Lamborghini Huracan LP 610-4 (2014) – a co z tytułem?

Lamborghini Huracan LP 610-4 (2014)

Pracownicy firmy z Maranello odczuwają zapewne strach, pewnego rodzaju szacunek, być może podziw, ale i ogromną motywację do działania – nie dlatego, że wyniki sprzedaży ich produktów są jakieś rozczarowujące; powodem niepokoju jest raczej jeden z głównych konkurentów bezczelnie prychających nadmiarem (z politycznego punktu widzenia) swojej mocy. Na ten model świat motoryzacji czekał aż 10 lat (co według Lamborghini stanowi normę dla jego samochodów) – najwyższa bowiem pora pożegnać wciąż atrakcyjne, szalone Gallardo i z uśmiechem na twarzy powitać jego następcę – model Huracan LP 610-4 …


Najnowszy członek tytułowej marki (która, swoją drogą, w dalszym ciągu liczy jedynie dwa pojazdy) przedstawia nam to samo, a jednak nieco inne oblicze włoskiego koncernu produkującego do tej pory świetnie sprzedające się Gallardo. Mniejsze „rodzeństwo” flagowego Aventadora (pomijając nazwę Huracan oznaczającą byka wojującego w 1879 roku na hiszpańskich arenach) to pełen agresji, zaskakujących przetłoczeń, a także ostrych linii samochód, który dysponując masą 1422 kilogramów odważnie pokazuje czym są znakomicie zachowane proporcje nadwozia. Utrzymany zatem w stylistycznych granicach smaku tytułowego koncernu Huracan, jest kontynuacją (skądinąd) włoskich emocji, idei rozjuszonego byka tudzież finansowej nobilitacji dla zaradnych – jeszcze mocniejszą (610 KM i 560 Nm maksymalnego momentu obrotowego generowanych przez 5.2-litrową jednostkę V10 jest przenoszonych na wszystkie cztery koła), zaawansowaną technologicznie (opisywany samochód zyskał m.in. 7-biegową skrzynię Lamborghini Doppia Frizione) i bardzo szybką (do 100 km/h Huracan ma przyspieszać w 3,2 sekundy, do 200 km/h w 9,9 sekundy, a jego prędkość maksymalna to teoretycznie ponad 325 km/h).


Miało być Lamborghini Cabrera – godny następca cieszącego się dużym popytem Gallardo, który pod każdym możliwym względem miał być od niego lepszy. Fabryka z Sant’Agata Bolognese wydała jednak światu 610-konnego Huracana, który rzekomo potrafi średnio spalić 12,5 litra benzyny na 100 kilometrów – czy tego właśnie oczekiwały spragnione nowego modelu z Półwyspu Apenińskiego, motoryzacyjne serca? Poniekąd sądzę, że tak, aczkolwiek upłynie jeszcze trochę czasu zanim Huracan na dobre zadomowi się w ofercie włoskiego Lamborghini i ukaże wszystkie swoje „argumenty”. Jak na razie to pewnego rodzaju niewiadoma – podobnie zresztą jak tytuł niniejszego artykułu …

Patryk Rudnicki