Isuzu D-Max 2.5 TD LS 4WD – AUTO TEST

11 czerwca 2013
tekst: Bartłomiej Urban, zdjęcia: Paweł Garbulski
Isuzu D-Max LS

Małe jest piękne

Szukasz małego, drobnego autka z niewielkim bagażnikiem mogącym pomieścić jedynie zakupy? Jesteś ekologicznym maniakiem i lubisz wszystko co zielone? Potrzebujesz stylowego wozidełka, żeby zaszpanować przed znajomymi? Jesteś facetem i nosisz rurki? Boisz się brudu? Jesteś kobietą, która ma problemy z parkowaniem? Cóż, jeżeli chociaż na jedno z tych pytań odpowiedziałeś pozytywnie, możesz darować sobie czytanie dalszej części testu, gdyż dzisiaj będziemy testowali prawdziwego twardziela z krwi i kości: Isuzu D-Max.


Wygląd

Jest to już moja druga przygoda z tym modelem i powiem szczerze, że nie mogłem się go znowu doczekać. Za pierwszym razem zrobił na mnie świetne wrażenie i mam nadzieję, że po tym teście będzie równie dobrze. Tym razem postanowiłem sprawdzić go nieco mocniej w terenie – w końcu 6 miejsce z 48 załóg w rajdzie Paryż-Dakar o czymś świadczy.


Jednak zanim przejdziemy do właściwości terenowych skupmy się przez chwilę na wyglądzie Isuzu. Wiem, że płeć piękna od razu skwituje, że nie ma tu się nad czym zastanawiać, bo przecież to typowy pick-up. Niestety, w ten sposób można określić samochód z każdej klasy i każdego producenta. Motoryzacja w dzisiejszych czasach jest tak mocno rozwinięta, że to co tak naprawdę decyduje o sukcesie danego auta to szczegóły i cechy charakterystyczne, dla których klient gotowy jest zapłacić niemałe pieniądze. A co jest tak wyjątkowego w D-Maxie? Wielkość. Każdy element tutaj jest duży, począwszy od reflektorów, przez grill i nadkola, a skończywszy na ogromnym napisie ISUZU, który chyba widać z kosmosu…


D-Maxa trudno nie zauważyć, pięknie pręży muskuły, a dodatkowo ciekawy lakier testowanego egzemplarza (Garnet Red) przyciągał jeszcze mocniej uwagę. Z tyłu producent zamontował aluminiowe pałąki, które poza względami estetycznymi dbają o sztywność nadwozia. Oczywiście, można zamówić egzemplarz, z różnymi rodzajami zabudowy tyłu, jednak najefektowniej wygląda właśnie w takiej konfiguracji. Testowana przez nas wersja to tak zwana „kabina wydłużona”. Co to znaczy? Ano to, że mamy dodatkowe krótkie drzwi tylne otwierane w odwrotna stronę niż przednie, przez co mamy lepszy dostęp do tyły kabiny.


Wnętrze

No właśnie, jak już jesteśmy przy tej części pojazdu, to co producent miał na myśli robiąc taką wersję? Na pewno przestrzeń ta nie posłuży nam za dodatkowe fotele, bo to co wystaje z podłogi jest zdecydowanie za krótkie, za niskie i tak niewygodne, że nawet za karę bym tam nikogo nie posadził. Bagaży też tam raczej nie schowamy, bo są narażone na potencjalnych złodziei, którzy dostrzegą nasze skarby przez szybę. Dlatego jeśli chcecie kupować D-Max’a to tylko w wersji 4 drzwiowej (5 osobowej) albo w wersji krótkiej (2 osobowej) bez tej dziwnej przestrzeni za fotelami.


