SsangYong Korando po liftingu – ciężka praca

Miesiące, tygodnie i dni płyną, a koncern z obco brzmiącą nazwą SsangYong sukcesywnie podbija europejski rynek. Kiedyś informacja nie do pomyślenia – dzisiaj absolutna norma wieńcząca codzienny bieg oraz szaleńcze metody zwerbowania klienta. Azjaci dokonali następnego i robiącego wrażenie posunięcia, by umocnić swoją lokatę między Citroënem czy innym Audi. Oto wojownik dla typowego Europejczyka – Korando z pakietem modyfikacji …


SsangYong Korando FL

SsangYong Korando FL

SsangYong Korando FL

SsangYong Korando FL

Zapędzenie do roboty bardziej „nobliwej” kadry i dokładna weryfikacja potrzeb statystycznego mieszkańca „Środka” ukazały rzeczywiste zdolności inżynierów SsangYonga, bowiem narodziło się całkiem atrakcyjne Korando. Teraz firma postanowiła odrobinę zmodyfikować klasycznego gracza segmentu SUV-ów aplikując m.in. chromowany grill. Niedużo, fakt, jednak zewnętrzna część auta stanowi w danym przypadku tylko 20% całkowitej odmiany „Koreańczyka”.

Najciekawszym fragmentem dzieła z Seulu jest zaś wnętrze, które może się pochwalić chromowanymi akcentami na desce rozdzielczej, innym zestawem wskaźników okraszonych LED-owym „ekranikiem”, przebudowanym tunelem środkowym oraz bogatszym wyposażeniem (np. elektrycznie regulowany fotel kierowcy).

Czymże jednak byłby udany zabieg dopasowania koreańskiego produktu do europejskich realiów bez, chociaż śladowej modyfikacji oferowanych jednostek? Niczym, dlatego SsangYong postanowił wprowadzić zupełnie inne oprogramowanie 175-konnego, 2-litrowego diesla osiągając tym samym lepsze parametry i niższe zużycie oleju napędowego. Brzmi kusząco? Dodatkowe wygłuszenia kabiny, a także obniżone ceny poszczególnych wariantów miejskiego SUV-a powinny jeszcze bardziej zadziałać na wyobraźnię klienta.

Sądzę, że ostatni element można już śmiało zakwalifikować do grona ulubionych mając na względzie odmianę Crystal za 75 000 zł (benzynowy motor 2.0 l 150 KM; wcześniej 76 000 zł) dającą m.in. ESP, tempomat czy 16-calowe, aluminiowe felgi. Dla wyjątkowo zainteresowanych uzupełnimy tą beczkę informacji wariantem Quartz dostępnym od 85 000 zł (m.in. automatyczna klimatyzacja, fotochromatyczne lusterko wewnętrzne czy 17-calowe alufelgi) i najbogatszym wariantem Sapphire kosztującym teraz minimum 89 700 zł (np. skórzana tapicerka, przyciemniane tylne szyby i czujnik deszczu).

Ofensywa SsangYonga wygląda coraz mocniej bądź inaczej rzecz ujmując – dojrzalej. Skonfigurowany trochę po japońsku cennik (dopłacamy tylko za automat – 6000 zł oraz 4×4 – 7000 zł) doskonale znamy w Europie i nie możemy powiedzieć, że jego forma jakoś specjalnie „zawadza” tutejszej klienteli. Azjatycka firma walczy o swoje i należą się jej głośne brawa. Oby tylko zapał inżynierów nie spalił na panewce, bowiem argumenty jak choćby 5-letnia gwarancja czy świeża konstrukcja brzmią naprawdę solidnie.

Patryk Rudnicki