemnej kabiny można się szybko przyzwyczaić (opcja dla nieco bardziej majętnych: wybrać najbogatszą odmianę Tekna i za 2700 zł dokupić panoramiczne okno dachowe z elektryczną roletą), a cała reszta to popis ergonomicznego myślenia konstruktorów opisywanego samochodu. Obsługa poszczególnych udogodnień jakie oferuje Qashqai drugiej generacji jest łatwa, rozmieszczenie przycisków intuicyjne, zaś symetryczność deski rozdzielczej przyjemna dla oka. Spędzony w korkach czas minie zatem w dość komfortowej atmosferze (ciszę i oszczędzanie paliwa zagwarantuje bowiem funkcja Start-Stop) z poczuciem solidności maszyny, którą podróżujemy i zapachem kawy wydobywającym się ze średniej wielkości kubka, dla którego miejsce również się znajdzie. Optymizm nieco przygasa w momencie ruszenia samochodem z miejsca, choć ostateczny sąd jest tutaj warunkowany indywidualnymi gustami …


Argument nr 3 …, powiedzmy

Testowany egzemplarz pachnącego jeszcze nowością Qashqai’a napędzała konstrukcja samego Nissana – benzynowe i podstawowe w cenniku DIG-T o pojemności zaledwie 1.2-litra i produkujące 115 KM. Efekt? Raczej przewidywalny, choć nie poparty znaczącymi wadami czy dźwiękiem rozpadającego się urządzenia. Czterocylindrowy silnik (będący dzieckiem poniekąd szalonej idei downsizingu i lubiący nieco wyższe obroty) gwarantuje błogą ciszę we wnętrzu (nawet tuż po rozruchu), sprawia wrażenie świetnej propozycji (i właściwie nią jest) do zatłoczonego miasta gdzie jego dynamika jest zdecydowanie wystarczająca, gwarantuje przyzwoite wyniki zużycia paliwa (w mieście około 9 litrów [choć komputer pokładowy potrafi również pokazać i 11 litrów], cykl mieszany to ok. 7 litrów, natomiast poza miastem nieco ponad 6 litrów [mój rekord to 4,6 l]), pozwala również zrobić nieco dłuższą trasę (aczkolwiek nie do tego został stworzony i manewr wyprzedzania może czasami doprowadzić do palpitacji serca) i odpowiada poniekąd wybitnie miękkim nastawom zawieszenia. W polskiej rzeczywistości czyli kraju dziurą i uskokiem płynącym wydaje się to dobrą informacją …, do czasu …


Jazda Nissanem Qashqai drugiej generacji przypomina trochę rejs niewielkim statkiem gdzie różnej wielkości fale nie mają większego znaczenia, choć są wyczuwalne i wymagają koncentracji od nazbyt rozluźnionego „kapitana”, który zajął się zbieraniem tzw. eko-punktów. Owszem, układ kierowniczy daje wystarczającą ilość informacji co aktualnie robią koła japońskiego SUV-a, prowadzenie jest płynne i całkiem przyjemne, niemniej jednak chęć nieco szybszego pokonania jakiegokolwiek zakrętu jest …, nieodpowiednia (choć to nie ma być samochód sportowy), a z okolicy górnej części przednich drzwi dobiegają do naszych uszu nieprzyjemne szumy (przy 120 km/h potrafią już być dość irytujące). Konkurent m.in. czeskiej Škody Yeti to zatem komfortowy środek transportu (momentami aż za bardzo), któremu określenie „dynamika prowadzenia” jest zupełnie obce, zaś system monitorujący pasy ruchu działa z natarczywością innowiercy (oczywiście spełnia swoje zadanie, jednak miłym akcentem byłaby możliwość jego dezaktywacji, której ja bynajmniej nie znalazłem), choć nie czyni go to złym samochodem. Qashqai taki po prostu ma być – wygodny, teoretycznie bezpieczny i sprzyjający rodzinnemu myśleniu swojego właściciela.


Pożyczyłbyś mu swoją żonę?