Na szczęście to jedyny mankament kabiny Isuzu, która pomimo iż jest mocno spartańska sprawia wrażenie dosyć nowoczesnej. Czarna deska rozdzielcza została sprytnie „udekorowana” jasnymi elementami, przez co nie jest w środku tak mocno smutno. W celu rozjaśnienia kabiny bądź nawet podniesienia jej standardu możliwe jest zamówienie skórzanych foteli np. w kolorze brązowym. Jednak nie polecamy tego do auta, które będzie robiło jako wóz przeprawowy albo wykorzystamy je do ciężkiej pracy. Pomimo terenowego charakteru producent zadbał o takie gadżety jak klimatyzację (manualna), bluetooth czy naprawdę świetne audio (CD/MP3) z systemem Live Surround. Na duży plus zasługują liczne schowki i uchwyty na napoje oraz rączki do trzymania zamontowane w przednich słupkach, na których zamocowana jest szyba. Podczas przepraw w terenie sprawdzały się one świetnie i można było się na nich naprawdę mocno zaprzeć.


W kwestii miejsca, to tak jak wcześniej już wspominałem jest jego dużo, ale tylko dla dwójki pasażerów z przodu, dla większej ilości to auto po prostu nie jest przeznaczone. Fotele nie należą do najbardziej komfortowych, jednak w tego typu samochodzie nie nastawiałem się nawet na to. Fakt, że paka jest otwarta może spowodować, że w daleką podróż raczej tym modelem się nie wybierzemy, bo nie będziemy mieli gdzie schować bagażów. Wtedy jedynym rozwiązaniem jest dokupienie zamykanej na klucz zabudowy, która kosztuje w zależności od wersji od 7000 do 11000 zł.


Silnik i właściwości jezdne

Pod maską pracuje turbodoładowany diesel o pojemności 2.5 litra konstrukcji Isuzu, które ma dosyć duże doświadczenie w budowie jednostek napędowych. Motor posiada 163 KM i 333 Nm, co w zupełności wystarczy aby np. pociągnąć przyczepę z hamulcami o masie nawet do 3 ton! Wynik naprawdę imponujący. Samochód, mimo iż na papierze legitymuje się dość przeciętnymi osiągami (około 11,5 sekundy do 100 km/h, mierzone samodzielnie, gdyż producent nie podaje tej wartości) to w rzeczywistości wydaje się całkiem żwawy, zwłaszcza jak na kloca który waży prawie 2 tony (1975 kg). O dziwo, nieźle też jest pod względem ekonomii, w mieście powinniśmy zmieścić się w 11 litrach, a na trasie zbić przynajmniej 3 litry. Duża tu zasługa 6-biegowej skrzyni biegów, która swoją drogą mogłaby być odrobinkę bardziej precyzyjna. W terenie oczywiście te wartości mocno rosną, jednak jest to cena, którą warto zapłacić za radość z jazdy jaką nam to auto daje. Prowadzenie po asfalcie pozostawia dużo do życzenia, samochód mocno buja, a układ kierowniczy wydaje się nie współpracować z kołami…


Dobra, ale dosyć narzekania, przejdźmy do kwestii, w której Isuzu D-Max czuje się jak ryba w wodzie, czyli do pokonywania terenu niedostępnego dla miejskich popierdółek czytaj: SUV’ów inaczej zwanymi pseudoterenówkami. Tam gdzie one ugrzęzną, tam Isuzu D-Max, dopiero włączy napęd na 4 koła, a od czasu do czasu ratuje się blokadą dyferencjałów. Wtedy nie ma na niego mocnych i jedynym elementem, który może popsuć nam zabawę mogą okazać się zbyt szosowe opony. 235 milimetrowy prześwit, 30 stopniowy kąt natarcia, 25 stopniowy kąt zejścia czy 49 stopniowy kąt trawersowania to dane, które gwarantują nam przetrwanie w najcięższym terenie. Mocny silnik w połączeniu z niezłym napędem naprawdę sprawują się świetnie i trzeba się mocno natrudzić, aby auto zakopać. Niewątpliwą frajdę daje też ustawienie napędu na samą tylną oś. Wtedy przy lekko mokrym asfalcie czy szutrach możemy poczuć się jak drifterzy. Widok lecącego D-Max bokiem – bezcenny. Warto też pochwalić hamulce, które jak na tak wielki bunkier (5295mm) radzą sobie wręcz genialnie.


