Volkswagen Amarok Canyon 2.0 TDI – AUTO TEST

26 sierpnia 2014
tekst: Bartłomiej Urban, zdjęcia: Bartłomiej Urban
VW-Amarok-Canyon-2.0-TDI-4x4-2014-1

Niech żyje wolność

W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, że najchętniej rzuciłby wszystko co robi, spakował się i pojechał w góry. Chwila refleksji oraz odetchnięcia od wyścigu szczurów dopadła i mnie. Z tym, że ja miałem dodatkowy powód, aby taką podróż wykonać, a jest nim Volkswagen Amarok Canyon.


Wygląd

Ogromny, potężny, wielki. Tylko to potrafiłem z siebie wydobyć po pierwszym spotkaniu z Amarokiem. Wrażenie było tym bardziej spotęgowane, że wcześniej jeździłem Skodą Citigo i Oplem Adamem… Dodatkowo nasz egzemplarz to wersja specjalna Canyon, która charakteryzuje się miedzy innymi dodatkową belką ze światłami na dachy, orurowaniem, specjalną osłoną podwozia oraz dedykowanymi 17-calowymi alufelgami, na które naciągnięto terenowe opony. Muszę przyznać, że w tym pomarańczowym kolorze, Amarok robi niemałe zamieszanie na drogach. Wygląda bardzo bojowo i to mi się w nim podoba.


Wnętrze

Również wnętrze zyskało kilka nowych elementów, które nawiązują do karoserii. Skórzane fotele zostały dwukolorowo obite, a charakteru nadaje pomarańczowa nić przeszywająca boczki. Kolor ten zdobi też wykończenie nawiewów, gałki zmiany biegów oraz kierownicę. Wszystko jest proste i czytelne jak na VW przystało. Jakość materiałów pozostawia trochę do życzenia, chociaż, moim zdaniem, są one odpowiednio twarde. Przecież ten samochód to wielozadaniowy wół roboczy, a nie klasyczny samochód w trasę. No właśnie, jak już tu jesteśmy, to głupotą jest montowanie siedzeń z jasnym wykończeniem ze skóry. Niestety, ale strasznie szybko się brudzą, co zresztą widać i na zdjęciach.


Trzeba też trochę popsioczyć na multimedia. Niestety, system zamontowany na pokładzie lata świetności ma już za sobą. Nie dość, że wygląda już dość archaicznie to dodatkowo działa bardzo powoli. Kolejna sprawa to bagażnik. Nie posiadając zabudowanej burty, jesteśmy zmuszeni przewozić rzeczy na tylnej kanapie. Z tym nie ma problemu, chyba że chcemy podróżować w 4 osoby albo zostawić samochód na mieście bez obawy o łatwą kradzież. Chyba jednak warto zainwestować w zamykaną pakę. Swoją drogą ta w testowym egzemplarzu jest ogromna, spokojnie zmieścimy na niej kilka rowerów. Dodatkowo została pokryta specjalnym szorstkim wykończeniem, który zapobiega zarysowaniom oraz chroni przed wodą. Ciekawym rozwiązaniem jest zamontowanie na jednej ze ścianek gniazdka 12V. Trochę mnie to zdziwiło, bowiem jest ono łatwo podatne na wodę czy mróz.


Problemem większości pickupów jest pionowa tylna kanapa, która jest wygodna tylko na krótkich dystansach. Na szczęście projektanci Amaroka poszli bo rozum do głowy i tył został zaprojektowany tak jak powinien. Jest na tyle wygodnie, że bez problemu dojedziemy do gór ze stolicy. Miejsca jest też naprawdę sporo, co nie powinno dziwić patrząc na wymiary auta. Ciekawym dodatkiem w testowanym Amaroku, jest ogrzewanie postojowe, które niewątpliwie przyda się mieszkańcom gór. Panel do programowania został ukryty tuż na dachem i aby nauczyć się jego obsługi należy spędzić trochę czasu z instrukcją. Niemniej jednak, bardzo przydatna rzecz, zwłaszcza w mroźne zimowe dni.


Silnik i właściwości jezdne

Początkowo widok wielkich „szperaczy” na dachu powodował tylko uśmiech na mojej twarzy. Sprawdzają się świetnie w terenie w nocy, jak i również potrafią przywrócić do porządku niejednego cwaniaka-szeryfa drogowego. Są one podłączone pod światła długie i i ich moc jest przeogromna. Niestety, jest z nimi problem. W trasie, powyżej prędkości 110-120 km/h stawiają ogromny opór powietrza, co przekłada się na potężny szum dobiegający do kabiny.