Jeden z najlepiej sprzedających się pojazdów czterokołowych w naszym kraju ustąpił miejsca nowej generacji – informacja to podniosła, ważna oraz interesująca myślę lwią część polskiego społeczeństwa, pytanie tylko: „Czy warto zamienić sprawdzony już samochód, którego popularność nie budzi raczej żadnych wątpliwości, na samochód okupiony jednak świeżo zadanymi pytaniami; samochód teoretycznie będący godnym zaufania kompanem na co dzień?” Testowany egzemplarz Nissana Qashqai kosztował 93 300 zł co czyni go jedną z droższych ofert na tle rywali pokroju wspomnianej Škody Yeti (podobnie wyposażona odmiana Ambition z silnikiem 1.2 TSI kosztuje około 87 500 zł), Mitsubishi ASX (wersja Invite z benzynowym, 1.6-litrowym silnikiem kosztuje niecałe 77 000 zł), Volkswagena Tiguana (odmiana Perfectline z 1.4-litrowym, 122-konnym motorem TSI to wydatek ponad 100 000 zł) tudzież Hyundai’a ix35 (wersja Comfort z 1.6-litrowym silnikiem GDI to około 92 500 zł).


Oczekiwania wobec tytułowego samochodu są (można śmiało powiedzieć) ogromne, a inżynierowie Nissana z bagażem ewentualnej krytyki tudzież dogłębnej analizy nowego modelu mieli ambitne zadanie skonstruowania czegoś, co będzie nowoczesne, odpowiadające na zachcianki potencjalnej klienteli oraz utrzymujące dotychczasowe wyniki sprzedaży. Wyzwanie szalenie trudne, ale nie niemożliwe co udowodnili pracownicy japońskiego koncernu. Nowy Qashqai jest dość odważnym powiewem świeżości gwarantującym bogate wyposażenie, poczucie obcowania z dorosłym samochodem i uzasadnioną przydatność w obowiązkach dnia powszedniego. Fakt, bagażnik (401 litrów), choć dwuczęściowy, nie zachwyca swoją pojemnością i ma stosunkowo wysoki próg załadunku, jednak mając w pamięci podniesionego Nissana jako całokształt można by było dany mankament wybaczyć jego konstruktorom. Udany kompan niemalże każdego dnia i godny następca polskiego hitu motoryzacyjnego? Czemu nie, ale po odpowiednim liftingu eliminującym kilka niedociągnięć, choć „pożyczenie” mu własnej żony byłoby już skrajną nieodpowiedzialnością …

DANE TECHNICZNE Nissan Qashqai Acenta 1.2 DIG-T 115 KM
Silnik / Pojemność benzyna / 1197 cm3
Układ / Liczba zaworów R4 / 16
Moc maksymalna 85 kW (115 KM) / 4500 obr./min
Moment obrotowy 190 Nm / 2000 obr./min
Zawieszenie przód sztywno mocowana krótka rama pomocnicza
Zawieszenie tył belka skrętna
Napęd przedni
Skrzynia biegów manual, 6 biegów
Prędkość maksymalna 185 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 11,3 s
Zużycie paliwa (miasto/trasa/mieszany) wg. producenta: 6,9 / 4,9 / 5,6 l/100 km
nasz test: 9,2 / 6,3 / 7,2 l/100 km
Długość / Szerokość / Wysokość 4380 / 1806 / 1590 mm
Rozstaw osi 2646 mm
Masa własna / Dopuszczalna 1318 - 1434 / 1860 kg
Bagażnik w standardzie 401 l
Bagażnik po złożeniu siedzeń -
Pojemność zbiornika paliwa 65 l
EKSPLOATACJA I CENA
Gwarancja mechaniczna 3 lata lub 100 tys. km
Przeglądy wg. wskazań komputera
Cena wersji podstawowej 75 500 zł (1.2 DIG-T 115 KM, Visia)
Cena wersji testowanej 93 300 zł (1.2 DIG-T 115 KM, Acenta + dodatki)

Wszelkie prawa do publikacji bez zgody redakcji zastrzeżone!

  • airmatic

    Tekst ciekawy, na poziomie dobrej książki. Podejście do tematu samochodu poparte dużą ilością nawiasów okrągłych i kwadratowych. Brakuje spojrzenia na auto oczami właściciela poprzedniej generacji: zdenerwowany czytanym tekstem pojedzie sam do dilera, wyrwie jedną sztukę i wyrobi własną opinię subiektywno – obiektywną. Może. Niemniej ciekaw jestem, czy redaktor prowadził wcześniej poprzedniego QQ. Bo ja tak.