Podsumowanie

Kolejny test tylko potwierdził moją opinię: Isuzu D-Max to obecnie jeden z najlepszych pickupów dostępnych na rynku. Jest twardy jak stal, wielki jak dom i poradzi sobie naprawdę w każdym terenie. Nie straszne są mu również miejskie bezdroża, na których potrafi nawet całkiem niedużo spalić. Do tego wszystkiego potrafi przetransportować naprawdę wiele. Taka zabawka dla prawdziwych mężczyzn kosztuje już od 87 269 zł (wersja z pojedyncza kabina), a za wersję taką jak testowa przyjdzie nam zapłacić około 115 000 zł. Pamiętać jednak należy, że są to tak zwane „VATowozy” czyli od auta można odliczyć pełen VAT czyli 23 % wartości. Po takim zabiegu to jest już prawdziwa okazja.

DANE TECHNICZNE Isuzu D-Max 2.5 TD LS 4WD
Silnik / Pojemność turbodiesel / 2499 cm3
Układ / Liczba zaworów R4 / 16
Moc maksymalna 120 kW (163 KM)
Moment obrotowy 400 Nm / 1400-2000 obr/min
Zawieszenie przód niezależne dwuwahaczowe
Zawieszenie tył sztywny most na resorach piórowych
Napęd 4x4
Skrzynia biegów manualna, 6 biegowa
Prędkość maksymalna 165 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 11,5 s - pomiar własny
Zużycie paliwa (miasto/trasa/mieszany) 10,9 / 8 / 9,6
Długość / Szerokość / Wysokość 5295 / 1860 / 1795 mm
Rozstaw osi 3095 mm
Masa własna / Dopuszczalna 1945 / 3000 kg
Bagażnik w standardzie -
Bagażnik po złożeniu siedzeń -
Pojemność zbiornika paliwa 75 l
EKSPLOATACJA I CENA
Gwarancja mechaniczna 5 lat lub 150 tys. km
Przeglądy co 15 tys. km
Cena wersji podstawowej 87 269 zł (pojedyncza kabina, 4WD)
Cena wersji testowanej ok 115 tys zł

Wszelkie prawa do publikacji bez zgody redakcji zastrzeżone!

  • Tomasz

    „ratuje się blokadą dyferencjałów”

    Samochód ma reduktor.
    Chyba autor nie do końca przyłożył się do tego co napisał.

  • Edward Wróbel

    świetny sprzęt, nic dziwnego, że mówią o nim wół roboczy, kolega ma takiego w firmie i mocno chwalił, że silnik nie do zajechania, dużo da się napakować na niego i że nie ma problemu z parkowaniem w mieście bo jest bardzo zwrotny

  • bartek_78

    tak, ma reduktor – można przełączać miedzy 2WD, 4WD albo 4WD z reduktorem… na co dzień po asfalcie wiadomo, że 2WD wystarcza i oszczędza się paliwo, ale po zjechaniu w teren reduktor się bardzo przydaje – miałem okazję pojeździć d-maxem po trudnym terenie i byłem w szoku, co potrafi – myślałem że do zabawy „poza szlakiem” potrzeba prawdziwej terenówki za grube pieniądze, a okazuje się, ze taki pickup też świetnie sobie radzi.

  • Edward Wróbel

    dzięki za odpowiedź, dobrze wiedzieć, właśnie też słyszałem że w terenie sobie radzi, chętnie bym się przejechał, muszę namówić kolegę na offroad w zimie

  • Daniel

    Zawsze można się umówić na jazdę testową jak już spadnie śnieg. Jak ja byłem, to przedstawiciel wręcz naciskał na wjechanie w trudniejszy teren i leśne drogi, żeby pokazać możliwości d-maxa. I przyznam, że byłem w szoku – stromy podjazd czy głęboki piach pokonywał bez najmniejszego problemu, aż nie mogłem uwierzyć w jakie miejsca można wjechać.