Również w mieście miękkie zawieszenie było jak najbardziej na miejscu. Wszelkie dziury, czy „leżących policjantów”, Amarok pokonywał bez zająknięcia. Gorzej jest w trasie, kiedy nadwozie mocno się przechyla, co jest dosyć niepokojące zwłaszcza przy szybkich zakrętach. Ale bądźmy szczerzy, nikt tym autem nie zamierza się ścigać. Co prawda pod maską ma 140 KM (w mocniejsze odmianie 180 KM), które całkiem nieźle radzą sobie z ogromnym 2-tonowym Amarokiem, ale to wciąż mało na szaleństwa. Swoją drogą dlaczego VW, który ma w swojej gamie takie jednostki jak 4.2 TDI, 3.0 V6 TDI czy chociażby benzynowe 3.6, nie pakuje ich do Amaroka? Ja wiem, że u nas nie Ameryka, ale myślę, że kilku potencjalnych klientów by się skusiło na potężniejszy motor.

Muszę przyznać, że jazda tym kolosem wymaga pewnej wprawy. Po pierwsze, nawet nie próbujmy znaleźć miejsca parkingowego przy hipermarketach i tym podobnych: Amarok się tam nie zmieści. Po drugie, trzeba pamiętać, aby uważać na małe autka typu Toyota GT86 czy Mazda MX-5. Mimo iż Amarok posiada ogromne lusterka oraz czujniki parkowania wraz z kamerką, to trzeba być bardzo czujnym. Patrz w lusterka, małe miejskie toczydełka są wszędzie.


Dobra, ale przejdźmy do tego w czym Amarok jest dobry, czyli do jazdy w terenie. Po ponad 4h na asfalcie, przyszła pora na teren, i to nie taki łatwy. Aura nie sprzyjała, lało i było bardzo ślisko, ale nie zrobiło to na naszym pickupie żadnego wrażenia. Samochód nadzwyczaj dobrze radził sobie w błocie, na śliskiej trawie i na kamieniach. Idzie jak czołg. Testowany egzemplarz posiada stały napęd 4×4 (Torsen) z blokadą tylnego mostu. Dodatkowo możemy włączyć elektronicznego pomocnika, który będzie utrzymywał stałą prędkość przy zjazdach. Już dawno tak dobrze się nie bawiłem za kółkiem samochodu. Nie straszne nam podjazdy, zjazdy, leśne skarpy i tym podobne. Trzeba tylko pamiętać o jednej ważnej zasadzie off-roadu – im lepsza terenówka tym dłużej trzeba iść po traktor…

Na koniec jeszcze kwestia spalania, która wcale nie jest tak bolesna, jak moglibyśmy się po tak ogromnym aucie spodziewać. W mieście Amarok potrzebował 12 litrów, natomiast na trasie udało mi się zejść do 9.5. Nieźle jak na takie bydlę. W terenie wypije wam dokładnie tyle ile wlejecie…


Podsumowanie

Lubię pickupy. Lubię je za to, że są autami praktycznie do wszystkiego. Można nimi przewieźć sporo towaru, ale i można nimi pobawić się w terenie. Spełnią swoją rolę w trasie jak i w mieście. Owszem, ze względu na swoje gabaryty są czasami niewygodne, ale nie zawsze można mieć wszystko.

A jak udała się moja podróż w góry, aby odpocząć? Nie udała się. Okazało się, że entuzjastów spędzania czasu na łonie natury jest już równie dużo, co tych którzy siedzą w korpobudynkach. Cóż, na szczęście jest kilka dróg, gdzie zwykle samochody nie dadzą sobie rady, a Amarok zrobi to bez problemu. I to jest jego ogromny plus.

Bartłomiej Urban

DANE TECHNICZNE Volkswagen Amarok Canyon 2.0 TDI
Silnik / Pojemność turbodiesel / 1984 cm³
Układ / Liczba zaworów R4 / 16
Moc maksymalna 102 kW (140 KM) / 4200 obr/min
Moment obrotowy 320 Nm / 1750-2500 obr/min
Zawieszenie przód Niezależne
Zawieszenie tył Sztywny most na resorach piórowych z amortyzatorami
Napęd 4x4
Skrzynia biegów manualna, 6 biegów
Prędkość maksymalna 162 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 13,1 s
Zużycie paliwa (miasto/trasa/mieszany) 11,3 / 9,5 / 10,7 (l/100 km)
Długość / Szerokość / Wysokość 5254 / 1954 / 1834 (bez szperaczy) mm
Rozstaw osi 2095 mm
Masa własna / Dopuszczalna 1995 / 2840 kg
Bagażnik w standardzie wymiary skrzyni załadunkowej: 1620x1555x508 mm minus nadkola
Bagażnik po złożeniu siedzeń -
Pojemność zbiornika paliwa 80 l
EKSPLOATACJA I CENA
Gwarancja mechaniczna 2 lata
Przeglądy co 30 tys. km
Cena wersji podstawowej 84 560 (2.0 TDI 140 KM, 4x2, pojedyncza kabina)
Cena wersji testowanej 160 000 zł

Wszelkie prawa do publikacji bez zgody redakcji zastrzeżone!