50 lat firmy Autodelta czyli jak odcisnąć swoje piętno na kartach historii

Alfa Romeo 33 TT 12

Tendencja jaką możemy zaobserwować w dzisiejszym świecie czterech kółek ma stosunkowo pozytywny charakter. Ciekawe odwołania do szalenie bogatej historii, czasów, w których motoryzacja smakowała diametralnie inaczej oraz wyznaczała ówczesne standardy, a także pozbawionej sztywnych jak nóżka od krzesła reguł rzeczywistości potrafią wzbudzać multum kompletnie niezrozumiałych dyskusji, jednak wypadałoby zdać sobie sprawę z faktu, iż karbonowe maski oraz skomplikowane zawieszenia również miały niegdyś swoje początki. W codzienności zaawansowanych systemów robiących „driverowi” tosty z ciepłą mozarellą niniejszy artykuł może się Wam wydać odrobinę bez sensu, ale to istotna kwestia – zwłaszcza dla Alfy Romeo, która świętuje okrągłe 50-lecie firmy Autodelta …


Niewiele osób tak naprawdę ma świadomość (chyba że się mylę) jak ważną rolę odegrała w długoletniej historii producenta seksownej Giulietty tytułowa „placówka”, aczkolwiek ewentualna niewiedza jest w danym przypadku uzasadniona – w końcu Autodeltę powołano do życia jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku (1963 rok). Cel był prosty – zaakcentować oficjalny powrót włoskiego koncernu na tory wyścigowe i stworzyć absolutnie odosobnioną strukturę, która dbając o wyczynowe zaplecze Alfy podejmowałaby suwerenne decyzje. Z perspektywy czasu analizując wspomniane założenia oraz dalsze efekty ryzykownej, choć niezwykle opłacalnej polityki europejskiego koncernu, możemy śmiało powiedzieć: „Warto było” (i nie chodzi tylko o górnolotnie brzmiące frazesy, które miały znaleźć swoje odzwierciedlenie w pełnej niespodzianek rzeczywistości, a o coś znacznie więcej) …

22 – 24 lutego 2013 roku – podany termin winniśmy zapamiętać na długo – nie dlatego, że matka natura wymyśliła sobie intensywne opady śniegu, a francuska winnica pewnego bogatego mężczyzny zaliczyła definitywną plajtę i choć nie wiem czy dane informacje są faktycznym odzwierciedleniem wydarzeń zeszłego miesiąca – jakie to ma znaczenie? Z punktu widzenia „alfisty” i tak najważniejsza była wystawa Milano Autoclassica, którą zorganizowano na terytorium Mediolanu, a która stanowiła idealne przypieczętowanie 50-letniej historii włoskiej Autodelty. Krótko mówiąc – było co oglądać, bowiem samodzielnie działający niegdyś oddział Alfy Romeo „zaprezentował” (co fizycznie nie było raczej możliwe) swoje największe „perełki” jak chociażby model Giulia TZ z 1963 roku (tryumfator m.in. wyścigu na Le Mans i Targa Florio), 33/2 litry Daytona (prototypowy „bolid”; zwycięzca m.in. długodystansowej batalii na torze Nürburgring czy też Le Mans), model GTA 1300 Junior, 33 TT 12 oraz jednoosobowy bolid Formuły 1 legitymujący się na kartach historii przydomkiem 179 F.


Autodelta była ważną inicjatywą ze strony europejskiej Alfy Romeo. Omawiana tutaj „placówka” nie miała rzecz jasna kluczowego wpływu na dzieje światowej motoryzacji, nie była też elementem, od którego ściśle uzależniono sytuację finansową „podwładnego” koncernu Fiat, ale jej wpływ, zasadność ciężkiej harówki uzdolnionych inżynierów oraz pewnego rodzaju wykreowanie sportowej „osobowości” Alfy Romeo zapamiętamy na długo …, a przynajmniej powinniśmy. Szkoda jedynie, że po tych pięćdziesięciu latach włoski koncern nadal funkcjonuje, zaś Autodelta jest tylko marnym wspomnieniem …

Patryk Rudnicki